Czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam ciebie?

"Koniec września 2007-go roku. Mała Łucja już za parę lat skomponuje swój pierwszy utwór. Na razie jednak uwielbia uderzać talerzem o talerz doprowadzając swoją, cierpiącą na niustanne migreny, matkę do szału…"

Biografie wielkich XXI-wieku, PWN, 2150 😉

<><>

Ruszyliśmy 🙂 Parę dni przed wyjazdem dostawcy netu siadł przekaźnik, więc masa informacji nie sprawdzona. Dużą pomocą posłużą materiały zebrane pod tym kątem na targach turystycznych… Aha, kierunek Węgry i festiwal win w Tokaju, po drodze kąpiele w grotach ze źródłami termalnymi i ogólnie włóczenie się po wschodnich Węgrzech (z folderów wynika, że nie powinniśmy się nudzić) i jego winiarniach 🙂 Powrót koło 8 pażdziernika.

Teraz jesteśmy u moich rodziców- wczoraj byliśmy na Pikniku Industrialnym i Łucja miała zrobioną sesję zdjęciową w równiarce dziadka (to taki rodzaj maszyny drogowej, coś wielkości mniejszej ładowarki czy też spychacza 😉

No i jutro rano przez Rzeszów i Kosice jedziemy dalej…

Małżeńskie klątwy

Mam retoryczne pytanie do osób gotujących w domu: gotujecie tak jak u Was w domu jadano, czy tak jak jadano u Waszej drugiej połowy? Zakładam, że wariant I. Przynajmniej u nas tak jest i tak było u mnie w domu – mama gotowała i gotuje tak jak jadano u niej na Kresach i wielkopolskie nawyki ojca nie specjalnie były uwględniane. Czyli: mizeria była na słono, a pomidorowa na słodko. I teraz mam problem z Diablim. Mizerię ja jadam na słono, a on na słodko. Ponadto u niego w domu wszystko się szatkowało na drobne kawałki (marchewka do sosu, jest ucierana na tarce), u nas wszystko pływało w wielkich kawałkach (marchewka jeśli wogóle jakoś rozdrabniana to na plasterki). No i ślubny cały w pretensjach 😉

Na dodatek wypłynął temat ex, która ZAWSZE gotowała tak jak on lubi, czyli m.in.sałatki były w kawałkach tak micro jak po zmixowaniu… No ale to jest temat, który niespecjalnie mnie eksytuje, więc argument nie zadziałał.

Los zato ukarał Diabliczka w inny sposób. W sobotę kupił sobie nowe buty do kosza. Odkąd go tylko znam kwakał, że potrzebuje nowe buty. Nie oponowałam, bo skoro czasem grywa, to ważne, żeby buty były bezpieczne i na tyle ile mogą chroniły przed kontuzją. Tym niemniej jednak ich kupowanie zajęło kilka lat. Nowe buty założył w niedzielę na kosza, a potem w poniedziałek poprawił na drugim koszu. Odciski jakie powstały są makabryczne. I tu kończy się moja zemsta, a zaczyna jego… Diabli jak każdy chory na przeziębienie, albo ranny od stłuczenie chłop jest w stanie agonalnym a temat naszych rozmów zawęził się do zmiany opatrunków. :/ Dom wogóle jest pełen cierpiących, bo Kluska (wyjadająca teraz truskawki z moich naleśników) wczoraj wyrżnęła o kant ławy okolicą oka. :[ Więc mamy limo.

I zanspirowana topikiem na forum o dzieciach co już same korzystają z kredek wyszłam z Łuczyną na malowanie kredą po kostce. Rysunku jakoś nie załapała, ale próbowała jeść. :/ No nic, spróbujemy za miesiąc! 🙂

Niedosyt

Jakoś tak po raz kolejny dziś stwierdzam, że beznadziejnie spędziliśmy miniony weekend. Po Polsce przechodziły Dni Europejskiego Dziedzictwa organizowane przez Radę UE. Można było wsiąść w auto podjechać do Torunia, gdzie wielkim staromiejskim jarmarkiem otwierano całą imprezę, do Liw-u, Brwinowa, Płocka, Czerska. Kawałek dalej była impreza w Dowspudzie i Ciechanowcu, itd. Pokazy, festyny, imprezy na świeżym powietrzu!

