dobrze, ze to juz koniec stycznia!

Chyba zdrowiejemy. Kryzys był w niedzielę, kiedy Dziabągowi temperatura urosła do 39 stopni :/
Wezwaliśmy karetkę, z ośnieżonego auta z napisem Falk wysiadła sylwetka, która jak zobaczyła moją głowę wystającą zza drzwi, rzuciła: Lekarz!…
Niczym reklama gopru…

Potem bylismy w szpitalu Łuczywo dostała czopek, pobierali jej krew, ale jakby nie było, dziś juz obie jesteśmy zdrowe, chociaż takie jeszcze rozbite :/

Ja np.dziś zupełnie dzień cały bez gorączki. Już się tak do niej przyzwyczaiłam, że wydawało mi się, że mi nie przeszkadza, ale jak jej w końcu nie mam, to jest różnica. Przede wszystkim wogóle nie jest mi zimno.

W pracach domowych widać światło w tunelu 🙂
A i jeszcze właśnie obejrzałam film "Transporter II" i małe dzieci są urocze. Jak ja mogłam wcześniej tego nie widzieć??? 🙂

domowy szpital

No i się rozłożyłam. Gorączka 39 stopni od dwóch dni i właściwie nie spada :/
Dziabąg narazie zdrowy.
Diabli był z nią dziś u lekarza i wszystko ok. Ma chrypę, ale to związane z takim stanem zapalnym gardła – żre te paluchy i jakiś tam badziew ma w gardle.
Słabsza odporność, bo ja jestem osłabiona.

Śniegu full. Mąż dzielnie rano działa z szuflą. Spróbuję z godzinę popracować i walę w kimono 🙂 Wczoraj się wykąpałam we wrzątku. Tak dopuszczałam, bo było mi zimno i chyba to był jeden z powodów tej gigantycznej gorączki w nocy.

Dziabąg jest taką spryciarą, że dostała dziś łyżkę syropu, ja wstawiłam oblizaną łyżkę do kubka po moim wapnie, postawiłam poza zasięgiem rąk i wyszłam z pokoju po jej ubranka.
I wyciągam te ubranka i słyszę taki dzwięk, jakby ktoś stukał łyżeczką o filiżankę. Wracam i widzę, że kubek już przewrócony a dziabąg oblizuje łyżeczkę!!!
No po prostu jest genialna! :))

Po namyśle odpuszczam dzisiejsze próby pracowania.

Papierowa rocznica!

nareszcie jest net! 🙂
Ale po kolej.

Piątek:
Wichura poprzewracała nadajniki mojemu dostawcy
netu i przerwala moj dostęp do sieci 😦

Sobota:
Założyłam, że będę odcięta do poniedziałku, wiec o
Kanarach zaczęłąm pisać na podstawie tego co mam w domu.

Popołudniu przyjechała Lucia. Zrobiłam chińskie
danie z imbirem, którego nie jada mój mąż, zjadłyśmy i z Łuczyną w foteliku
pojechałyśmy do Galmoku. Doszła mi spódnica w stylu etno (Gapa), bluzka wiązana
w pasie (Zara) i sweterek w serek (reserved). Lucia kupiła sobie spódnicę w
stylu folk w Moltonie i sweterek w serek (reserved). Łucja dostała golf w
morskie pasy (Zara).
Obejrzałyśmy też obłędne dziecinne buty – kozaki w
Zarze!!!

Niedziela:
Rano stwiedziłam, ze do dzisiejszego stroju
bardziej niz sweterek wiśniowy pasuje mi jasno rozowy, ktory kupila sobie Lucia.
Miałam spodnie w ciemną kratę, a Lucia białe. Więc wymieniłyśmy się i
pojechałyśmy kupić po jeszcze jednym sweterku.

