w przededniu powrotu

To juz pewnie ostatni wpis przed wyjazdem.
Po kilku nocach kiedy padalo, a rano bylo swiezo, znow zaczela sie patelnia i skwar.

TU AkurAt dzis wybory, wiec wszyscy chodza z palcem umazanym hna na czerwono, bo tak zaznaczaja tych co oddali glos. A i osobne sa sale do glosowania dla kobiet i dla mezczyzn.

Pierwsza noc po wyladowaniu w Monachium chcemy spedzic w Lipsku, ale zobaczymy jak to bedzie.

Poza tym to wlasnie widze, ze mi z fabryki nowy tekst przyslali do zrobienia, ale nie moge tu zadnych plikow otwierac, wiec widze tylko, ze to duze. Na 6 kwietnia, wiec pewnie jakies max duze. Ale to dobrze.

po powrocie z glebi wyspy

My juz po powrocie z Kandy.
Jednak tu lepiej 🙂
Na kontynencie to i brudniej i komary, chociaz wiele sie dzieje.
Swiatynie, pokazy tanca, plantacja anananasow (LUkasz taka maczeta uciachal kokosa a potem go zjedlismy) i fabryka herbaty. A i jeszcze jedna plantacja orzeszkow, ktore sie chyba u nas nazywaja nerkowce i centrum ajurwedy.
Za to na wybrzezu i powietrze inne i jakos tak relaksacyjnie od razu/

my juz po kolacji – krewetkowa uczta- + rosol taki ichniejszy- chicken soup, co to ma ciut inny smak, ale tez stawia na nogi.
A teraz wracamy do hotelu i spac 🙂

Tylko ciekawa jestem co za kwiatowa kompozycje dzis bedziemy miec na lozku… bo ten florysta to ostattnio przechodzi sam siebie 🙂

A i drogi to jednak fatalne maja. Odcinek z lotniska tu to 80 km, a jechalismy ponaf 4 h, a do tego Kendy to bylo 200 w jedna wiec caly czas w podrozy.

Wiec jutro zasluzona plaza 🙂

sri lanka- to juz tydzien tu…

 plaza. Troche sie spieklismy – pomimo zuzycia dwoch opakowan kremow z filtrem – 25.
I kupilismy taki miejscowy specyfik z aloesu na opazenia i jest naprawde bardzo skuteczny,
Taka miejscowe panaceum na wszystko ten aloes.Taka rosysjka kliukwa. .

Poza tym to wlasnie idziemy na tradycyjna kolacje nad oceanem. Jak wychodzilismy z hotelu to dwoch gosci z obslugi zbieralo kwaitki. Ozdobia nimi lozka gosci. Dzis beda na poduszkach i poduszkach biale magnolie. Wczozraj byly jakies rozowe kwaitki, tez mocno pachnace.

Wczoraj na kolacja wzielismy taka rybe jakas – ale nie barakude, bo tez tu takowa bywa(wiemy, bo jedlismy), ale ona w cenie homarow, tylko cos takiego pospolitszego. Tez pyszne, zupelnie inaczej robia te ryby niz u nas. I ona byla lagodna w smaku. Oraz cos z curry. I to bylo ostre. Ale tez dalismy rade zjesc.

W wielu knajpach mozesz sobie przed kolacja wybrac z akwarium co chcesz miec na talerzu.

I pyszne maja soku z owocow. Wlasciwie to nie ma innych, czyli np. takich z kartonika.
Bo to sie chyba nie oplaca. Wiec jest sok mago, ananosowy, cytrynowy (dosc mocno go slodza) z awokado, itd.

Plusy z posiadania mms-ow

Moj tata na Litwie, wiem bo mi mms-a przyslal 🙂
Widok z jego okna…
Zupelnie inny niz tu :))))

Sri Lanka jest niezwykla, naprawde bardzo na plus zaskoczenie.
Przyroda niesamowita, ale atrakcji tez nie brak. Bierzesz ryksze i mowisz do sklepu z przyprawami,a on mowi: to zajrzyjmy po drodze na plantacje cynamonu, bo to podrodze, plantacja kokosow, itd.
Kopalnie kamieni i posagi buddy tez co chwile.