"Przedsięwzięcie ma na celu edukację historyczną i kulturalną, promowanie regionalnego dziedzictwa z ukazaniem jego bogactwa oraz przypomnienie o wspólnych korzeniach kultury europejskiej. 

Polska włączyła się do tej akcji w 1993 roku i jest obecnie jednym z 49 krajów, które co roku we wrześniu udostępniają do zwiedzania szerokiej publiczności liczne zabytki, miejsca kultury oraz organizują wykłady, wystawy i inne imprezy towarzyszące."

A my przesiedzieliśmy w domu :[ A pogoda przecież była fantastic! Za rok nie dam się tak wyrolować!

<<>>

I fota naszej małej eskimoski w kozakach i wełnianej sukience… Zdobywającej słonecznika 😀

weekendowo-zakupowo

W marketach rozpoczęła się jesienna sprzedaż rzeczy na wagę… W poprzednich latach kupowałam ciągle ręczniki (bo Diabli chodzi na te swoje sporty, czasem na basen idziemy i ciągle ich brakowało). Tym razem kupiłam mini-żaroodporną miseczkę – jestem od naczyń żaroodpornych uzależniona, a po wiosennym upadku stolika pełnego mies na grilla zostały mi tylko dwa: oba duże, prostokątne – które często zużywam obie naraz. Kupiłam też różne cukierki (potem była o to kłotnia,jak ja mogłam MU to zrobić i zapomnieć o diecie- bo przecież jak jest to trzeba od razu zjeść) ale co ciekawe przedemną był młody gostek, który wogóle nie szalał w tych koszach tylko od razu podszedł do słodyczy i wziął 2 kg mlecznej czekolady… 🙂 I pytał się też o inne rodzaje, ale nie było. I tak sobie myślę, że widocznie jakiś deser szykował; czekoladowe fondue czy coś? Zresztą to dobry system bo 2 kg czekolady za 12 zeta to bardzo dobra cena- wzbogacisz jeszcze śmietanką i wyjdzie delicjowo! 😉

<><>

Kolejny blogowy wnalazek – mało jeszcze na nim obrazków, ale te co są są zabawne i prawdziwe. Matkatka blog. Dwa obrazki: "plany na wieczór" i "macierzyństwo od ojcostwa różni się zasadniczo":

j

cycki

Fight for the kisses

Do obejrzenia tu: wilkinson

<><><>

Mała figurka z głośnikiem na odległej scenie:

  • Chcecie jeszcze telenoweli?!!!???

Tłumy w antycznym amfiteatrze jednogłośnie:

  • Chce-my! Chce-my!!!

🙂 Wczoraj koło 10 rano jak się szykowałam na targi zadzwonił dzwonek do drzwi. Super! Nareszcie są rajstopy dla Dzióby, które zamówiłam dwa tygodnie temu! – pomyślałam i radośnie pobiegłam do drzwi. Otwieram a tam w niebieskim mundurze policyjna funkcjonariuszka.

  • Czy tu mieszka Łukasz Paweł Ł?
  • Tak to mój mąż.

"Ale numer! Diabli ma na drugie Paweł!"-  i od razu dodałam:

  • Ale on jest akurat w pracy. A co chodzi?
  • Jest wezwany na przesłuchanie
  • Ale jakie przesłuchanie? W jakiej sprawie?
  • Sprawa założona przez Warta S.
  • To może o coś z pracy? Czy to jakieś mandaty?

(bo qrcze takie mamy czasy, że chyba każdy ma coś na sumieniu :/ A to zaległy mandat co mu mają z podatku ściągnąć, a to nielegalną kablówkę lub windowsy, a to pobiera dotację na ziemię a nie jest rolnikiem lub przynajmniej zbierał grzyby i jagody na poligonie czy też skosił przy cofaniu słupek na mieście)

  • Chodzi o mecze siatkówki. Obstawianie przez internet, kupowanie biletów, wyłudzanie, itd. śledztwo w toku.
  • Bo mąż gra w kosza, ale w siatkówkę to nie bardzo. Ale czy on jest oskarżony?
  • Nie on ma być świadkiem.

Itd. Jakby nie było dziś rano Diabli stawił się na posterunku o godzinie 10. Wczoraj próbował się dodzwonić i przełożyć godzinę spotkania, ale dowiedział się tylko, że funkcjonariusz miała na nazwisko B, zabrali im telefony służbowe komórkowe a wogóle to wszyscy policjanci z gminy L. pojechali na akcję gdyż pijany rowerzysta się przewrócił.

