Cukrowy bilans

Zabrałam się dziś za porządki w moim aucie. Zachciało się Zosi jagódek z tą jasną tapicerką… I przydybał mnie sąsiad. Chwilę pogadaliśmy o jego prawie 5-letnim synu, który rośnie na dzikusa w przedszkolu (wg mojego sasiada), o naszym dostawcy netu z którym właśnie dziś rozwiązałam umowę (merytorycznie nic do niego nie mam, ale jak podpiszę umowę z Netią to będę mieć przez rok internet za darmo), o dyni którą musi szybko kupić skoro to dziś Halloween i o kilku innych bzdurach.

I potem referuję rozmowę Diablowi i on na to:

  • Mogłaś Rafałów zaprosić do nas na wino.
  • No mogłam, ale mam taki ambitny plan,który mnie gnębi od wczoraj, żeby umyć podłogę. Tu i w kuchni.
  • Super. To ja będę robić tłumaczenie, a Ty będziesz myć podłogę. A ja Cię przyatakuję od tyłu, a Ty powiesz: Och Stefan, Ty tak narwany jak chłopaki u nas w pracy…
  • Mhm

A potem zaczęły się ekipy "Cukierek albo psikus". Były trzy. Pierwsza była mocno nieprzygotowana i zabrała większość słodyczy. Druga była imponująca, ale Dzióba, która miała częstować je słodyczami (specjalnie w tym celu były w plastikowej misce) też się nie przełamała 🙂 i z dużą obawą patrzyła na przebranych gości. Idąc się kąpać z Kluską na wszelki wypadek nasypałam do miski to co zostało i jak Kluska wtrąbiała mleko, a ja myślałam, że zanim zejdę do męża muszę wydepilować nogi, dzwonek zadzwonił po raz trzeci. Więc pytam potem Diabla:

  • Czyżby była trzecia ekipa?
  • Tak, taka dość wyrośnięta grupa trzynastolatek… Jak zobaczyły słodycze, zaczęły piszczeć: O rety, to moje ulubione! Więc powiedziałem: Dobra bierzcie wszystkie. Czwartej ekipie nie otwieramy.
  • Chyba, że weźmiesz psikusa na siebie 🙂

No i potem zrobiłam dzielnemu Diablemu herbatkę z pigwą i wyciągnęłam dwa cudem ocalałe herbatniczki

Wyborowi słodyczy poświęciłam dość dużo uwagi. No bo jakby nie przyszły fanki i fani Halloween, to my musielibyśmy to zjeść. Ale ponieważ to się rozplenia w strasznym tempie, to za rok kupuję mieszankę Wedlowską i karton Prince Polo!

Donia Corleone

Pamiętacie, że Ojciec Chrzestny chodził tylko w szelkach? Łuczywo też takie potrzebowała (i wygląda w nich podobnie do Marlona Brando – tzn.spodnie podchodzą jej pod pachy ;). Do tej pory większość spodni była natychmiast ściągana + jako, że jest długa i szczupła ubranka na jej rozmiar maja standartowo więcej luzu w pupie, więc czasem się zsuwały same. I wczoraj zostały zakupione szelki w biało-czarną szachownicę i dziś już je nosiła 😀

Czy to ja jestem hamulec postępu?? Czy to on ma za dużo pomysłów naraz??

Oglądaliśmy Miami Vice. Stoję w kuchni i coś tam kroję. Jednym uchem słucham filmu. Jakaś taka akcja, że jadą do Hawany. Motorówką. "Ocho, zaraz Diabli będzie jechał na Kubę"- pomyślałam… Po chwili:

  • Justku, może byśmy tak pojechali na Kubę?
  • Bo ja wiem…
  • Ja wiem, że Twoja mama mówi, że tam fatalne jedzenie, ale nie przesadzajmy. Na Węgrzech też jej nie smakowało.
  • Mhm

(następna scena: klub z podobno najlepszym na świecie mojito, tańczą salsę)

  • Justku, może byśmy się tak w końcu zapisali na kurs tańca? Nauczylibyśmy się tańczyć salsę?

AAAAAaaaa!!!!!

