nareszcie jest net! 🙂
Ale po kolej.
Piątek:
Wichura poprzewracała nadajniki mojemu dostawcy
netu i przerwala moj dostęp do sieci 😦
Sobota:
Założyłam, że będę odcięta do poniedziałku, wiec o
Kanarach zaczęłąm pisać na podstawie tego co mam w domu.
Popołudniu przyjechała Lucia. Zrobiłam chińskie
danie z imbirem, którego nie jada mój mąż, zjadłyśmy i z Łuczyną w foteliku
pojechałyśmy do Galmoku. Doszła mi spódnica w stylu etno (Gapa), bluzka wiązana
w pasie (Zara) i sweterek w serek (reserved). Lucia kupiła sobie spódnicę w
stylu folk w Moltonie i sweterek w serek (reserved). Łucja dostała golf w
morskie pasy (Zara).
Obejrzałyśmy też obłędne dziecinne buty – kozaki w
Zarze!!!
Niedziela:
Rano stwiedziłam, ze do dzisiejszego stroju
bardziej niz sweterek wiśniowy pasuje mi jasno rozowy, ktory kupila sobie Lucia.
Miałam spodnie w ciemną kratę, a Lucia białe. Więc wymieniłyśmy się i
pojechałyśmy kupić po jeszcze jednym sweterku.
Ogólnie pobyt minął dobrze.
Temat zastępczy do kłótni wszelakich to mój brak
stanika. Całe zło tego świata to brak stanika. "Biust masz na brzuchu", "nie
mozesz przestac o siebie dbac!", " o jaka fajna dziewczyna, napewno nosi stanik"
, "jak pojdziesz do pracy bedziesz musiala nosic", itd.
Szczerze mowiac cos w tym moze byc. Wszystkie
staniki maja miseczki za wysoko, wiec moze lata nie noszenia spowodowaly, ze
jest nizej?
No ale nie lubie. Ciśnie mnie, uwiera, nie moge
oddychac i pierwsze co robie po przyjsciu do domu to go ściągam.
Po wyjezdzie Luci niedziela minęła jako
świętowanie dnia babci. Bo w międzyczasie Diabli wrócił ze szkolenia z
opowieściami o nowych koleżankach z Warty.
I postanowilismy, ze za rok dzien babci bedzie 20
stycznia, a dzien dziadka 22. A 21 to jako, ze to nasza rocznica ślubu bedziemy
świętować we dwoje.
Babcia Lucia się zgodziła.
Bo w niedzielę mieliśmy naszą papierową rocznicę –
i zupełnie jej nie odświętowaliśmy. Diabli tylko coś w nocy dziamgał o jakiejś fali miłości po powrocie i że brak mu było mojego dziamgania :))
Poniedziałek.
Netu wciąż nie ma. Okazało się, że straty wichura
poczyniła większe. Porwane są jakieś kable. Kończę temat o Kanarach z tego co
mam w domu. Spacer z Dzióbą. Pranie, prasownie i jeszcze jedno
pranie.
Mamy w domu ducha. To dobry duch, chociaz ma
specyficzne poczucie humoru jak na ducha przystało. W piątek nie było nas w domu
przez 5h. Zapomnieliśmy zakręcić wodę – kot Tina lubi pić bieżącą. Więc tak
leciał strumień szerokości małego palca. Tyle, że był zakręcony korek… I tu
uwaga: po pięciu godzinach wody nalało się na 4 cm!
Albo innym razem kot został zamknięty w szafie.
Takiej drewnianej, którą trudno otworzyć. Był obok mnie, nagle słyszę jak
skrobie. I tak skrobał kwadrans więc poszłam zobaczyć co tak skrobie. A ona była
zamknięta w szafie… Takiej co to ją z zewnątrz się zamyka…
Także takie buty. 🙂
Wtorek.
Rozbieranie choinki. Dałam materiały do wysłania
Diablowi z pracy. Przyszedł jakis pan od netu co chodził po dachu, nic nie
wymyślił.
Spakowałam za małe ubranka Kluski. Wyszło z tego
pełne pudełko. Napisałam na nim: Łucja 0-3 miesiące.
Z szafowych rewolucji Diabli zrobił sobie porządek
na swoich półkach. Wygłosił przy tym tyradę na temat wyższości jego
uporządkowanych półek nad moimi. Nie dał się zagonić do ułożenia moich rzeczy

Męża łamie w kościach: dawka uderzeniowa witamin i
moze przeżyje + niech wezmie urlop na czwartek. Musze otworzyć ten olejek
cynamonowy z plantacji cynamonu z ogrodu przypraw ze Sri Lanki. Posmarować nim
za uszami Diabla i przeziębienie ma minąć. Wyciąg z drzewa sandałowego podziałał
na mój brzuch w ciąży (na którym jako na nielicznej cześci ciała nie pojawiły
się rozstępy), więc może to będzie równie skuteczne.
Środa
Zrobiłam podsumowanie 2006, które miałam zrobić milion lat temu. To był super rok.
Wzięłam ślub, urodziła się Łucja, byłam na super wakacjach i to kilku i wszystko
wokół zaczęło się układać. I mi i wszystkim wokół. Zawodowo też dobrze. Chyba
się krystalizuje to co będę w życiu robić. Zapisałam też co bym chciała zrobić w
2007 – mam taki specjalny notesik 😉
Sypie śnieg. Plan na dziś:
odśnieżanie!
Nawet nie było tak źle. Ale zobaczę czy jutro
będzie mnie mocno łamać…
Czwartek czyli dziś
Byłam u fryzjera, Diabli w domu, smarkamy już oboje.
Paszportu nie wyrobiliśmy Dzióbie, bo nas zasypało.