Soldi!!! Poszło!

Są ruszyły!!!
Wspomniane już światło w tunelu debetu mojego konta jednakowoż chyba zaniknie 🙂
Dziś zajrzałam do Cubusa (50% taniej) i Sephory. Zignorowałam kuszące czerwono-czarne napisy na h&m i nie zwalniająć kroku przeszłam obok Reserved (chociaż może te nice shorty za 69 są już za 39?)
Weszłam też do Tatuum, ale to co fajne jeszcze drogie.
W środe natomiast ruszają wyprzedaże w Peaku, gdzie kupujemy Diablemu koszule i krawaty…
Uff nie mało :[

A może… nie wchodzić nigdzie w tym roku?
Eeee, po co się tak pastwić nas sobą? 😉

*

Łuczywo jak przystało na nieodrodną córkę swojej matki lubi hurt. Jak wafel ryżowy to jeden do prawej, drugi do lewej ręki, jak łyżeczka to też sztuk dwie albo nawet trzy, bo jedną można w końcu na stałe w buzi trzymać. Rozumiem, popieram. Radość sprawia ilość. Nie to, żeby jakość była bez znaczenia. Ona się rozumie samo przez się….

*

Diabli przysłał mi mms-em zdjęcie najpierw jakiejś hacjendy, na której stworzono sztuczne jezioro i jeździli po nim motorówką (ponoć mój dzielny przystojniak tak mocno się trzymał burty, że teraz bolą go ręce 😉 Potem dostałam od niego mms-a ze zdjęciem małych kotków…

(btw.ziom przysłał meilem linka do gadających kotów – bo koty naprawdę można nauczyć mówić! )

A na koniec mąż zadzwonił, że musimy gdzieś razem na weekend pojechać 🙂
Ja ze swojej strony nakręciłam (i wysłałam) mu komórką film, jak z Łucją pokazujemy się tacie i opowiadamy mu co dziś nakupowałyśmy.
Dobry wynalazek te mms-y.

Najsłodsza z najsłodszych

Dawno,dawno temu jak Łucziw była malutka, czytałam jak niektóre mamy przekombinowują i pojawiają się z dzieckiem problemy. I tak to sobie myślałam, jaka to ja cwana jestem. Ale oto i ja przekombinowałam i efekt jest taki, że Kluska przestała jeść. Ponieważ jest chudzielcem na maxa i bycie niejadkiem odpada…do jedzenia jest zmuszana, więc każdy kolejny posiłek jest coraz trudniejszy 😦

Także nawaliłam po całości.
Problem w tym, że chce jeść sama. Zabiera mi łyżkę i wtedy ryk ustaje. Tyle, że to jak z jedzeniem mini kanapeczek. 90% nie trafia do buzi, chociaż chęci są.
Na chwilę obecną całuśny cukiereczek już śpi. Tzn.pewnie nie śpi, a łazi po łóżeczku, ale już wykąpana i pewnie padnie w ciągu 5 minut.

//

Na forum wpis Hajoty o wyprawie na wyspy Sołowiowe. Ależ bym tam chciała pojechać!!!
Kiedyś był plan, że uzbierane w Finnairze mile przeznaczę na bilet do Murmańska… Ale w nie ma szans bym w ciągu najbliższych dwóch lat uzbierała wystarczającą ilość punktów! :

Za to jak wjechaliśmy ostatnio do Częstochowy to przy wjeździe była tablica z innymi świętymi miejscami: Lourdes, Fatima (w sumie ok 6- ale nie pamiętam jakie były pozostałe).
W Fatimie byłam (lat temu 6?) i baaardzo duże wrażenie na mnie zrobiła. Wogóle centra kultu religijnego są dość klimatyczne.