<><><>

Widziałam dziś gościa. Rowerzystę. W tych wąskich strechowych spodenkach, krótkiej kurtce i na wypasionym biku (dodajmy, że pogoda dziś nie rowerowa i jeśli ktoś śmiga w pełnym rynsztunku w taki dzien jak dzis, to trzeba założyć, że robi to cały rok). Taki facet koło 40-stki. Szczupły. I tak patrzę i myślę, że qrcze znam człowieka :/ Dłuższą chwilę później mnie olśniło, że koleś jest sprzedawcą w Auchan (na rybach). Niesamowite! Znałam kiedyś dziewczynę, która należała do klubu dość rzadkich sportowych aut. I sprzedawała w Biedronce!

Hmm… (Bedzie wzniośle) Łatwo być znawcą wina w drugim, albo fanem golfa w trzecim progu podatkowym (w dużym uproszczeniu). Podziwiam ludzi, którzy umieją się wybić ponad konsumpcyjną prozę z cyklu : do pierwszego i stworzyć sobie własny świat, zupełnie oderwany od ich pracy. A pasja i  konsekwencja w jej podtrzymywaniu to cechy niezwykłe i zawsze warte doceniania 😀

Unas dynias

Mamy dynie! Diabli w końcu został wywalony na zakupy (a właściwie na przejażdżkę autem w miejsce gdzie przy drodze można kupić dyniowe plantacje) i przywiózł 15-kilogramowego pomarańczowego kolosa. Potem razem z Łucją robili potwora, a przed chwilą wstawiliśmy do środka świeczki! 🙂 Nieco inny niż rok temu, ale równie fantastyczny! Za rok tato pojedzie wybierać dynię razem z Łuczywem 🙂 Po drodze może za to wybiorą razem choinkę. Pojadą z sankami. Taki przynajmniej jest plan! 😀

Noc żywych trupów 3D

Ten weekend ma w kinach upłynąć pod hasłem horrorów. Oboje je lubimy choć zawsze nam straszno… Ma być np. Noc żywych trupów 3D… Trupy wychodzące na Ciebie prosto z ekranu… 🙂 Może być niezłe!

<>

Delicja jak przystało na dziecko doskonałe od trzeciego miesiąca przesypiała całą noc (a i wcześniej pobudka była raz w nocy). Kładło się ją o 18 lub o 19 i dziecko przez 11 lub 12 godzin dudniło. Przełom nastąpił po węgierskich wakacjach, kiedy przez tydzień Klucha spała z nami i jakoś postanowiła, że lubi mieć nas w nocy pod ręką :/ W związku z czym budzi się ok 3-4 w nocy i na ogół kończy się to tak, że przerzucana jest do nas. i to jest fatalne, bo ona wtedy kręci mi loki na głowie i może to robić nawet przez sen i na maxa się nie wysypiam.

Zanim ją przerzucimy można spróbować ją uśpić w jej łóżeczku. I tak:

  1. Jeśli ja próbuję ją usypiać to trwa to godzinę lub półtorej po czym poddaję sprawę.
  2. Dużo lepiej jest kiedy wstaje do niej Diabli, bo on w jakiś tylko sobie znany sposób usypia dziecko w ciągu kwadransa. Więc co dalej za tym idzie, w nocy do dziecka wysyłany jest tato.

I ostatnio jak w nocy odpaliła syrenę, szturchnęłam Diabla oraz przewróciłam się na bok to tatin się zwlekł. A po chwili przyszedł do łóżka z dzieckiem, czym mnie doprowadził do szału, bo od razu zaczęły się loki.  Więc przełożyłam się na waleta do nich (skoro są tacy sprytni, niech śpią sobie razem) i co się rano okazało? Że Łuczywo kręciło (próbowało) loki tacie 🙂

Potam rano tato korzystając z urlopu na dziecko poszedł z córką na szczepienie. W poczekalni wysłuchał multum zachwytów (zresztą razem z Diablim czekał Obuchowicz ze swoją córeczką, która choć duzo bardziej aktywna -one są rówieśniczki, nie wywołała tekiej euforii personelu i pań z recepcji). Nasza dziewczynka była dzielna i dostała w nagrodę od pani dok delfinka do kąpieli, a tato zachwycony córka opowiadał przez cały dzień jak Kluska wszystkich urzekła. Waży prawie 9 kg, ma prawie 80 cm wzrostu, ale nie jest za chuda i jest bardzo zgrabna. Chodzi bardzo ładnie, ale jeśli chcemy możemy się z nia zgłosić do ortopedy by to ocenił. Lecz to nie teraz, bo skoro chodzi od 3 tygodni, to najwcześniej za miesiąc.

