a’la Borat games ;)

Kupiłam w tym roku rzeżuchę.
Generalnie nigdy mi nie wyrosła (jak zresztą wszystko co sadziłam), wiec jak zobaczyłam w markecie takie cudo
za 2 zeta, wysupłałam i kupiłam.
Łuczywo jest nieźle zakręcone tą zieloną kulką.
W dotyku przypomnia włosy murzyna…
Takie sprężynki..
Więc się tak bawimy, że mówię: Zbij murzyna! I ona z przejęciem wyrywa
"włosy" 🙂

Plan na sobote to grzebanie w ziemi w ogrodku. Zakupy w centrum ogrodniczym w Żabieńcu zrobione. Diabli tez chce okna myc 🙂

Migrena

Mąż dziś do domu przybył z żelazkiem 🙂
Stare już marnie prasowało. Więc jest nowe! Coprawda samo nie prasuje :[ , ale za to Diabli w ferworze testowania sam sobie koszulę wyprasował! I tyle było tego zapału…
Jest zielone i ma kulkę taką obrotową, żeby się kabel nie zawijał. A parą bije, że hej!

Philips GC3221
A dziś tak wogole rekreacyjnie bo jakoś łeb mnie boli :(. Zrzucam foty na superfoto- ciągle dochodzą kolejne i przegladam co tam slychac na esentii, bo kremow to mi na tydzien zostało.

Nieodpowiedzialni rodzice…

Łucziw miała wczoraj gorączkę :[ – 38,8. Babcia Lucia co chwila dzwoni żeby zapytać jak się ma jej śliczna… I właśnie przed chwilą kazała małą obfotografować i przesłać jej zdjęcia (poniżej jedno z). Nie wiem jak można mieć tak kiepskie zdanie o zdolnościach macierzyńskich własnej córki :/
Chociaż nie ona jedna.
W samolocie jak wylądowaliśmy TAM, pilot powiedził przez głośniki: Proszę nie podnosić dziecka! Samolot może gwałtownie ZAHAMOWAĆ! :))


/

Jakoś tak nasza panienka ostanio znów urosła. Otworzyłam pudełko z jej za małymi ubrankami i odkryłam, że tam miejsca już nie ma…Trzeba kolejne pudełko zakładać. Ale jakoś tak mi się zrobiło smutno, że ona już taka duża 😦
A była takim maleństwem :))

Gwoli przypomnienia (ostatnio rozmawiałam z jedną babką w 3 miesiącu i tak mi się przypomniało), krótkie przypomnienie jak to było:

1miesiąc ciąży – Właściwie nic wiesz, więc się nie liczy. Baniaki ciut większe, ale nie gigatntycznie.
2 miesiąc – upływa na testach ciążowych i usg. Czy aby napewno? No i spać się chce – cały czas.
3 miesiąć – rzyganko lub conajmniej mdłości.
4 miesiąc– zaninim skoczy brzuch, jest duży nacisk na pęcherz. Pamiętam to z ubiegłorocznego pobytu w Rzymie. Co kwadrans szukałam łazienki.
5 miesiąc– skacze brzuch i pojawia się problem: w co się ubrać? Pojawia się patent z tunikami, dłuższymi swetrami, paskami, które zastępują rozpięty guzik.
6 miesiąc- skurcze łydek. Pierwszy raz jak je w nocy poczułam, to się przestraszyłam na maxa. Nie pamiętam czy zanikają, napewno potem się już tak o nich nie myśli.
7 miesiąc – nie pamiętam, co było najgorsze- chyba to, że się zaczyna tyć i wszyscy którzy jakoś to przeoczyli już nie przeoczą.
8 miesiąc – robisz się ciężka, nie można ustać na 1 nodze, bo się przewracasz. U mnie pojawił się problem z chodzeniem – trwało dwa tygodnie, ale nie mogłam się ruszyć.
9 miesiąc– zaczynają się koszmary jak rodzisz, wstaje się w nocy 3-4 razy, zaczynasz zlewać jak się wygląda, no i się pocisz na maxa.
10 miesiąc– czekasz i czekasz…

Straszne nie?
Ale z II strony te ubranka Łuczynki takie malutkie – takie urocze… 🙂

Kto jest ojcem?

La madre es rubia, la ninia esta morena…Quien es padre?