Z Indiami podejrzewam pokrywa sie ta intensywnosc zapachu. Z jedenej strony scieki, z II przyprawy , z III swiatynie w gajch limonkowych, potem jeszcze te kadzidelka, itd.

Dzis my na plazy, tzn, na przemian ocean i basen. W poniedzialek jedziemy doKandy- to stara stolica. Bedziemy nocowac po drodze- to nie jest daleko, ale 5 godzin w jedna strone, to uznalismy ze nie ma co napinac, tym bardziej ze po drodze wpadniemy tez podobno do najpiekniejszego ogrodu botaniocznego swiata i na plantacje herbaty.
A i moze do kolejnej kopalni- tym razem rubiniow. Te kopalnie zreszta dosc ciekawe sa tez.

Zdjecia robimy. Znalezlismy juz unkt gdzie zrzucamy zdjecia z karty, i raz juz zrzucilismy na CD. Wiec zdjec bedzie sporo.

newsy from paradise.

Moze wiec po kolej.

Dzien I – niedziela

Wlasnie znalezlismy kafejke internetowa wiec korzystamy.

Pogoda dopisuje, moze nawet troche za goraco.
Ocean fantastyczny.

Wlasnie robimy sobie spacer po okolicy. Brudno, jak to w tej czesci swiata i halasliwie.
NArazie chcemy troche sie oswoic z klimatem i zmiana czasu, ale pewnie za pare dni pomyslimy o jakiejs dalszej wyprawie po wyspie.

Na terenie naszego hotelu sa lezaki, basen i palmy. Dzis jak lezelismy pasiasta wiewiorka wyjadla z torebki drozdzowke, a obok nas przeszedl wielki jaszczur.

Na palmach i magnoliach pelno ptakow. Sa halasliwe. Hindusi radza sobie z nimi w kolonialny sposob-> strzelajac w korony drzew…

I narazie, tak z grubsza to tyle.
Podoba sie nam….
Tylko te 5 godzin roznicy…. dzisiaj prawie zaspalismy na sniadanie… O 10 miejscowego czasu obudzil nas room service…
Ale jeszcze "wydali"…
Aha, karmia dobrze, takze z diety nici 😦

Dzien – chyba III – II, jest na wpisie ponizej…

wczoraj bylismy w Galle.Zawoziozl nas tam rykszarz i bardzo przejety swoja rola pokazal nam duzo wiecej niz tylko po- portugalskie mury.
Najpierw bylismy w fabryce jedwabiu– nareszcie wiem jak wygladala hodowla jedwabnikow co to ja moja mama w domu miala…
Potem byly mury, potem, food market z mnostwem owocow- niby to co u nas, ale smakuje inaczej.
Banany sa male i zolte, mango zielone i tez male, za to zupelnie bez wlokien, a granaty maja tak silny sok, ze nawet po umyciu zebow, sa ciagle czerwone, jak po winie.
Potembylo jeszcze: ladies hill, czyli punkt widokowy z takiego centrum relaxu, czy czegos takiego- fontanny, masaze i mnostwo herbaty.
No a potem jeszcze pojechalismy do takiego zakladu obrobki kamieni szlachetnych.
wygladalo to niezle, sprzedawca (posiadacz 4 kopalni!) wynosil nam (my siedzielimy na fotelach przy stole) walizki a w srodu w osobnych pakuneczkach byla zapakowana bizuteria.
Najperw oczywiscie przyniesli wszystko to co bylo na ladach w sklepie- takich tacach.
nic oczywiscie nie kupilismy, ale niektore rzeczy sa niesamowite.
Oni specjalizuja sie tu w rubinach i szafirach.
A najdrozszy z mozliwych jest tzw. star safire, ktory wyglada jak szary , opalizujacy kamien, ale jak sie z nim wyjdzie na slonce- co tez zrobilam razem z jednym sprzedawca-to na jego czubku pojawia sie gwiazda- jak padnie na niego promien slonca!
Co ciekawe szafiry szlifuja na okraglo.