Ja w tym czasie byłam na spotkaniu fabrycznym. Babka, która ze mną rozmawiała zapytała:

  • Czy woli pani pisać reportaże, czy poradniki?
  • Więc jak na rzemieślnika przystało, odpowiedziałam: Właściwie to wszystko mi jedno. Ale chwilę pomyślałam i dodałam: Chociaż może chyba wolę reportaże.
  • Tak myślałam.

Nigdy nikt się mnie o to nie zapytał i sama też o tym nie myślałam. I fajnie, że ktoś takie pytanie postawił, bo rzeczywiście powinnam się nad tym zastanowić!

Królowa korali

Dawno nie było filmiku, więc zapodaję. Mały pokaz jak Kluska chodzi. Niestety skończyło się miejsce na karcie, więc film ucięty w połowie akcji :/ Zaczyna się od nakładania korali. Korale to nowa pasja. Zakładane są albo na szyję, albo tak zarzucane na ramię. Chodzi w nich cały dzień. Korale zresztą rzecz umowna, równie świetnie nosi się rajstopy albo sznureczek. Im więcej tych skarbów na szyi tym lepiej. Na filmie ze względu na pokaz chodzenia Łuczywo jest w rajstopkach, na strój już istniejący pójdzie granatowa sukienka.

Dermobotox

Przyszły takie czasy, że kupiłam krem ze słowem BOTOX w nazwie… Kiedyś z tęskonotą patrzyłam na takie kosmetyki, że im człowiek starszy tym może fajniejszych używać, a tak to tylko te papki, co nic nie działają, a bardziej taki pic na wodę, jak maseczka z plasterków ogórka. No ale jako, że chyba czas najwyższy zacząć kupiłam krem polecany dla mojego wieku :[ By efekt był pełniejszy zestaw siekiera postanowiłam wzbogacić o maseczke 35+ (w sumie to już prawie) wypełniającą kolagenem zmarszczki mimiczne. No i Diabli odkrył te dwa wynalazki dziś w łazience. Buuuuu… 😦

Wynalazek uno:

Jeżeli można wierzyć badaniom amerykańskich psychologów, zdrowie rodziny jest wprost proporcjonalne do liczby dzieci. Inaczej mówiąc, rodziny wielodzietne, o ile nie borykają się z biedą, są na ogół bardziej zadowolone z życia niż te, w których jest jedno dziecko.

Wynalazek duo:

Na forum mamy dyskusję poszukiwawczą fajnych kurtek dla dzieci i jedna osoba podała linka na super firmę odzieżową- można ich wyroby kupić w różnych miejscach i aż dziw, że jeszcze do nich nie trafiłam! Sklep nazywa się wójcik.

Wynalazek tre

Na ru-forum niezły kawał (dla znających język Puszkina). I niezle, ze ktos znając język go smog nie zrozumieć 😀

Pedagogiczne (i nie tylko) dylematy

Oglądaliśmy wczoraj Majewskiego. Jednym z jego gości była babka, która pisze scenariusze do naszych seriali. I opowiedziała niezłą historię. Mieszkała kiedyś w miejscu gdzie na parterze był dom publiczny. I pewnego razu zgodnie z przewidywaniami jej córka się zapytała:

  • Kim są te panie?
  • Więc odpowiedziała: One uprawiają sex za pieniądze z różnymi panami
  • A co jeśli ten Pan im nie zapłaci?
  • O ile wiem kochanie w tej sytuacji pieniądze są brane z góry.
  • A co jeśli ta Pani wezmie pieniądze ale nie będzie chciała tego pana?
  • To ten Pan obije jej mordę.

(chwila milczenia)

  • Wiesz mamusiu, to wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane.