Ogólnie pobyt minął dobrze.
Temat zastępczy do kłótni wszelakich to mój brak
stanika. Całe zło tego świata to brak stanika. "Biust masz na brzuchu", "nie
mozesz przestac o siebie dbac!", " o jaka fajna dziewczyna, napewno nosi stanik"
, "jak pojdziesz do pracy bedziesz musiala nosic"
, itd.
Szczerze mowiac cos w tym moze byc. Wszystkie
staniki maja miseczki za wysoko, wiec moze lata nie noszenia spowodowaly, ze
jest nizej?
No ale nie lubie. Ciśnie mnie, uwiera, nie moge
oddychac i pierwsze co robie po przyjsciu do domu to go ściągam.

Po wyjezdzie Luci niedziela minęła jako
świętowanie dnia babci. Bo w międzyczasie Diabli wrócił ze szkolenia z
opowieściami o nowych koleżankach z Warty.
I postanowilismy, ze za rok dzien babci bedzie 20
stycznia, a dzien dziadka 22. A 21 to jako, ze to nasza rocznica ślubu bedziemy
świętować we dwoje.
Babcia Lucia się zgodziła.
Bo w niedzielę mieliśmy naszą papierową rocznicę
i zupełnie jej nie odświętowaliśmy. Diabli tylko coś w nocy dziamgał o jakiejś fali miłości po powrocie i że brak mu było mojego dziamgania :))

Poniedziałek.
Netu wciąż nie ma. Okazało się, że straty wichura
poczyniła większe. Porwane są jakieś kable. Kończę temat o Kanarach z tego co
mam w domu. Spacer z Dzióbą. Pranie, prasownie i jeszcze jedno
pranie.

Mamy w domu ducha. To dobry duch, chociaz ma
specyficzne poczucie humoru jak na ducha przystało. W piątek nie było nas w domu
przez 5h. Zapomnieliśmy zakręcić wodę – kot Tina lubi pić bieżącą. Więc tak
leciał strumień szerokości małego palca. Tyle, że był zakręcony korek… I tu
uwaga: po pięciu godzinach wody nalało się na 4 cm!
Albo innym razem kot został zamknięty w szafie.
Takiej drewnianej, którą trudno otworzyć. Był obok mnie, nagle słyszę jak
skrobie. I tak skrobał kwadrans więc poszłam zobaczyć co tak skrobie. A ona była
zamknięta w szafie… Takiej co to ją z zewnątrz się zamyka…
Także takie buty. 🙂

Wtorek.
Rozbieranie choinki. Dałam materiały do wysłania
Diablowi z pracy. Przyszedł jakis pan od netu co chodził po dachu, nic nie
wymyślił.
Spakowałam za małe ubranka Kluski. Wyszło z tego
pełne pudełko. Napisałam na nim: Łucja 0-3 miesiące.

Z szafowych rewolucji Diabli zrobił sobie porządek
na swoich półkach. Wygłosił przy tym tyradę na temat wyższości jego
uporządkowanych półek nad moimi. Nie dał się zagonić do ułożenia moich rzeczy
:/

Męża łamie w kościach: dawka uderzeniowa witamin i
moze przeżyje + niech wezmie urlop na czwartek. Musze otworzyć ten olejek
cynamonowy z plantacji cynamonu z ogrodu przypraw ze Sri Lanki. Posmarować nim
za uszami Diabla i przeziębienie ma minąć. Wyciąg z drzewa sandałowego podziałał
na mój brzuch w ciąży (na którym jako na nielicznej cześci ciała nie pojawiły
się rozstępy), więc może to będzie równie skuteczne.

Środa
Zrobiłam podsumowanie 2006, które miałam zrobić milion lat temu. To był super rok.
Wzięłam ślub, urodziła się Łucja, byłam na super wakacjach i to kilku i wszystko
wokół zaczęło się układać. I mi i wszystkim wokół. Zawodowo też dobrze. Chyba
się krystalizuje to co będę w życiu robić. Zapisałam też co bym chciała zrobić w
2007 – mam taki specjalny notesik 😉

Sypie śnieg. Plan na dziś:
odśnieżanie!
Nawet nie było tak źle. Ale zobaczę czy jutro
będzie mnie mocno łamać…

Czwartek czyli dziś
Byłam u fryzjera, Diabli w domu, smarkamy już oboje.
Paszportu nie wyrobiliśmy Dzióbie, bo nas zasypało.