Tak zaczęliśmy wtedy z Diablem gadać, że można by się kiedyś do Portugalii wybrać. Ale samolotem. Tak na kilka dni… Do Porto i Faro lepiej pewnie z Lizbony pociągiem, ale do Fatimy i Coimbry to wynajętym autem… A jak już auto w tamtym klimacie wynajmować, to chyba tylko cabrio?:)

 

///
Sam Diabli znowu fabrycznie wyjechał. Tym razem Ostrów Wlkp. Ponoć to już koniec tych kontroli agentów. Właśnie dzwonił i opisywał jakiś ułański krajobraz za oknem :/ (stajnia i dwa konie).
Tym niemniej jednak przede mną kolejny samotny weekend. Smutek i nostalgia. Chwilę pewnie popracuję (jakieś mini-translation+moze ten Mediolan?), potem moze tiwi? Dziś trafiłam na info, które pokazuje, że nie tylko ja mam takie od czapy te zlecenia co je łapię… 🙂

Tłumaczę film z rumuńskiego:) Tzn. lista dialogowa jest po angielsku, ale sam film rumuński.

Hill s Feline k/d...

A wieczorem ma przyjechać koleś z karmą dla kocicy.

/
Na jutro jest plan wyprawy do Sephory (bo akurat jakąś zniżkę mam, a potrzebuję tusz).

W sprawie kosmetyków pamiętam jak brat mi opowiadał, że jednym z ich klientów jest Soraya. I całą dokumentację przysyłają na papierach firmowych: Soraya- Jak pięknie dziś wyglądasz!

I niezły mają z tym fun 😀

Łuczek i Łuczka

Łuczek postanowił świadomie zaspać i spóźnić się do fabryki. Ale Łuczka miała opcję na poranną pobudkę i została przerzucona do naszego małżeńskiego łoża dość wcześnie. Tato by ją czymś zająć dał jej fabryczną komórkę i Łuczka z zapałem zaczęła nią walić w drewniane wezgłowie naszego łoża… (jego foto z folderu było we wrześniu).
Więc Diabli zabrał dziecku komórkę, a kluska jako, że miała fazę stukania stuknęła w drzewo czołem… Oj ależ był ryk (choć nic się nie stało)… 🙂
I Łuczek do pracy się spóźnił, ale się nie wyspał…

<><><>

Moi uczniowie kwaknęli ostatnio co z wakacjami… No i trochę się zasępiłam, bo jestem w tej nielicznej grupie zawodowej co z wakacji się nie cieszy. Zresztą zapytałam Diabla, czy damy sobie radę bez kasy z lektoratu i powiedział, że nie damy.

Więc wymyśliłam, że w lipcu jeszcze ich pomęczę i tylko sierpień zrobię im wolny.
Ale jest to niepedagogiczne – bo mogą stracić zapał.
Więc potem wymyśliłam, że jak do końca tygodnia będzie jakaś nowa robota, to im dam te dwa miesiące kanikuł...
I jest!

Najpierw w sobotę gość dla którego robiłam prezentacje przysłał mi jeszcze takie kalkulacje. Ale uznałam, że to się nie liczy, bo to była kontynuacja poprzedniego zlecenia. Potem wczoraj musiałam przetłumaczyć jeszcze raz txt, który zrobiłam na rosyjski a miał być na polski… (nie zaznaczyli tego). Więc też uznałam że się nie liczy…
Ale dziś zadzwonili i mam pisać o Mediolanie!
🙂
Tylko gdzie w Mediolanie można się napić dobrej kawy???

Foot massage

Nie było wczoraj obiadu, więc pojechaliśmy na sushi. I Łuczywo jak na dorosłą pannę przystało miała zaproponowany fotelik! Z lekkim przerażeniem dała się posadzić, zjadła ogórka i kawał krewety. Smakowało 🙂

Natomiast dziś była u nas w gościach znajoma-spec od reflexoterapii i wymasowała jej łepek… Dziecko odpadło… 😉
Oprócz tego niepomna sprzeciwu męża zamówiłam sobie jednak nowe stroje do spania z lulu.pl.

Może nie do końca zgadzam się z moim bratem: Wiesz, my oboje mamy dużo młodszych partnerów i musimy szczególnie o siebie dbać* ,
ale faktem jest, że nie nadszedł chyba jeszcze czas by witać męża w łóżku we flaneli. Choć wygodnie.