Takze tak minela nasza wycieczka.
Dzis natomiast bylo opalanie sie.
Na deske narazie odwagi zabraklo, ale za to zaskoczeni, ze my tacy wciaz biali, troche sie dzis przez przypadek spieklismy.
Wiec jutro jedzienmy na kolejna wycieczke.
Z tym samym gosciem, do pomnika buddy, ktory jest nie daleko.

JEmy teraz w takich barach, ktore sa przy plazy surferow.
JEdzeinie dobre, swieze i naprawde bardzo tanie.
Do krabow i homarow daja te super skomplikowane sztuce, ale jakos dalismy rade :))
coprawda fakt, dobry schabowy tez zly nie jest  i by sie zjadlo

A zupka ogorkowa…
Tu ta mieszanka smakow moze byc meczaca.Narazie smakuje, ale po miesiacu to ananas z cebula i pomidorem moze pewnie znuzyc. 🙂

Dzis – nie wiem jaki i ktory dzien…

Dzis jako, ze spalilismy sie wczoraj pojechalismy na kolejna wycieczke z naszym rykszarzem.
Na tzw. boat trip laguna.
LAguna to takie miejsce, gdzie rzeki wplywaja do oceanu. Poplynelismy w gore rzeki. Lodzia.
Po drodze byly warrany- to takie mini-krokodyle, malpy, swiatynia buddy w cytrynowym gaju (czy jakos tak).
Potem poejchalismy na turtle farm, czyli miejsce gdzie zbieraja jaja zolwi, pilnuja i wpuszczaja do oceanu- to tez bylo nawet ciekawe.

Potem byla jeszcze swiatynia lezacego buddy– najwiekszego w poludniowo-wschodniej Azji (z lezacych buddow), moon stone mine, czyli kopalnia takich blekitnych kamieni (podobno sa tylko tutaj-), plantacja cynamonu, i miasto, ktore slynie z mask. Bo oni tu ich duzo uyzwaja, nie tylko w teatrze i dla turystow, ale tez wieszaja przed domami, zeby chronily przed zlem i chorobami.

Jutro znowu plaza w planach.
Powoli przyzwzczajamy sie do temperatur.

Sri Lanka welcome

No i wybralismy sie w konczu w podroz poslubna.

Zu/nacht ? Cejlon, czyli Sri Lanka

O plywaniu w oceanie.
Wczoraj z maska widzielismy kolorowe rybki wielkosci dloni, a dzis byl wiekszy przyplyw, troche zachmurzenie i na nasza plaze przyplynely gigantyczne zolwie.
Takie o dlugosci skorupy ponad metr.
I to cala grupa, nie wiemy jak one plywaja czy stadami czy rodzinami, ale bylo ich kilka wtym takie mniejsze – polmetrowe. Troche na poczatku zesmy sie ich przestraszyli, ale potem juz co chwile klepalismy je po grzbietach. Diablo probowal zlapac jednego za tylnia pletwe.

Jutro chcemy jechac do Galle-> to jakies 20 km w dol od nas. Chcemy wziac taka lokalna ryksze. Galle to byly portugalski port. Zabudowa ma byc taka zblizona do europejskich srodzniemnomorskich miasteczek. I pewnie tam posiedziemy do wieczora.

A na pojutrze chcemy pozyczyc deske surfingowa. Tzn. Lukasz chce, ja pewnie popatrze. Bo kawalek od naszego hotelu jest taka dluga plaza szeroka, wielokilometrowa, z pochylonymi palmami i tam tez na deskach plywaja surferzy. Glownie autochtoni, ale sa tez turysci i nieliczni na wyspie japonczycy.