Na przesłuchaniu wyjaśniło się, że poszukiwany jest gość o niku Łukaszek88 i jakto z Diablim później wydedukowaliśmy, zostały uruchomione służby w całej Polsce i przesłuchują wszystkich Łukaszy… Na koniec Diabli, który nie może nie spróbować poderwać każdej cycatej* strzelił do funkcjonariuszki B. swój hollywood smile i rzucił:

  • Koledzy mi mówili żebym wziął na to spotkanie szczoteczkę do zębów…
  • Widocznie ma pan coś na sumieniu.

🙂 Wiec mój słodziak odpuścił 😀

* o skuteczności metod świadczy jego żona (czyli ja!), która zanim urodziła mu córkę mieściła się w miseczkę A… 😉

Telenowela

Idea seriali polega na nieustannych dramatach. Jak już coś jest dobrze, to nadciąga nieoczekiwany kataklizm: gubi się żółta kaczuszka, łamie się paznokieć albo z Ameryki przybywa stryjek zięcia ciotecznego wujka w którym podkochiwała się 50 lat temu szwagierka teściowej.

Tak też i jest w naszym małżeństwie.

Pamiętacie mój wczorajszy rosół? Traf chciał, że Diablego nie było wieczorem (będę 22, max 23). Bardzo dobrze wyszło, bo mogłam bezkarnie podjadać chochelkę za chochelką (a później na dokładkę mogłam zrobić jeszcze naleśniki z pysznym domowym truskawkowym dżemem) i nie musiałam znosić oczu spaniela patrząych na mnie z wyrzutem, dlaczego nie wspieram w diecie…

Diabli przybył o 24. Właściwie to sądziłam, że ja poszłam spać o 24, ale skoro Diabli twierdzi, że on wszedł o tej porze do domu to z pewnością wina to mojego zegarka. Gnał umierając z głodu i marząc o rosołku. Droga do domu była długa i najerzona niebezpieczeństwami (podstępny kanar).

I pierwsze co zrobił po wejściu to odpalił zupę. O godzinie 4 obudził mnie szczypiący smród… Zeszłam na dół, a tam gęsto od dymu! Ot, po prostu Diabli włączył płytkę i zasnał. Obudziłam go i zaczęłam "strofować": Czy Ty wogóle myślisz trochę? Chciałeś nas pozabijać tym dymem? Czy podpalić?

(To drugie mało prawdopodobne, kuchenki elektryczne są jednak dużo bezpieczniejsze). I właściwie to na tym skończyłam. Pomyślałam, że o 4 w nocy awantura nie ma sensu i wrócimy do tematu rano. A rano zeszłam do kuchni robić Łucji mleczko, zobaczyłam talerz z zimnym makaronem i łyżkę, które sobie przygotował mój głodny mąż i zrobiło mi się go żal 🙂 Więc już do tematu nie wracałam. Tym bardziej, że oboje mamy świadomość, że to moja wina, bo jak na dobrą żonę przystało nie czekałam z parującym talerzem 😉

<><><>

Zato dziś byłam na targach turystycznych. Lubię takie imprezy. Gadałam z jakimś uroczym arabem z Petry, który dał mi swoją wizytówkę i zapraszał do Jordanii (wszystko zorganizują), nażarłam się świeżego parmezanu na stanowisku Włoch, wzięłam full info o Wilnie (może na wiosnę się spróbujemy w końcu tam wybrać?), zebrałam wszystkie informacje o rejsach (Karaiby,morze Śródziemne i fiordy Norwegii- btw.Norwegia jest partenerem imprezy i ma osobny pawilon), a potem jeszcze skompletowałam wyprawkę o Jukatanie i węgierskich uzdrowiskach w okolicy Egeru.

W domu już odkryłam, że pomimo minimalizacji wyhaczyłam też (niezaplanowane):

  • spis kempingów na Costa Brava,
  • mapę po Lizbonie,
  • info o trasach rowerowych w Białowieży i spis lokali agroturystycznych tamże 
  • folder o kuchni na Rodos (żeby narobić Diablemu smaka)
  • legendy po Mazowszu (będziemy wozić w aucie i czytać Dzióbie)
  • trasy kajakowe po Pilicy
  • i płytę z wycieczkami do RPA. Btw. okazało się, że do Konga najłatwiej i najszybciej z Polski dociera się lecąć Brusseil Airlines!