Dotarły też do mnie zamówione kremy.
Dawno temu jak Diabli się wprowadzał podzieliłam kosmetyki w łazience, na trzy grupy. Bo są trzy szuflady.

  1. Pierwsza to były kremy do twarzy, pod oczy, maseczki (twarz)
  2. Druga to ciało: balsamy, samoopalacze, dezodoranty.
  3. Trzecia: stopy i ręce: pumexy, kulki do stóp, itp.

Ale Diabli nijak nie mógł skleić tego podziału. I chociaż ma własne (dobre) kremy to czasem używa moich. Pyta się wtedy: Który mogę użyć i jest nie po sześdziesiątce?
I były sobie te trzy szuflady i codzień rano się pieklił, w której jest schowany jego tonik czy dezodorant.
Więc nowy podział jest taki:

  1. Pierwsza szuflada jest Diabla: kremy, patyczki do uszu, dezodoranty
  2. Dwie pozostałe moje: twarz i ciało.

I w końcu wszystko jest wiadomo.
A jak tak sobie myślę, że tamten podział był podziałem samotnej kobiety i był nieprzystosowany do męskiej logiki ;D

*bo dbać należy o siebie należy zawsze niezależnie od wieku!

<<<<>>>>

Z forum Sierpniówek:
Topik "widziałam dzisiaj noworodka" by Zgiełk:

"nasze też były takie małe, takie zdziwione i machały łapami jakby im przygrzało???

to nie do wiary jest."
🙂

Korkociąg je arbuza

Łucja (ostatnimi czasy z racji oblizywania ubrudzonych jedzeniem palców vel  Nigella) została wczoraj nazwana korkociąg 🙂
Tzn.tato chciał powiedzieć otwieracz (chodzi o ten jeden jak brzytwa ząb 🙂 ale się przejęzyczył i powiedział Korkociąg…
I otóż korkociąg uwielbia arbuzy… 🙂

Wogóle zresztą lubi owoce. Znalazłyśmy w okolicy krzaki czarnej porzeczki na zapomnianej działce. I chodzimy tam sobie na spacery. Obok jest na maxa kwaśna dzika wiśnia, którą też podjadamy. Dziś Diabli ma wrócić z fabryki wcześniej, to wszyscy tam pójdziemy…. najfajniej by było żebyśmy sobie pod domem posadzili, ale mąż-ogrodnik nie wyrazi na to zgody.

Babka w sklepie mi opowiadała (patrząc jak Łuczywo rąbie czerwoną porzeczkę), że jej synowie stoją pod krzakiem malin i czekają aż dojrzeją.
A czereśnie to jedli i czerwone i zielone, bo byli ciekawi jak zielone smakują.
Przyjemny takie odkrywcze patrzenie na świat 😀

<><><>

W niedzielę było grane Macro. Nie byłam tam ze 4 lata. Był moment, że hipermakety były opłalniejsze i cały czas różnica w cenie niektórych produktów jest nie duża. Chcociaż jeśli chodzi o rzeczy do higieny typu papier toaletowy czy ręczniki papierowe to akurat spora.Poza tym kupiliśmy 2 litry oleju z pestek, chusteczki do pupy, żele pod prysznic, itp.
Robienie zakupów hurtem ma swoje dobre strony, jak np. nie myślenie o pewnych rzeczach. Taki np. Diabli zużywa dezodorant w miesiąc. Czasem krócej. I ciągle mnie ćwiczy, żebym mu kupiła kolejny. A tak proszę, ma zgrzewkę i może na chwilę mu starczy!

A propo zapachów własnych zresztą Dzióba ma taki sam jak on. 🙂 Zresztą tato sam to zauważył! Ja uważam, że jest bardzo przyjemny i żaden to dramat.