Takze Sri Lanka jest dosc malownicza. Irytujacy sa miejscowi- tacy klasyczni hindusi,  ktorzy laza, zaczepiaja i ida potem za Toba bez konca, ale po dwoch dniach klimatyzacji wszyscy sie chyba znieczulaja.
Podobno wszystkie plaze sa takie jak nasze. Przewodnik pisze: kiczowate, ze az nudne – no i dobrze.
Slady po tsunami sa, ale z naszego punktu widzenia to nawet lepiej, bo taniej , nasz hotel jest oblozany w jakiejs 1/5 i chyba wszystko dosc znacznie potanialo.
Dzis w kazdym badz razie idziemy na homara i kraby, zobaczymy ile nas to wyniesie.
W wodzie dzis plywaly tez wieksze ryby. Tez kolorowe, ale wielkosci lososia, a juz napewno takie ze na zadej z naszych patelni by sie nie zmiescily.

Diabli zachwycony, na razie jest na etapie, ze ma emeryturze sie tu przeprowadzamy, a moze i wczesniej jak da rade :))
I tyle

A i jeszcze room service jest nie do wytrzymania.
3 x dziennie przychodza arrange our room, i nie dosc, ze wszystko skladaja w kostke to dzis z kremow i lakierow do paznkokci ustawili konstrukcje ktorej nie powstydzila by sie moja ex bratowa w lodowce..

piłkarskie oscary

oglądali wreczenie pilkarskich oscarów?
przekonaly mnie po raz kolejny, ze
Kryszak jest żenujacy i te same drętwe
zarty powtarza po milion razy, oraz
ze to ze Najsztuba uwazałam za głąba to
sluszny poglad.

natomiast czy
tez Wam sie podobal muzyczny- mix o Piechnie??
http://www.youtube.com/watch?v=l1m91k7kUdE


"""""""""

Poza tym ciągle dłubię w tym tłumaczeniu. Na początku się trochę stresowałam, że bez szans uporać się z tym do niedzieli (a może im to potrzebne na dziś, albo wczoraj?) ale potem mnie olśniło, że przecież w Rosji (tak jak i u nas) był dzień kobiet!!! No i oni tam tydzień wolnego na tę okoliczność mają… Więc  i tak nikt do tego teksu przed poniedziałkiem nie zajrzy. 🙂
Gorzej z tymi artykułami. No ale pewnie i tak nie zaczną edytować wszystkiego naraz, więc jak do wtorku im doślę kolejny za kolejnym, to będzie dobrze. 🙂

planidades


No i dopadło mnie.
Zgodnie z przewidywaniem wszystko naraz.

Umowa z redakcji-> termin do poniedziałku i niespodziewane mega tłumaczenie- to chyba taki spóźniony prezent urodzinowy.
(to drugie) – Tak mi sie zdaje, bo stron masa, jakoś nie cisną z terminami, więc pewnie mam czas do piątku… :/
Ale tydzień do niedzieli zorganizowany.

Chwała Diablowi, że przygotował kolejny gar zupy- tym razem kalafiorowa.
Znająć życie, do jego powrotu z pracy większość wykończę :))

W kwestii wakacji wygląda na to,że do Monachium za tydzień pojedziemy jednak autem.
Więc trzeba przegub zrobić.
Chodzi o powrót. Busy nie jeżdżą w niedzielę (przy okazji spis przewoźników:
Eurolines, Eurobus,
Europa Express, Interbus Orbis Transport, PPKS Warszawa
Polonus, Intercars, Lorek, Becker Reisen, Tourbaltic, Rudnik Tumay
oraz National Express
) więc musielibyśmy o jeden dzień za długo zostać, a z urlopem krucho.
Nie u mnie.
U niego.

plantacje herbaty


Dzisiaj trafilam na fajny blog i od rana go czytam.
http://saigon.blox.pl/


Mialam dostac meilem umowę o nowym zleceniu z tych na wczoraj, ale jako, ze nie dostalam to narazie nie robie nic. Chociaż bym mogła, bo wiem co…
Zawsze jak zaczynam prace przed czasem to cos sie opóźnia… Wiec nie robię nic. Najpierw umowa.
Pewnie będę żałować jak mi się zacznie galop w poniedziałek, ale zaryzykuję.

Wiec koncze delicje. Dobrze, że je kupiłam wczoraj….
A i zjadłam supa di pomodori by Diabli… Jest w robieniu zup oscar-owy…