Jakby nie było świat jest wielki i fascynujący! 😀

Pierwszy rosół

Babcia Lucia, czyli moja mama przywiozła ostatnio Łucji kolejną kaczuszkę 🙂 Kaczuszka po porcjowaniu zajęła pół zamrażarki (powstaja na niej kolejne sety zupek dla Kluchy), więc postanowiliśmy że młody kurczaczek kupiony na tym samym gospodarstwie… pójdzie na rosół! Rosół właśnie się ugotował i wyszedł mi rewelacyjny! Jest to pierwszy mój rosół i jestem na maxa dumna z efektu. 🙂 Nie wiem co zrobić z taką ilością gotowanego mięsa, ale to zaraz po necie poszukam. Wstępnie mam plan na galaretki 🙂

*****

wrzos3.jpg

Kupiłam dziś wrzos i zasadziłam do donicy przed domem. 6 różnych odcieni różu, fioletów i bieli. Donica straszyła całe lato – jakoś w kwietniu były tam przez chwilę bratki, po których zostały uschnięte kępki. Natchnęła mnie książką, którą czytam Łucji do poduszki. Generalnie uważam, że ponieważ jest jej narazie wszystko jedno nie muszę czytać bajek, a mogę czytać dajmy na to poradnik. I tak też ostatnio zrobiłam.

Ale krok do tyłu o parę lat.

Miałam kiedyś taką fazę, że zaciekawił mnie temat aniołów. Chodzi o to, że występują w każdej możliwej religii. Ludzie którzy w nie wierzą twierdzą, że są wszędzie i bardzo chcą ludziom pomagać. Dają nam różne sygnały, wskazówki, tyle, że my ich nie umiemy zauważyć. W gruncie rzeczy to logiczne: lubimy myśleć, że ktoś się nami opiekuje i nie ma człowieka, który nie miał sytuacji kiedy pomyślał: Udało się, ktoś nade mną czuwał.

Ponieważ jesień to okres melancholijny przyszła mi do głowy myśl, która mnie prześladuje. Scena w filmu BLOW z Johny Deppem: kolega z celi mówi mu: Wiesz dlaczego Ci się nie udało? Bo wybrałeś złe marzenie.

Qrcze skąd mam wiedzieć czy wybrałam dobre? Czy idę w dobrym kierunku? No i w ten sposób wyjęłam z półki książkę o aniołach. I czytamy ją sobie we dwie. Są tam takie ćwiczenia z wizualizaji aniołów- zresztą ogólnie z wizualizacji życia. Siedzimy gdzieś na dworze i zapuszczamy korzenie, myślimy o tym co przechodzą rośliny w różne pory roku i doceniamy że są takie dzielne. Itd. No i kazali coś zasadzić. Np.wrzos. Najlepiej w piątek. Do piątku nie czekałam, ale jakby nie było zasadziłam 🙂

<><><>

I jeszcze jeden refleksyjny wątek o zaginionych zabawkach. Stworzyła go na forum Zgiełk (też mama Łucji):

"Najpierw był Pieseczek. Łucja go uwielbiała, wtulała w niego mordę, szczekała, koił każdy jej smutek, był kimś, kogo szukała po przebudzeniu.

Pieseczka wcięło i słuch po nim zaginął.

Nastała era Kaczusznika. Kaczusznik był mniejszy, mniej kudłaty, ale poręczniejszy, Łucja śliniła jego dziób, chichrała się do niego, opowiadała mu o swoich harcach, nosiła ze sobą i przesadzała w najróżniejsze miejsca.

Kaczusznik nigdy nie wyszedł z któregoś z takich miejsc.

Niedawno Łu zadzierzgnęła bliższą znajomość z Szympansichem. Szympansicho (fakultatywnie Gorylicho) miało doskonały nos, pękaty brzuszek i głęboko osadzone oczy.

I zanim moje dziecko powierzyło mu wszystkie swoje sekrety, dopuściłam dziś do tego, by Szympansicho się oddaliło i zaginęło.

Przeszłam drogę w jego poszukiwaniu jeszcze dwukrotnie, ale jak znależć brążową małpkę na chodniku pełnym brązowych liści i brązowych psich kup?