Fragment barwnej rozmowy trzech pokoleń kobiet na nasz temat w pociągu na lotnisko… 🙂

<><>

Łuczywo ciągle odsypia wakacje :/ Niczym człowiek wracający z urlopu jest na maxa zmęczona. Przedudniła całą niedzielę, cały poniedziałek i dziś też na śpiąco. Ja powoli zaczynam robić kolejny zadany temat.Zaczęłam też zrzucać foty na Superfoto, to może wywołam na Wielkanoc. Z rana przejrzałam też wózki -parasolki, bo może jak Dzióbasa zaczęła by chodzić, to taką warto będzie kupić – do wożenia była by dobra, bo mało miejsca zajmuje i waży nie 15 kg a 3-5. (daszek jako opcja)

https://i0.wp.com/www.benbaby.pl/images/sorento_light_blue.jpg

Mieliśmy po wczorajszym bierzmowaniu Diabla trudną rozmowę czy wychowywać Łuczynę w wierze :/ U nas z tą wiarą to raczej tak mocno średnio, ale w sumie to doszliśmy do wniosku, że dobrze jest w coś wierzyć. Ja nazywam moją wiarę wiarą w przypadek, Diabli wierzy w nas, ale taki mały człowieczek dobrze by chyba wierzył w coś jeszcze, to łatwiej mu będzie świat uporządkować. Pewnie z czasem zrobi się z niej powątpiewająca, jeszcze później wierząca niepraktykująca by dojść do etapu jej rodziców teraz, ale niech ma czas by do tego dojść.

Malaga tour

No i jesteśmy 🙂
Wyjazd się udał, Łuczywo chyba też zadowolone. Więcej fot na fotoplonce.
Z rzeczy ważnych nie mieliśmy dwóch rzeczy, które należałoby mieć: grzałkę i parasolkę do wózka. Pogoda dopisała i nawet pomimo kremów z filtrem nasza dziewczynka też się opaliła. Andaluzja – Costa del Sol to piękne chodniki (w pobliżu wydobywają marmur i jest on wszędzie), pola golfowe, czyste miasta i długie plaże. Jedyne zastrzeżenia mam do kuchni, która była mocno przeciętna.

Ale po kolej:

Dzień I– wyjazd z Polski

Godzina
2:30 w nocy. Zaczynamy się zbierać – Łuczyna budzi się sama, szybko ją
ubieramy i ruszamy. Na lotnisku mały kryzys (Etiuda jednak jest max
niekomfortowa). Lot – 4h, samolot full, kluska na kolanach. Nie spała,
ale to czego się najbardziej bałam czyli zatkane uszy przy zmianie
wysokości mineło bezboleśnie. Dobry pilot (kobieta) – lądowanie na
lotnisku z pasem startowym zaczynającym się właściwie na morzu… Na
miejscu obadanie okolicy (Torremolinos) + wyprawa nad morze. Łuczywo
padło o godz 19. Wcześniej jakoś walczyła i walczyła i właściwie nie
spała.


Dzień II – Malaga

Okazało się, że do Grenady musimy jechać z wycieczką, więc wykupiliśmy ją na inny  dzień i ruszyliśmy kolejką do Malagi. Zwiedzanie z takim małym szkrabem jest łatwiejsze niż z dziećmi ciut większymi, które już chcą chodzić, ale robią to powoli 🙂 Tam gdzie nie mogliśmy wjechać wózkiem, zostawialiśmy go i wchodziliśmy z Dzióbasem na rękach. A sama Malaga ładna. I dobrze, że przed sezonem, bo wszędzie było pustawo, tylko kawiarnie rano pękały w szwach, bo Hiszpanie jedli śniadania przed pracą. W pociągu z Malagi do Łuczywa uśmiechał się murzyn… Młody, przystojny i dobrze ubrany… A ona nie mogła od niego oczu oderwać… Chyba myślała, że to taki większy kot Tina 😉

Dzień III – Gibraltar
Kraj bez cła i raj podatkowy. Trochę rozczarowanie :/ Spodziewałam się wielkich placów w brytyjskim stylu i wypasionych sklepów rodem z Monako czy Andory. A to było takie szkockie miasteczko ze sklepikami przy głównej ulicy. Łucja wszędzie budziła duże zainteresowanie. Na ulicach Gibraltaru też. Gość na gitarze zagrał dla niej całą serenadę. I podobało się jej 🙂 Ja kupiłam sobie jakiś kosmetyk, Diabli zjadł whoopera w burger kingu, na zmianę pieluchy schowaliśmy się do ogrodu botanicznego, skąd wyniosłam szczepkę bezkolcowej agawy.