<><>

Lista potrzeb poszerzyła się o topy. Szykowanie do koncertu uświadomiło mi, że potrzebuję góry. To co mam w szafkach są kusawe i odsłaniają brzuch (=nie nadają się). Z dziórą po kolczyku jestem po prostu żałośna. Chwała wyprzedażom! Odkryłam w Camieu fajne bluzki za 19 zeta. Właściwie to są zwyczajne, ale jako, ze musze wszystkie eski powymieniać na emki dobre i to.

<>

Wczoraj obejrzeliśmy nowy serial o niewolnikach na jedynce. Fajnie było by mieć jakiś ulubiony*. To codziennie mielibyśmy co oglądać. Twórcy mam wrażenie wzorowali się na niewolnicy Isaurze. Ale generalnie nie polecam. Klęska.

*Oprócz heroesów

Słów jeszcze kilka o koncercie.

Byliśmy dziś w Macro, ja robiłam tłumaczenie dwa ostatnie dni (bo uczniowie chcą zrobić wakacje, więc ponieważ światełko w tunelu na moim zdebetowanym koncie zaczyna znowu zanikac trzeba cos wymyslic na te dwa miechy)… ale o tym wszystkim jutro.
Jeszcze raz o czwartkowym wieczorze muzycznym.

<><>

Lutce się przyznałam. Najpierw zapytała co zrobilśmy z Łucją (była z II babcią) a potem gdzie nocowaliśmy. Powiedziałam, że w aucie, a kolacja była w mac drive.

Click to enlarge
Click to enlarge

Na co ona z satysfakcją powiedziała:
-HA! Czyli jednak przyznajesz rację, że czasem można zjeść w maku!

(bo jako, że czuję się prawie jako wyznawca slow-food zwalczam w rodzicach, zresztą bezkutecznie, złe nawyki żywieniowe)

-Byliśmy w samych majtkach i zapasowych klapkach z bagażnika (bo wszystko było mokre) więc poza macdrive nigdzie się nie nadawaliśmy :/

Jakby nie było na wspomnianym już forum Genesis zrobili ankietę, który txt Phila na koncercie był najlepszy.

Click to enlarge Click to enlarge Click to enlarge
fucking desc!!!
74%
74% [ 26 ]
straaagny dom!!! (przed home by the sea)
11%
11% [ 4 ]
straaagny duch!!! (przed home by the sea)
8%
8% [ 3 ]
motylki (przed ripples)
0%
0% [ 0 ]
yo Polska!!!
0%
0% [ 0 ]
stare, stare piosenki (przed old medley)
5%
5% [ 2 ]
czy są fani Genesis?

Na Youtube natomiast są pierwsze filmiki.
To jest Son of mine drugi kawałek na koncercie i pierwszy który znałam dość dobrze. A to jest powitanie Phila.
A to fragment, gdzie Phil opowiada o " Straagnym domie" :DD i śpiewa Home by the sea.

I wpis z forum (btw.nieźle też ktoś napisał, że inwazja błyskawic podczas Land od Confusion" to osąd nad Polską :))

"Post z oficjalnego forum Genesis

KiwiDave, Global Moderator napisał:
Katowice sounds like it was a real triumph for the band, the wonderful crew and of course the amazing audience. A true Genesis audience. Rain? So what!



Szczęście Szczęście Szczęście

A do tego szykują się na odsłuchanie Turn It On Again bez klawiszy Tony’ego, co jest nie lada gratką Z przymrużeiem oka"

Alive, ale jakos biorytm nie halo -stan z dziś

Koniec końcow wygrał strój z długimi spodniami i moimi nowymi butami w kokardki 🙂 Całość przeżyła.
Na wysokości Częstochowy podali przez radio że chmura z gradem powinna się przesunąć z nad Śląska do Krakowa – i to był I surprise :[
Bo założyliśmy, że temperatura będzie się wahać w okolicach 25 a zachmurzenia (jakiego zachmurzenia??) nie będzie:/

A chwilę po tym makabrycznym niusie zrobiło się czarno. Ponieważ była prawie 16, zjechaliśmy do Chaty z Zalipia na pierogi. Zupełnie niezłe z rewelacyjnymi skwarkami 🙂 Jak wyszliśmy lało już po konkrecie i właściwie przestało dopiero w drodze powrotnej na wysokości Mszczonowa…

Stadion w Chorzowie znaleźć łatwo. Miejsce parkingowe trudniej, ale jako, ze obok Carrfuer sytuacja nie była dramatyczna.