Bardzo mnie wzruszają mordy plusząt, przywiązuję się do nich niezmiernie,mają imiona, swoje miejsce i historię. I jest mi okropnie smutno,jak któreś odejdzie.

Post mój jest błahy i okropnie jesienny.
A mi jest melancholijnie."

A ja pamiętam z dzieciństwa żółtą kaczuszkę 🙂 Gdzieś zaginęła, a ja byłam pewna, że jest za szafą. Jak rodzice ją odsunęli po paru miesiącach okazało się, że jej nie ma :/

I kaczuszka w mojej głowie rosła całe dzieciństwo. Myślę, że bym jej nie poznała gdybym ją znalazła, taka mi się wydawała wspaniała 🙂 I oczywiście sie nie znalazła.

Suszony czosnek i biały pieprz

Dwie przyprawy jakie są imho całkowicie niejadalne. Zepsują każdą potrawę.

Diabli ma ten temat inne zdanie.

(.)(.)

Jakoś tak dziś o dziwo chwilę popracowałam (będzie w jednej gazecie fotoreportaż o tym jak z Diablim szykowaliśmy pokój dla Łuczywa) i łażę po necie. Kilka fajnych blogów:

  1. Blog Nadziejki – podoba mi się. Szczególnie ostatnie wpisy. I tak mi chodzi po głowie żeby może też stworzyć bloga z mną w wersji nie matka, żona i człowiek z misją, ale ja w wersji HOT? Z wpisów Nadziejka jest osobą kilka lat młodszą (niewiele sądząc po tym, że w szkole średniej podkochiwała się w Tomie Cruisie) , chyba na chwilę obecną singlem, pracującą w jakiejś ok 50 osobowej fabryce. Słucha jazzu i innej klimatycznej muzyczki. Może jak bym czasem napisała coś świntuszego, albo obrzydliwego to by się we mnie coś obudziło? Mam wrażenie, że jakoś tę sferę żo ycia przestałam rozwijać, bo chyba gdzieś coś zgubiłam :/
  2. Blog Procesa7. Czyli Historia jednego Playboya: "Jak z pewnością się domyślacie, miałem większość lasek z tego Playboya. Nie wszystkie, choć w tamtych czasach mogłem mieć każdą. Zresztą zupełnie tak, jak i dziś". O Ursulli Anders: "Miała szczęście zagrać obok Seana Conery w pierwszej części przygód Jamesa Bonda -„Dr. No” i została zapamiętana w scenie w bikini, kiedy wychodząc z morza śpiewała calypso. Kilkanaście lat później proces oglądał laski w bikini nad Bałtykiem i zajadał lody calypso na plażach Zatoki Gdańskiej". Też przyjemny.
  3. I wynalazek nr 3 to fotoblog sleepless. Stamtąd Nimfy i Satyr:

Image:William-Adolphe Bouguereau (1825-1905) - Nymphs and Satyr (1873).jpg

Siedem cudów Polski – II edycja!

Na stronie Rzepy cd rankingu. Przez Jury zostało wytypowane 20 miejsc i z tych wybieramy 7. Na nasz adres meilowy przychodzi meil, który potwierdzamy – w ten sposób chcą unikąć wielokrotengo głosowania tych samych osób (bo ileż adresy moze max miec jedna osoba?… Max pięć).

Ja zagłosowałam na:

  • Kanał Elbląski
  • Klasztor cysterski w Lubiążu i Szlak Cysterski
  • Księży Młyn i architektura przemysłowa Łodzi z XIX – XX
  • Zamek w Malborku
  • Zamek Krzyżtopór w Ujeździe
  • Zamość – renesansowe miasto idealne
  • Stare Miasto z katedrą w Sandomierzu

Miałam jeszcze ochotę na warszawskie filtry i Licheń. Ale oba może się same wybronią.

<><>

Buty udało się wymienić na większe:) I na tę okoliczność Łuczywo dostało kurtke na zimę. Brązowo- czerwoną. Znalazłam w ubrankach dla chłopców, ale jak patrzyłam na te majtkowe róże i błekity to jakoś mnie nie urzekały :/ Zajrzałyśmy też do Carry-> super płaszczyki, cienkie w fajnych kolorach… Resztki wyprzedaży po lecie 🙂 Więc może tegoroczny prezent urodzinowy to jednak mimo wszystko płaszczyk? 🙂