Lorelai

Odyseusz właśnie zadzwonił z Warmii, że po obiedzie się zdrzemnął, a teraz idą tańczyć z tymi z tańcu z gwiazdami….
Ciekawe czy jest szprota co mu się tak podobała :’-[

<><>

A ja tymczasem postanowiłam wywalić z naszej sypialni albumy z moim ex! Bo niby po co i dlaczego one tam stoją?

(bo tam akurat było wolne miejsce 😉

Byłam na zakupach i kupiłam album w którym ułożyłam zdjęcia ze Świąt – także niedługo znów nie będzie miejsca na półce z albumami :))

Jedzeniowo

Wczoraj była na obiad zupa-krem z brokułów. Zawsze jedliśmy ją z tymi małymi grzaneczkami. Ale się zjadły, więc nabyłam w to miejsce groszek ptysiowy.
No i jemy i jemy i Diabli się pyta:
-Jak myślisz, czy to jest jakaś specjalna odmiana groszku?
Zbaraniałam i mówię:
-Ale to jest pieczywo.
A on na to:
-Poważnie? No to nie wiedziałem.
🙂

Taki spryciarz z tego mojego kuchcika 🙂
Pojechał dziś zresztą na szkolenie 😦 Pierwszy raz od urodzin Łuczyny jestem bez niego na całe 4 dni! Smutno. Zjadłyśmy, wykąpałyśmy się, a ja utknęłam przed kompem 😦
Plus taki, że dwa z 4 tematów już zrobiłam.
Minus, że dorzucili kolejny – do środy napisać o Kanarach jako miejscu na miesiąc miodowy…

<>

Za to o tortach wysłane. Niezłe niektóre te Amerykańskie ciacha 🙂

Wklejam kawałek tekstu:

"W ojczyźnie tortów weselnych od tortu zaczyna się organizacja
samego wesela. Tort stoi w centrum sali weselnej lub namiotu weselnego od
samego początku przyjęcia. Koszty tortów są dużo wyższe: liczy się od 3 do 6 $ za
porcję (+ dostawa i zabezpieczenie na czas podróży), czyli średnio ok. 1500 zł
przy 100 osobach… Większość cukierników pobiera prowizję przy zamawianiu
wysokości 50 % wartości tortu. Dużo? Ale pamiętajmy, że jedna amerykańska
porcja to 50 gram…

W Amerykańskich poradnikach weselnych radzą co wziąć ma
spotkanie z projektantem tortu:


  • Zdjęcia tortów, które Wam się podobają.

  • Listę rzeczy lub przedmioty, które są dla Was ważne (i
    mogą przydać się przy tworzeniu Waszego tortu): ulubione owoce, ulubione kwiaty,
    wzór ulubionej koronki i ulubiony słoiczek dżemu domowego.

  • Ogólną ideę ile będzie gości na Waszym ślubie.

  • Skrawki materiałów z jakich będzie suknia ślubna panny
    młodej – ważne przy wyborze koloru polewy i dekoracji tortowych.

  • Typy kwiatów lub rodzaj bukietu jaki chciałaby mieć
    panna młoda.

  • Wybrany dzień i godzina ślubu: południe czy wieczór?
    Lato czy zima? Ślub jako formalny bankiet czy bardziej przyjęcie ogrodowe? Tort
    będzie stał na świeżym powietrzu czy w dobrze schłodzonej sali?
  • Niezbyt pełny żołądek, bo czeka Was próbowanie różnych smaków! Masy
    maślanej vs. masy śmietanowej, mocca-i przeciwko kokosowi i czekolady kontra
    wanilii… Miłej zabawy!"

Tego ostatniego im zazdroszczę naj!

kocham Misia!