🙂 Jechałam dziś autem z Łuczyna. Kiepska sprawa, bo drogę którą na ogół pokonywałam w kwadrans z uwagi na remonty zajęła mi półtorej godziny. Najpierw pojechałam najkrótszą drogą i odkryłam, że do wyjazdu na główną jest koras, który oceniłam na pół godziny. Zawróciłam i pojechałam inną, ale jak dojeżdżałam do innego wyjazdu zatrzymał mnie robotnik z lizakiem, który zawracał wszystkie auta. Użyłam całego mojego wdzięku:

  • Pan mnie puści, jak tak się poboczem prześlizgnę, z dzieckiem jestem…
  • Ja mogę panią puścić, ale to nic nie da, bo w Zgorzale jest droga zablokowana, bo zrywają nawierzchnię i pani nie przejedzie.

No więc wybrałam wariant nr 3, który oczywiście okazał się najdłuższy. Ale jako, że to trasa, którą śmigają tiry, nie było nawet jak zawrócić. I po przejechaniu 200 metrów utknęłam w mega korku tychże. I tak sobie stoję, stoję i widzę, że kierowca Tira za mną wyszedł z szoferki, obszedł swoje auto i zaczął sikać na wielką oponę. (Obrazek zresztą typowy dla podróżujących po Polsce).

I tu dochodzimy do pytania, które łączy te dwie historie: jak mam za parę lat wytłumaczyć Klusce co Roman, Krzychu czy Stefan właśnie zrobili… Czy prawdę, że nie ma łazienki w kabinie i chciało mu się siusiu, czy lepsza będzie wersja o konieczności schładzania hamulców w takich dużych autach? 

<><>

Diabli ma dziś meeting z kolegami z fabryki. Korzystając z okazji walnęłam sobie maseczkę i stanęłam przed naprawdę trudnym wyborem. Czy Tygrys ludojad na jedynce czy genialne, ale znane na pamięć Tajemnice Brokeback Mountain. Hmm…

Druga młodość Whirpoola

Jak to po weekendzie odpaliłam pralkę. I teraz pierwszy set mokrego ubrania suszy się na środku pokoju :/ Dobrze, że wywaliśmy stół na dwór to przynajmniej jest jak przejść do kuchni. Stół coprawda nie dociągnie do wiosny, ale do jadalni, która robi teraz za parking wózków (jest zimowy + parasolka) i rowerka, planujemy i tak inny. Za małe to nasze lokum :[ Chyba, że… Oglądaliśmy ostatnio ciekawy problem o suszarkach do prania. Takich automatycznych:

  1. Lepiej nie kupować pralki z suszarką bo jest mniej efektywna niż dwa kombajny (i w gruncie rzeczy droższa)
  2. Wolnostojące suszarki są ekonomiczniejsze (zuzycie prądu) i nie mają limitu załadunku (pralka-kombajn pierze np.5kg, ale suszy tylko 2 kg)
  3. Na ogół można postawić je jedno na drugim.
  4. Jest to czysta wygoda (tak jak zmywarki do których się przekonuje każdy kto je posiada) i ogromny element domowej estetyki: nic nie mam to prania, które się latem suszy na dworze – wręcz przeciwnie uważam, że stwarzają taką sielską atmosferę, ale wyobraźcie sobie imprezę z łazienką w której suszą się rajstopy gospodyni i kalesony gospodarza…

No i tak zapałałam chęcią posiadania takiej suszarki. Nie jestem fetyszystą  AGD, ale to rozwiązało by wiele problemów, nie mówiąc o tym, że nie musiałabym już patrzeć na martwe natury majtek od poniedziałku do piątku. Diabli zresztą też tak uważa. Tylko teraz problem nr 1, czyli nasza obecna pralka. Skubana nie chce się zepsuć (przez połowę jej "życia" używałam Calgonu i nigdy więcej tego badziewia nie kupię!). Ma lat 10, była kupowana w promocji, słabo pierze i czasem się zacina. Pomiędzy bęben a obudowę wpadły już monety i jakiś suwak, ale ona jest nieśmiertelna… No i jakby nie było stoimy w martwym punkcie, bo zanim kupimy suszarkę, trzeba będzie kupić pralkę. No i tak czekam aż się zepsuje… 

