tylko my jestesmy tacy tchorze i dajemy cukierki?
Nasza dynia :))
Diabli jest mistrzem ręcznych robótek! 🙂
Nasza dynia :))
Diabli jest mistrzem ręcznych robótek! 🙂
Zaczęłam na nowo oglądać mój album z dzieciństwa. Posiadanie dziecka to chyba zreszta taki moment, że się do tego wraca i inaczej się patrzy na rodziców. Tak jakby trzy etapy były.
Najpierw są fajne dzieciaki – i to chyba okres, kiedy rodzice mają największą frajdę. Potem jest bunt i pseudo dorosłość- być może dlatego taki trudny, żeby łatwiej było przejść do kolejnego etapu- czyli dorosłości i własnego życia i utraty dziecka jako dziecka a zyskanie go jako partnera.
Taka wot, refleksja.
Gryzę się czy kupić Łuczynie buty na zimę. Potrzebować nie potrzebuje. Ma dwa kombinezony i kurtkę. No chyba że do tej kurtki i jednej z jej mini… Wątpliwość pojawiła się jak zobaczyłam kozaki w h&m.
Tylko teraz czy brązowe kozaki czy białe śniegowce?
Są też nice srebrne pantofelki. Bedą pasować do srebrnej sukienki, którą będzie mieć na święta. Oczywiście wszystko w rozmiarze 62… Zresztą super, że urodziła się tak blisko Bożego Narodzenia. Już nie mogę się doczekać, kiedy jej pokażę bombki i choinkę 🙂
Łucja i jej kombinezony: Alaska i róż o zmierzchu…
Generalnie Łuczyna płacze już mało. Ot teraz marudzi, bo się kąpiel opóźnia.
O dziwo kupa jej nie przeszkadza. Gdyby nie lęk przed odparzeniami mogłabym właściwie pampków nie zmieniać.
Powodów płaczu jest 5:
To zreszta ciekawe bo kiedys numer 1 to byl punkt 5 :))
Trwa planowanie weekendu marcowego. Na chwilę obecną Lizbona z braku lotów tamże upadła, za to na tapecie Casablanca…
W sobote rozpoczelismy winne wieczory.
Właściwie to nie wiadomo co nam wyjdzie z cykliczności, ale początek nie był zły. Nic nie wyszło z tych planów wg ktorych kazdy mial cos o swoim winie opowiedziec i dobor win byl przypadkowy i nie było mysli przewodniej, ale podstawowa zasada, że każdy uczestnik przychodzi z własną butelką była spełniona. Ja coprawda nie piłam i wina zeszło więcej niż butelka na pijącego (1,6 na osobę),i średnia cena z butelkę zmieściła się w 30 zetach, ale impreza nadaje się do powtórzenia.
Były:
Carlo Rossi – dwie butelki (różowe i czerwone caberner sauvignon)
Jacobs Creek– dwie butelki (shiraz cabernet i greanache shiraz) ten drugi to było najlepsze wino wieczoru
Rio Seco- malbec
Trivento (caberner sauvignon)
Bordoux – Medoc- dwie identyczne butelki – najdroższe, ale nie najlepsze.
Nigdy nie przepadałam z Halloween, ale za to lubię (złe słowo :/) Wszystkich Świętych.
Jak byliśmy mali biegalismy z bratem po cmentarzu w Szczebrzeszynie i wkładaliśmy palce w znicze. Ciekawa sprawa, bo chociaż wosk był biały to -to co uzyskiwaliśmy na palcach było szaro-bure. Oczywiście lepszy był ten kto miał więcej opuszków i w większych ilościach wosku.
I nikt mi nie powie, że to nie był większy fun niż łażenie po domach za cukierkami w głupich strojach.
Ale nie o tym.
Lubię dynie i chwała Halloweenowi za to, że te dynie rozsławił. I jako przetwory i jako potwory.
W niedzielę, przy drodze na Magdalenkę kupiliśmy sporą – 15-kg-ową dynię.
Diabli ma powycinać zęby, tak żeby dzióba zobaczyła Dyniowego Potwora… 🙂
Znając ją nie przestraszy się , a będzię się do niego śmiała 🙂
Tak ją oglądamy ze wszystkich możliwych stron i ustaliliśmy, że po każdym wzięła to co najlepsze:
Po tacie:
Po mnie:
nie wiemy jeszcze ani jaki będzie kolor oczu i włosów
Zagadką natomiast są trzy rzeczy:
Juz czas jakis temu odkrylam, ze te obrazki na pieluchach to dla rodzicow są.
no bo dziecko przeciez ich nie widzi.
wiec chyba chodzi o to, zeby mowic do dziecka:
o a teraz zalozymy misia na kocyku!
Od czasow jednej paczki przeszlam na active baby.
No wiec repertuar sie zmienil.
A co lubi slonik?