Pierwsze co zrobiliśmy to wparowaliśmy do marketu po pelerynki przeciwdeszczowe. Zapobiegliwy managment ściągnął je z całych Katowic. Na próżno. Pod pustą półka z pelerynkami był zdesperowany tłum mierzący dziecinne płaszczyki przeciwdeszczowe. Też spróbowałam.Rękawek kończył się przed łokciem.

Nagle ktoś wbieg i krzyknął: Słuchajcie, są folie malarskie!
Więc cały ten tłum przetoczył się do folii… My też.Wzięliśmy dwie, ale zdecydowanie można było więcej, bo z nas je zrywano!

Na stadionie byliśmy koło 18. Spotkaliśmy jakieś ziomalostwo od Diabla z fabryki, zjedliśmy po hot-dogu, postaliśmy pod paroma namiotami i poszliśmy koło 20 pod scenę. W tle cały czas leje. I to tak, jakby polewano kubłami z wodą.

Phil miał wyjść o 20:30.
Wyszedł jakiś kolo i powiedział, że wyjdzie 20:45 i że z powodów technicznych koncert może być odwołany. Ale 20:50 pojawił się jednak cały zespół Genesis.
I chwała im za to, bo pomijając takich leszczy jak my, co szukali w radiu piosenek by coś sobie przypomniec była masa ludzi, co chciała ich posłuchać.

Potem wszyscy zaczęli skandować:Złóżcie parasole!!! (bo ochrona, która początkowo je rekwirowała w którymś momencie je zaczęła oddawać).

Phil rzucił kilka żartów o pogodzie, pooweidział po polsku "Czeszcz", "Jestem dzwieczny", i chyba coś tam jeszcze.Pytał:
Czy są tu happy people, więc wszyscy krzyczeli, ze YEEEEEEEEESSS!!!

Ogólnie porządny facet i ciekawa przygoda.
Najfajniejszy kawałek jaki wczoraj za naszej tam bytności zagrał to: Land of confusion
Bardzo, bardzo przyjemny.

Zmyliśmy się jakoś o…. 22….
Było tak zimno, że nie dawaliśmy już dalej rady 😦
Woda była wszędzie, do tego stopnie, że folia wydawała się przemakać.

W drodze powrotnej zjedliśmy w macdrive gdzieś za Częstochową.
poczytaliśmy kartoniki i okazało się, że mój wieśmak ma więcej tłuszczu i kalori niż big mac Diabla.

A ok 24 zjechaliśmy na krótką drzemkę w zaciemniony parking Tirowców.
Po półtorej godzinie ruszyliśmy dalej.
Po 30 km stwierdziliśmy, że padamy ze zmęczenia i zjechaliśmy na kolejny parking przy stacji paliw. Tym razem nie było zacisznie, bo stanęliśmy pod sklepem.
Ale odpadliśmy na kolejne półtorej godziny.

Do domu dotarliśmy o 4.
Przydał się koc i ręcznik, oraz będące na granicy przeterminowania chusteczki do demakijażu.
Wieczór uważam za udany.

Do pracy dziś nie poszłam.
Enigmatycznie wysłałam meila, że wróciłam z Katowic nad ranem.
Nikt na szczęście nie zapytał co tam robiłam. 🙂

____
I kawałek recenzji z Rzepy:

"150 minut w strugach deszczu

W świetle błyskawic odbywał się wczoraj chorzowski show Genesis. O
niebo lepszy od środowego w Pradze, głównie dzięki 40 tysiącom polskich
fanów, którym należy się Grammy dla najwspanialszej widowni
"

Oraz fotki z forum fanów Genesis




W co się należy ubrać na koncert?