<><>

Na zaprzyjaźnionym blogu Mounthy Pythonowa historia ze sklepu zoologicznego 😉 Polecam! 😀

Świadomy wyborca

W lokalu wyborczym i po wyjściu z niego. Btw.lokal był w szkole i Łuczywo nie chciało stamtąd wyjść (po kim ma takie ciągąty do nauki? ;). To już jej drugie wybory (poprzednie były samorządowe na jesieni). Nie wszedł LPR a warto pamiętać, że zawdzięczamy im korzystne dla nas dwie populistyczne decyzje: średnio potrzebne becikowe i ulgę za dziecko. Ale zarówno Giertych jak i poseł Bosak coś wymyślą by nie zniknąć 😉 Tak myślę, że za parę lat kiedy już będziemy w strefie Euro, będzie podatek liniowy i mniej będzie można zepsuć warto będzie ich znowu wepchnąć do sejmu, bo może nam zrobią z podatkami tak jak jest we Francji. Podatek dzieli się na Wszystkich członków rodziny, czyli im więcej masz dzieci tym mniejszy podatek płacisz. Czyli mówiąc inaczej ma sens mieć pieniądze i mieć dzieci.

Ja głosowałam tak jak Diabli. Właściwie to on zaznaczył za mnie w tej "przebieralni", bo ja byłam zajęta trzymaniem Łuczywa, które chciało zwiedzać ten pękający w szwach pokoik z urną wyborczą. Byliśmy ok 14 i w tej skrzyni nie mieściły się karty do głosowania i koleś z komisji dopychał je linijką.

Podsumowanie ostateczne wyników pewnie za parę dni, ale Diabli który ma w swoim cv epizod kiedy był przewodniczącym komisji twierdzi, że za wiele nakombinować się nie da. Jak się im nie zgadzała liczba głosów to liczyli tak długo, aż im się zgodziło, bo w squadzie komisji są zwolennicy różnych ugrupowań politycznych.

Mam nadzieję, że będzie lepiej 🙂

Zalety dzisiejszej pogody (i wczorajszej, i jutrzejszej…)

Późna jesień ma jedną zasadniczą zaletę. Świetnie się wtedy śpi. Jest ciemno, ciśnienie niskie, to się nic nie chce a leżenie pod kołdrą jest na maxa przyjemne. Inne rzeczy są mniej miłe. Taki np. Diabli ma tradycyjnego jesiennego smarka i tradycyjnie już jest to już stan agonalny.

Obejrzeliśmy wczoraj 9 Rote. Bo było w tiwi. Na płytce leży od ponad roku, ale jakoś nie mogłam się zabrać. A jak puścili to poszło! Podobał mi się, chociaż nie lubię filmów o wojnie. Taką miałam refleksję, że to przypominało Amerykański Wietnam. Walczyli, ginęli, wracali jako bohaterowie, a nikt na nich nie czekał, bo nastała era dzieci kwiatów (US) i epoka pierestrojki (USSR). Dla porównania klimatów wojennych polecam też równie świetnego Jarheada (US) mówiący o wojnie w Zatoce Perskiej. Gra tam mój ulubiony aktor z filmu o kowbojach 🙂

Jesiennie regeneracyjnie zrobiłam zakupy w Esenti. Przy okazji przejrzałam co jest wg katalogu marek. I trafiłam na Celię. Dużo osób kupuje taki wynalazek jak tusz w kamieniu, podobno jest świetny, sprawdzony i może kolejnym razem jak będzie mi brakować 4 zeta do bezpłatnej przesyłki to spróbuję. Lutka nigdy takiego nie używała, więc zapytałam teściową, czyli babcię Rurkę i powiedziała, że rzeczywiście było coś takiego, korzystała, ale że lepszy niż Celia był Arcancil… Niestety taka marka już nie istnieje :[

^^^

Kiepsko tak z tą ciszą wyborczą. Tak się człowiek nakręcał ostatnie tygodnie, że nie zwracał uwagi na inne rzeczy. Ale chyba kawał można zapodać? Bo uwaga (!) wklejam:

Czerwony Kaprurek do babci:
– Babciu dlaczego masz takie duże oczy?
– Nie wkurwiaj mnie, od trzech dni szukam dowodu.