Dzień IV- Grenada i Alhambra
Zabytek klasy zero, perła architektury, tylko 3 tys osób wpuszczanych dziennie, turyści z całego świata… I co budzi największe emocje odwiedzających? Łuczywo! Cd komplementów we wszystkich językach świata 🙂
Sama Grenada też bardzo przyjemne miejsce. Znaleźliśmy knajpkę na śniadanie, gdzie serwowali najlepsze kanapki na jakie udało nam się trafić. I na jednej z pnących się pod górę uliczek znaleźliśmy dom z tabliczką: CASA DE ABUELOS – dom dziadków 🙂 Super. Muszę kiedyś takie coś sprawić rodzicom.

Dzień V- wyjazd
Leżenie na plaży (po wstępnych obawach Łuczywo przełamało swój lęk przed piaskiem i zaczęło go… jeść – kawałki kwarcowego piasku przeleciały przez żołądek i wylądowały przemytniczo w pieluszcze po stronie Polskiej…) i zakupy. Ręcznie malowany fajans (bo to w Hiszpani mi się podoba najbardziej), buty (bo ponoć tam je należy kupować) i Zara (która jest ichniejsza). Wylot o 20.  Rzeczy do 17 na recepcji w hotelu – zresztą bardzo przyjemnym – reklamowanym jako gay friendly 🙂 Jak cała zresztą Hiszpania.


Pakowanie

Weekend minął szybko i upłynął w Stalowej Woli. Wczoraj zrobiłam ostatnie prasowanie i zrobiliśmy próbne pakowanie. Momimo minimalizacji bagażu: (kupka z moimi ubraniami ma 15 cm wysokosci) mamy go za duzo. Dzis jeszcze musimy podjac decyzje, czy bierzemy słoiczki Łuczywa (2 słoiczki dziennie, czyli 10 słoiczków co waży 3 kg) czy tam będziemy kupować.

Z dzisiejszych atrakcji czeka mnie jeszcze robienie kanapek (Diabli ma dziś szkołę bierzmowania i będzie o 21). Tina niedopieszczona- chyba czuje siwymi kocimi wąsami, że znowu wyjeżdżamy.
I właściwie to niewiele więcej się wydarzyło. Jedziemy dziś w nocy, ale chyba już to pisałam. Trochę pustka w głowie :/

Łuczi is the weapon of mass destruction!

  1. Tak patrzę na tego mojego bloga i myślę, coby może tak zmienić tapetę?? Ładną dziś zieloną widziałam. Next week może.
  2. Telefon ku ogromnemu żalu (żalowi?) Diabla sprzedany. Mówiłam, żeby nie wyciągał z pudełka i się nie wczuwał, ale się wczuł i jest teraz nieszczęśliwy i to oczywiście moja wina, bo w sumie koniec końców okazało się, że nie musieliśmy go sprzedawać, a ja tu wbrew jego woli sprzedałam… No i od kilku dni ma muchę.

Wizyta u lekarza dobrze – Łuczywo zdrowe może jechać na wakacje.Pani doktor pytała:
– czy siada?
, więc powiedziałam, że:
– nie. Za to lubi hopsa-hopsa robić.
A dok zapytała:
– Ma te sprężyny, przyczepiane do sufitu?
Więc ja powiedziłam, że:
– nie.. my tak…ręcznie…

Ale fakt, że ręce od tego więdną (niewtajeniczonym zdradzę, że chodzi o czynność, kiedy się łapie dziecko pod pachami – za klatę, i tak się daje jej odbijać na nogach. I ona wstaje i kuca). W sumie, to daliśmy radę bez leżaczka, bez huśtawki i bez całej masy wynalazków, ale to chyba jest niezbędne!

  1. Zrobiłam już sobie plan co dzień po dniu przed wyjazdem trzeba zrobić i może nawet nie zapomnę. Ustawiliśmy się też już z team-em na lotnisku… 3:45 w nocy… Strasznie chora godzina…
  2. I byliśmy wczoraj na kręglach. Jakoś już nie umiem grać w tę grę 😦 I wogóle mi się nie podobało :/
  3. Jutro jedziemy do Stalówki. Zmiana opon i po walizkę, w którą może się zmieścimy.

I foto na niedzielę.