Diabli postawił na swoim.
Nie mam pojęcia jak się ubrać. Jedno info już mam, że zakryte palce.

Obejrzałam fragment koncertu Robbi Williamsa i widzę, że panny tam mają gołe ramiona i dekolty. To może być dobry patent, bo tam chyba gorąco będzie. Ale to za mało wytycznych. :[

Zaczęłam się zastanawiać czy ja kiedyś byłam na koncercie i wydaje mi się, że ostatni to był koncert Sandry w Moskwie w … (moment muszę podliczyć…) w 1991 :/ Miała krótkie białe spodenki i takie frottki na rękach… Ja zresztą też zdaje się miałam krótkie spodenki, a pod nimi rajstopy (taka moda była 🙂 I adidasy 🙂
Ech, a te frotki na ręku sama potem nosiłam 🙂
To chyba Kajagoogoo zapoczątkowało. A może A-ha? :/

Lutce (mojej mamie) o jutrzejszej wyprawia do Chorzowa nic nie mówię. Wydaje mi się, że by tego nie poparła (chodzi o to, że Łuczywo zostaje samo (tzn.beze mnie a z drugą babcią), wyjazd jest w sporej napince, itd). Zresztą ostatnio dowiedziałam się, że mój brat też takie rzeczy zataja…
Czyli odbieramy to podobnie.

<><><>

Tato już przyleciał. Koniec końców po rozmowie ze mną koleś w sklepie wybrał mu dwa filmy. A tato w samolocie odkrył, że jeden z nich jest z Sandrą (znowu Sandra?) Bullock!!! Po co mi dubbingowana po rosyjsku Sandra Bullock???
Za to mam nowe perfumy na lato. Miło, bo żółty Versace dobiega końca.
Guerlain Aqua Allegoria Kiwi.

KWC:

Jak uśpić tatę tak by spóźnił się do pracy? To proste….

<>

Właśnie zadzwonił mój tato z Kijowa ze sklepu z filmami na dvd. I tak się pyta co kupić, a ja zupełnie nie na bieżąco. I w końcu mówi: To ja Ci go dam. I dał mi sprzedawcę. I bardzo miło się z nim gadało i tak mi się zackniło coby znowu gdzieś na wschód wyjechać…
Ale z Łuczywem to nie prędko. Bo musi sama chodzić i to tak już mocno chodzić. Bo z wózkiem sobie nie poradzimy. A jeśli jeszcze po drodze pojawiłby się jakiś kolejny brzdąc to wyprawa przesuwa się o kolejne lata.

Gadałam nie tak dawno temu ze znajomą. Akurat stara się o dziecko. I jest jedynaczką. I ja mówię:

-Wiesz, ja to bym chciała więcej. Kiedyś myślałam o trójce. Tak fajnie było by mieć trzy dziewczynki. Ale niechby chociaż jeszcze jedno było. To by nie była sama.
-A ja bym chciała tylko jedno. Moje obserwacje tych co mają rodzeństwa są takie, że tylko jedno odnosi sukces w życiu. A drugie, czy jeszcze jakieś inne, są tylko obciążeniem. Pojawiają się gdy mają problemy, najczęściej by pożyczyć pieniądze i liczyć na nich nie można.
-No może się tak zdarzyć… Ale nie miałaś kiedyś tak, że wydawało Ci się, że cała odpowiedzialność za marzenia rodziców spoczywa na Tobie? I nie możesz nawalić?
– No miałam. Cały czas mam.
-A jak masz rodzeństwo to to się rozbija na dwa.