Slonik lubi orzeszki ziemne (btw.bardzo madre, bo slonie rzeczywiscie
uwielbiaja orzeszki ziemne)
Troche mi szyki zepsul koala, bo koala lubi słońce.
No a dzis zbaranialam zupelnie.
O..załozymy kotka!
A co lubi kotek?
Kotek lubi… ptaszki!…
Przeciez to lepsze niz bracia Grimm 😉
Dziś jakiś kolejny artykuł o loitume przeczytalam, ze jedni nie znoszą inni uwielbiają. I o bohaterce z japońskiej anime, kim jest naprawdę. Jakby nie było leci to wszędzie. Wczoraj pod Auchan w sport-aucie u jakichś łepków usłyszałam. Się nawet do nich uśmiechnęłam.
Jak ktoś się jeszcze nie nasycił stąd można pobrać całą piosenkę Ieva’s Polka na dysk:
A tu można o tym poczytać:
http://www.wiecek.biz/loituma-ievan_polkka.html
To co dziś pisało, to był tekst o tym, że dobrze się słucha piosenek, których słów nie rozumiemy. Stąd też popularność O-ZONE np. i wogole fala rumuno-disco.
U mnie wlasnie leci wersja techno-disco fińskiego hitu.
Łuczyna słucha…
Zasnęła… 🙂
Przechlapane być pierwszym dzieckiem – rodzice nieustannie na nim eksperymentują… Ale jeszcze bardziej przechlapane być starszym rodzeństwem.Wtedy ciągle trzeba świecić oczami za te młodsze.
Mam nadzieję, że ojciec w końcu skopiuje na dysk tego bloga i Łuczyna to kiedyś przeczytasz :))
A dziś dzień w butach… Wyłożyłam mini-poduszeczkami, żeby było cieplej i przyjemniej. Nie protestowała.
Piątek – zresztą 13-go.
Sobota– imieniny kota.
Spore było zamieszanie.
Mieliśmy gości i rozmawialiśmy o Portugalskim tripie na wiosnę.
W tiwi był fim OSADA – podobał mi się.
Niedziela
Gościnnie cd. Refleksja, że nic znowu żeśmy nie zdążyli zrobić. Ogródek z przodu to chyba dopiero na wiosnę oporządzimy. Zakupy po kombinezon dla Łuczyny (nice w H&M) przesunięte na za tydzień.4 dzień palenia w kominie.Na Allegro walka o nasze przedmioty 🙂
A dziś Klucha założyła 1 raz rajstopy i spódniczkę!
(tzn. ogrodniczko spódniczkę 😉
Wyprawa do kina okazała się być super :))
Najpierw zobaczyłam pielgrzymkę mam z wózkami, potem przy kasach była max kolejka tychże, potem weszłyśmy na salę i się zaczęło…
Zaczęłam od zmiany pieluchy na jednym z przewijaków- tak żeby mieć spokój przez resztę flimu, potem wróciłyśmy na miejsce i się zaczęło. Dziuba trzasnęła podkówkę, jak usłyszała płacz innych dzieci, ale jakoś wyprowadziłam ją z tego stanu. A potem oglądałyśmy. Trochę było też jedzenia, ale więcej oglądania. Leżała na mnie -> przodem do ekranu i chyba się jej podobało :))
Jakby nie było, za tydzień też idziemy!
A i mam wejściówkę do gymnasionu na zajęcia dla mam z dziećmi, ale to na czwartki. Dziś nie dałam rady (w końcu wystawiłam te bzdety na Allegro), ale za tydzień musowo!
A wieczorem był mecz…
Ale co tu powiedzieć? To tak jakby człowiek zobaczył nagle smoka z
trzema
głowami. Gigantycznego. Różowego. Który podchodzi do ciebie i
prosi o
papierosa…
I czy Edi ma już żonę?
Wyszło, ze:
–nie
podnosi głowy– leżała z nosem w materacyku, chociaz wogole to podnosi,
ze
hej.
-ignorowala zabawke– nie wodzila oczami
-jadla palce– mam ponoc kupic
smoczek!
-byla nie kontaktowa
– nie reagowala na halas
– nie dawala sie
podnosic na lapkach
itd.
Co robimy z tym fantem?
Idziemy raz jeszcze do
pediatry- ale już innego- tego co za I razem
przynajmniej wtedy nie bylam strofowana, ze
cos tam robie zle. I nie mialam
takich kretyńskich pytań w stylu czy dziecko
mnie poznaje i czy się do mnie
uśmiecha.
Bo ta baba beznadziejna była i klucha jej po prostu nie polubiła!
<><><><><>
Zamówiłam w Mydlandii wodę do żelazka, jak okaże się nice uszczęśliwię nią też mamę. Jakoś ostatnio było wilgotno w domu, pranie nie chciało schnąć, i koniec końców kilka rzeczy co schły najdłużej ma taki kiepski zapach – więc całość należało by uprać raz jeszcze… Ale może na przyszłość ta woda okaże się pomocna?