Koniec końcow wygrał strój z długimi spodniami i moimi nowymi butami w kokardki 🙂 Całość przeżyła.
Na wysokości Częstochowy podali przez radio że chmura z gradem powinna się przesunąć z nad Śląska do Krakowa – i to był I surprise :[
Bo założyliśmy, że temperatura będzie się wahać w okolicach 25 a zachmurzenia (jakiego zachmurzenia??) nie będzie:/
A chwilę po tym makabrycznym niusie zrobiło się czarno. Ponieważ była prawie 16, zjechaliśmy do
Chaty z Zalipia na pierogi. Zupełnie niezłe z rewelacyjnymi skwarkami 🙂 Jak wyszliśmy lało już po konkrecie i właściwie przestało dopiero w drodze powrotnej na wysokości Mszczonowa…
Stadion w Chorzowie znaleźć łatwo. Miejsce parkingowe trudniej, ale jako, ze obok Carrfuer sytuacja nie była dramatyczna.
Pierwsze co zrobiliśmy to wparowaliśmy do marketu po pelerynki przeciwdeszczowe. Zapobiegliwy managment ściągnął je z całych Katowic. Na próżno. Pod pustą półka z pelerynkami był zdesperowany tłum mierzący dziecinne płaszczyki przeciwdeszczowe. Też spróbowałam.Rękawek kończył się przed łokciem.
Nagle ktoś wbieg i krzyknął: Słuchajcie, są folie malarskie!
Więc cały ten tłum przetoczył się do folii… My też.Wzięliśmy dwie, ale zdecydowanie można było więcej, bo z nas je zrywano!
Na stadionie byliśmy koło 18. Spotkaliśmy jakieś ziomalostwo od Diabla z fabryki, zjedliśmy po hot-dogu, postaliśmy pod paroma namiotami i poszliśmy koło 20 pod scenę. W tle cały czas leje. I to tak, jakby polewano kubłami z wodą.
Phil miał wyjść o 20:30.
Wyszedł jakiś kolo i powiedział, że wyjdzie 20:45 i że z powodów technicznych koncert może być odwołany. Ale 20:50 pojawił się jednak cały zespół Genesis.
I chwała im za to, bo pomijając takich leszczy jak my, co szukali w radiu piosenek by coś sobie przypomniec była masa ludzi, co chciała ich posłuchać.
Potem wszyscy zaczęli skandować:Złóżcie parasole!!! (bo ochrona, która początkowo je rekwirowała w którymś momencie je zaczęła oddawać).
Phil rzucił kilka żartów o pogodzie, pooweidział po polsku "Czeszcz", "Jestem dzwieczny", i chyba coś tam jeszcze.Pytał:
Czy są tu happy people, więc wszyscy krzyczeli, ze YEEEEEEEEESSS!!!
Ogólnie porządny facet i ciekawa przygoda.
Najfajniejszy kawałek jaki wczoraj za naszej tam bytności zagrał to: Land of confusion
Bardzo, bardzo przyjemny.
Zmyliśmy się jakoś o…. 22….
Było tak zimno, że nie dawaliśmy już dalej rady 😦
Woda była wszędzie, do tego stopnie, że folia wydawała się przemakać.
W drodze powrotnej zjedliśmy w macdrive gdzieś za Częstochową.
poczytaliśmy kartoniki i okazało się, że mój wieśmak ma więcej tłuszczu i kalori niż big mac Diabla.
A ok 24 zjechaliśmy na krótką drzemkę w zaciemniony parking Tirowców.
Po półtorej godzinie ruszyliśmy dalej.
Po 30 km stwierdziliśmy, że padamy ze zmęczenia i zjechaliśmy na kolejny parking przy stacji paliw. Tym razem nie było zacisznie, bo stanęliśmy pod sklepem.
Ale odpadliśmy na kolejne półtorej godziny.
Do domu dotarliśmy o 4.
Przydał się koc i ręcznik, oraz będące na granicy przeterminowania chusteczki do demakijażu.
Wieczór uważam za udany.
Do pracy dziś nie poszłam.
Enigmatycznie wysłałam meila, że wróciłam z Katowic nad ranem.
Nikt na szczęście nie zapytał co tam robiłam. 🙂
____
I kawałek recenzji z Rzepy:
"150 minut w strugach deszczu
W świetle błyskawic odbywał się wczoraj chorzowski show Genesis. O
niebo lepszy od środowego w Pradze, głównie dzięki 40 tysiącom polskich
fanów, którym należy się Grammy dla najwspanialszej widowni
"
Oraz fotki z forum fanów Genesis