Ja tak miałam przez chwilę,że miałam misję. Zresztą w tym samym czasie co mój ex, z którym wtedy byłam, miał też misję. Że jako, że rodzeństwa akurat wtedy nawalały, to musimy spełnić wszystkie oczekiwania rodziców. I był to okres makabryczny, choć tak go wtedy nie widziała. Dużo wtedy pracowałam (do południa w jednej szkole, po południu w drugiej) i z perspektywy czasu, nie szłam w dobrym kierunku. Teraz z czystym sumieniem jestem obibokiem. I dobrze mi z tym. Chociaż mogli by w końcu znowu jakąś robotę przysłać, bo jak nie mam co robić to kiepsko…

Wczoraj już nawet zrobiłam porządek z wycinkami. I odkryłam,że jeśli by jechać do tej Belgii, to zdecydowanie nie tylko Bruxela, a przede wszystkim Antwerpia. Chociaż może Amsterdam? Diabli się pytał, czy my tam po ciastko do coffe shopu, więc zbeształam, że tam są rowery, stamtąd jest szkoła flamandzka i wogóle można by pospacerować, bo żadno z nas tam nie było!

I może wtedy Łucja by zmieniła okoliczności mówienia mama… Bo jak jest zadowolona, to wszystko jest ta-ta, ta-ta ; a jak marudzi to świat nagle się staje mam-ma, mamma….

„Ja się niby mogę z Tobą bawić mama ale na berka mieszkasz za daleko.”

Wczoraj spędziliśmy wieczór doskonały wg Diabla czyli dzień porządków. Zostały umyte na parterze podłogi, wymienione dywaniki i odbyło się szaleństwem z odkurzaczem. Przy okazji okazało się, że zaginęła nowa szczotka od kibla (wg mnie wogole nie zabralismy jej ze sklepu) i zmiotka do kurzu. Jako, że mąż jest jedyną osobą, która mogła tego użyć, zaczęło się dochodzenie….

– Nie rozumiem jak w naszym domu mogą ginąć środki czystości! Napewno gdzieś przełożyłaś!

– Ależ nie kochanie, po prostu jak przychodzi do mnie kochanek to się tymi szczotami zabawiamy… On mnie tak nimi okłada i wykrzukuje: Jestem Łukasz, jestem Łukasz!!!
Ale nie uwierzył 🙂

///////

Znów przechodzę doła w związku z moimi umięjętnościami bycia matką. Zaczęło się w sobotę, kiedy Dzióba nabiła sobie max śliwkę na czole a pani na basenie pytała się: Jak to się chłopcu stało? (no bo dziewczynka przecież by się tak nie załawiła :/
No i tak się poszerza o kolejne zagadnienia…
Dylematu, że jestem złą żoną nie miewam.
Natomiast w sobotę wieczorem dopadło mnie, że jestem złą córką. Więc zadzwoniłam do rodziców, ale odebrał mój brat i powiedział,że śpią.

Więc się go pytam:
-Czy ja jestem złą córką?
-Córką czy matką?
-Córką
-Nie. Przecież nie jesteś dla niej niemiła.
-Nie bardziej niż do innych
-Nie o to chodzi: przecież nie pyskujesz do mamy.
-No właśnie! Przecież moglibyśmy też ją trzymać pod łóżkiem!
-Albo w skrzyni
-No! Lutka by się zmieściła!
-No właśnie. Więc nie jesteś złą córką.

Uff. Czyli tylko jako matka nawalam…

///////

Dwa fajne blogi znalazłam.

  1. U Pateku – dobry dla wszystkich, którzy akurat myślą o wyprawie do
    Szwecji – bo świeży reportaż stamtąd. Fajny też wpis o jaskini Skocjańskiej, którą kiedyś muszę raz jeszcze (tym razem z Diablem) odwiedzić. My cały czas wałkujemy temat, gdzie by tu
    wyskoczyć na weekend w listopadzie. Ja optowałam za Danią, ale Diabli mówi, że
    Legoland odwiedzimy jak Dzióba będzie większa. Potem była Finlandia, ale że na
    maxa drogo, to też jakoś nie po drodze. Chwilę później właśnie Sztokholm. Obecnie na tapecie Belgia. Przelot
    Brusseil Air. Piątek- Niedziela.

  2.  Nigeria.pl – blog gostka, który na stałe w Afryce mieszka. Pomijąc średnio ciekawe wpisy o futbolu można znaleźć np. info o najbardziej znanym klubie disco w Afryce: legendarnym klubie w Lagos "The Shrine".