Diabli robił ostatnio z Łuczyną zakupy. I kupił różowy papier toaletowy :/
Dziwne, bo do żadnej z łazienek ten kolor nie pasuje (powienien kupić żółty, lub ciemno-zielony :/ )… I okazało się, że to ona wybierała!
Z cyklu kocham Misia…
I wersja do obejrzenia


<>

Piszę o tortach weselnych. Te wszystkie piętra, czekoladowe fontanny i lukrowe pary… I ogarnia mnie głód cukrowy. Mąż upiekł keksa, ale już ślad po nim zaginął 😦
Dobry taki mąż. I pierogi ruskie wczoraj zrobił.
I dziś też będzie obiad robił… 🙂

<><>

Z onetu:

Zdesperowani górale sięgają po ostateczne środki przywołania zimy.
W podhalańskich kościołach zamawiają msze w intencji opadów śniegu.
Liczą też na kardynała Dziwisza, który wybiera się do Zakopanego na
Puchar Świata w skokach narciarskich.

Faza F

Tak się zastanawiałam kiedy mnie to dopadanie… Bo że dopadnie to wiedziałam – dopada wszystkich – tak nas uczyli na zajęciach z psychologii… 🙂
Zreszta pamiętam te pierwsze przewijania kiedy w takim skupieniu oglądaliśmy czy to prawidława ta jajecznica co tam ją znajdowaliśmy.Więc podstawy do takich fascynacji były.

Ale do meritum:
Wczoraj Dzióba siedziała w foteliku i coś stęka. Diabli mówi:
Wiesz, mi się wydaje, że ona qpę robi...

Więc chwyciłam, przewróciłam na pupę, robię takiego zooma- podgląd z góry- to się zawsze wylewało – i nic nie ma.
No ale kwękała i kwękała, więc postanowiłam pampka zmienić.
Ściągam… A tam: brązowy kamyk wielkości orzecha włoskiego! (to mniej więcej połowa jej jednego pośladka) – więc zawołam Diabla i popodziwialiśmy dumni oboje 🙂
Potem założyliśmy nową pieluchę i zajęliśmy się dzwonieniem do dziadków by im o tym powiedzieć. A Łuczynę bach do fotelika spowrotem. Ja w kuchni przy zlewie. Po chwili mąż woła:
-Justku, ona chyba znowu robi kupę!
Na co ja:
– Niemożliwe, przecież już zrobiła!

Ale traf chciał, że chwilę później była pora kąpieli, więc ściągam pieluchę, a tam drugi orzech!
Takie konretne te kupy. I zapach i kolor jak u dorosłego człowieka!
Także takie buty.
A dziś rano kolejne dwa orzechy strzeliła.
Diabli mówi, że chyba lubi i ma to tacie 🙂

<>
Raj wyprzedaży.

Kupiłam Łuczynie beret z pomponem w h&m-ie. Czapki miała tylko takie płócienne, co je nosiła zaraz po urodzeniu. Zima zresztą licha. A ta czapa będzie też dobra na jesieni! No i cena… teraz za 9 zeta!

w biegu

Miałyśmy szczepienie. Dzióba jest taka dzielna, że to aż niesamowite. W milczeniu zniosła wielką strzykawę wbitą we własne udo. Raz chlipnęła, ale załadowała palce do buzi i już się nie odezwała 🙂
Za to pomarudziła w domu – ale tu akurat miała powód.
Zasypia na kanapie w cieniu kota na górze. Niestety kot jak zasypia to spada. I spadł na nią i ją podrpapał :/

Morze łez i zasnęła. Za to po godzinie była pobudka i znowu zaczęła marudzic. I to jest na movie:
www.kot-oaza spokoju

<>

Pisałam coś tam i trafiłam na kamerę pokazującą co tam słychać w Krynicy. Generalnie pusto 🙂
kamera_deptak
Trzeba jechać, pewnie ceny dobre 😉
Także wracam do roboty, bo dysk nam siadł i środki na odzysk na gwałt potrzebne! 🙂

<>

Jeszcze patrzyłam na hiszpańskie suknie ślubne na onecie – muszę jakoś wykombinować, żeby pojechać na targi ślubne do Barcelony – może być z tego super materiał! 🙂

430) {
this.width = „430”;
}
}” src=”http://slub.onet.pl/_i/galerie/09_06/hiszp/14.jpg&#8221; />

Sad anniversary

Dziś jest rocznica śmierci babci. Zginęła 12 (?) lat temu. Szkoda tym bardziej teraz – kiedy jest Łuczyna na świecie i  oczywiste jest, że babcia jej nigdy nie pozna.
To by było już jej trzecie prawnucze.
Bo jest już 11 letni MAteusz i 2 letnia Matylda- dzieci mojego rodzeństwa ciotecznego.

