Dostałam dziś meila od siostry mojego ex ze Słowacji.
Miesiąc temu wprowadzila sie do swojego domu.
Dom, jak dom – nie za duży (jak na dom) i właściwie zupełnie zwyczajny (choć projektował go jej teść- architekt).
Natomiast to czego jej zazdroszczę- chociaż nie jestem zazdrośnikiem – to okolica- dom stoi pośrodku… winnicy…
Polska też jest uznana niby jako kraj mogący produkować wina, ale u nas
brak całego zaplecza, które jest tam. A moze jest, tylko ja o tym nie
wiem?
Pamiętam, że na ich ślubie – lat temu z 6 do tyłu- było wino z ich winnic.
Winogrona są zbierane i są takie punkty gdzie zawozisz owoce (a może winogrona to jagody?) i tam z tego robią wino.
Oni nawet rozróżniali te miejsca- np. mowili na tym weselu,że tam
gdzie teraz robili to wino robią lepiej niż tam gdzie robili w roku
ubiegłym!
– czyli tych punktów jest więcej!
To było takie młode wino.
btw. mieli też sady jabłkowe i w tych punktach do produkcji robili też wino z jabłek.
Jakby nie było Słowacja blisko, ale mam wrażenie że przepaść w winiarskiej tradycji…
Wklejam niektóre fotki jej domu.
Jak tu nie zazdrościć???
(wyobraźmy sobie, że nawet obsieję ten moj fragment ziemi winem, ale
kto mi potem przerobi winogrona z 3 hektarów na bojouleis ??)


Mam znajomego (gorący romans smso-owy sprzed lat 4 ;), który robi nalewki ze wszystkiego: orzechówka, śliwowica, nalewka z truskawek, itd.
Próbował tez robic wina.
Był na wydziale drożdży SGGW– lokalnej akademii rolniczej – i tam nabył specjalne drożdze.
Miła pani naukowiec spytała:
Wino z jabłuszek?
To najlepsze będą drożdże tokajskie…