Tak wygląda darcie lampy z IKei. W sumie to i tak trzeba było wymienić
ten klosz. Inna lampa (foto wyżej) mi się stamtąd natomiast podoba na maxa. Ale
nigdzie jej raczej nie zmieścimy 😦

,,,

Regge drumeress

Mamy paszport dla kluchy! Super, super – tak się bałam o te otwarte usta, ale przeszło 🙂
Także wygląda na to, że w przyszłym tygodniu lecimy do Andaluzji. W czwartek chcę pójść do lekarza z Łuczywem by looknął czy wszystko gra z uszami.

Atrakcje w Maladze (możliwe -bo sądzę, że dla nas max możliwe będą dwie – chociaż jakby się uprzeć przez 5 dni można będzie wiele…)

  • Gibraltar – który jest brytyjski i podobno super.
  • Alhambra w sąsiedniej Grenadzie- która jest najważniejszą pozostałością po Maurach.
  • Kadyks- podobno super świetny
  • Maroko – promem do Afryki(czas przejazdu koło godziny), Tanger, Casablanca?
  • Semana Santa w Sewilli – najważniejsza fiesta w Andaluzji: tańce na ulicy, korowody w tych falbaniastych spódnicach do flamenco- akurat się zacznie podczas naszego pobytu.

No i sama Malaga. Jest już tam ciepło, morze ma temperaturę 16 stopni, Diabli sprawdza ceny wina i jerez-u… 😉
W ramach przedłużenia umowy z Orange otrzymaliśmy nowe aparaty, które po spieniężeniu dadzą nam potrzebne kieszonkowe! 🙂

Łuczywo na bębnach…

Świąteczne (wczoraj skończyła 7 miesięcy!) i super eleganckie – zdjęcie przed zjedzeniem jabłka.
"Garowanie" można obejrzeć tu.

sezon na lans

Wczoraj widziałam pierwszy motor.
I chłopaki wyciągają z garaży fury do lansu.
Dachy targa porzucone.
Ech, dobrze jest 🙂

^
Rozmowa z wczoraj.

Diabli myje zęby, ja pod prysznicem szybki szałer. Diabli:
– Taka była książka Niemcy Leona Kruczkowskiego.
– Jaka książka?

(szum wody i bełkot przez pastę do zębów)
– Niemcy Leona Kruczkowskiego
– Nie czytałam
– Musiałaś czytać, to lektura była. W podstawówce.
– Za moich czasów dzieła zebrane Lenina to była lektura.

(szum wody nie ustaje)
– Chodziłaś do szkoły imienia Lenina?
– Nie podstawówka była imienia Marcelego Nowotki.
– No to nieźle, a potem, w Moskwie?
– Wiesz niewiem, ale… chyba Feliksa Dzierżyńskiego…Potem pewnie zmienili.

Także takie mam dane w życiorysie :)) Oj, żeby mnie też nie zlustrowali!

Łucja lubi macę!

AAAA
A przecież miała być dla szejka…
A ona w zupełnie inną stronę poszła :/
No cóż Żydzi to też przystojne chłopaki są 🙂


*
Załatwianie spraw na Łucję


Byłam dziś w serwisie renault. Z Dzióbą. Zaparkowałam, wzięłam ją pod
pachę (tak jest najwygodniej!) – i nieco bokiem niosąc weszłam do
salonu. Podeszłam do konsoli serwisu i zaczynam mówić. Za ladą 5
facetów i żaden nie patrzy na mnie… Wszyscy wgapieni w Łuczywo… Ale
ja niezmieszana zaczynam:

– Chciałabym się dowiedzieć ile kosztuje wymiana żarówki w światłach, poprawienie sprzęgła – bo wydaje mi się, że się trochę ślizga…

– Jaki niesamowity chłopiec! Uśmiechnął się na słowo "sprzęgło"!
– To dziewczynka

Dołącza 6-sty obserwujący Łuczynę – tym razem mechanik. A ja ciągnę dalej:

– Poza tym nie wraca kierunkowskaz i nie działa spryskiwacz…
– Żarówkę pani wymienimy gratis, tylko koszt żarówki. A jak ma na imię?
– Łucja
– Może kupi sobie kiedyś Lagunę?

-Ona będzie jeździła bentleyem..

itd…
🙂
Ona strzelała uśmiechy a oni się patrzyli. W międzyczasie wymienili żarówkę.
O dzisiaj wszystko z nią załatwiam 🙂