Drugie szkoda, to że dom babci (w którym byliśmy na Święta, bo tam mieszka wujek) był przebudowywany przed epoką cyfrówek. Próbowałam Diablowi wytłumaczyć, gdzie był mały pokoik z lustrem i bez okien gdzie potajemnie mając lat 10 (?) smarowałam się po raz I kremem. To zdaje się była "Pani Walewska" :)). Jakby niebyło tego pokoiku nie ma. Powiększył salon a na jego wysokości są schody na poddasze. I chyba mu tego nie wytłumaczyłam.

I jeszcze jedno szkoda. W pokoju babci wisiał obraz. A właściwie zdjęcie obrazu. Jakaś para na oświetlonej polanie, jakieś jelenie niedaleko, a w krzakach na I planie – w cieniu przygarbiony mężczyna. Myśliwy? Podglądacz?
Jakby nie było, na ten obraz się patrzyłam w dzieciństwie i on dla mnie się ruszał. Jelenie chodziły, ten gość w krzakach się rozglądał, tylko ta para była nieruchoma. Nie mam pojęcia co to był za obraz i nikt go nie pamięta. Chociaż może kiedyś w jakimś muzeum ten obraz znajdę?

Goli i wesoli

Wczoraj Diabli zadzwonił z pracy i oznajmił:

– Wiesz, właśnie zapłaciliśmy ostatnią ratę za odkurzacz!

– Super – odparłam, ale bez specjalnego entuzjamu.
– I tak sobie pomyślałem, że kupimy obraz.
– Obraz.
-Tak obraz – jakiegoś młodego artysty, który może będzie kiedyś wart więcej.
-Za co? – bo na chwilę obecną za co, jest ważniejsze niż jaki a jak się potem okazało pytanie bardzo słuszne.
Weźmiemy kredyt na rok i go spłacimy.

No a potem zaczęło się wybieranie. I najpierw były same schody, bo okazało się, że typem Diabla jest tzw.malarstwo ekspresyjne a najchętniej kupiłby by obraz "Fiolotowe popołudnie"

A mi okazało się podoba się hiperrealizm:

Ale potem jak zaczęliśmy wybierać wspólnie, to okazało się, że jednak są płaszczyzny styczne. Bo np. obu nam się podobają koloryści.
Czy to wizerunek Zorby czy Bangkoku:

Potem nawet doszliśmy do wniosku, że ponieważ chcemy by obraz był duży podoba się nam też jeszcze jeden obraz z cyklu RZYM z tych z całkiem sporych…


*

Miewam ostatnio miłe sny. Tego z dziś nie pamiętam, pewnie przypomni mi się w ciągu dnia, ale przewczoraj śniła mi sie Afryka. Wielkie cielska hipopotamów i słoni w rzece. I dobrze schłodzony hotel…
A wczoraj śniły mi się małe owoce.

Akurat to wiem dlaczego. Rozpoczęliśmy wprowadzać jedzenie Klusce i tak sobie przed zaśnięciem myślałam, że będę jej robić (jak będzie gryźć) takie małe kanapeczki z różnego pieczywa. I wszystko na nich będzie malutkie. Małe pomidorki, małe ogórki i tak zastanawiając się co jeszcze jest małe zasnęłam.

Wczoraj mała Lobi dostała ziemniaka z koperkiem i łyżką masła, zmiksowanego z odrobiną wody na papkę. Trochę posoliłam bo wg mnie było bez smaku i obu nam bardzo smakowało! 🙂