Jutro ponczki’s day!

Tu macie otkrytke i pamiętać, że jutro dzień pączkowej wyżerki! :))

<><>

Byłyśmy dziś z Dzióbą na zakupach. Weszłam do marketu, te bramki (skrzydła)na czujnik się rozchyliły, Dzióba powoli wkroczyła 1,5 metra za mną… Patrzę i widzę, że znowu festiwal rzeczy na wagę! Qrcze, może są naczynia żaroodporne? I słyszę z tyłu: łup- łup…I ryk… Obracam się i widzę, że ta gupia fotokomórka nie złapała Kluski i najpierw huknęło ją jedno skrzydło, a potem drugie. I śliwa na pół czoła 🙂

Bach dziecko na rękę i po minucie (dzieci są względem wielkoduszności wspaniałe!) już wszystko zapomniała 🙂 Inna sprawa, że dobrze, że skoro ma taką beznadziejną i nieodpowiedzialną matkę, cieszmy się że nie podróżujemy we dwie moskiewskim metrem. Tam są takie bramki na wejściu co walą łapam po bokach – można sobie aż siniaka nabić na udach.

W nagrodę i na pocieszenie kupiłam jej pierwszą pastę do zębów i książeczkę o życiu na łące (w koszach z wyprzedaży – btw. sobie kupiłam kolejny garnek, tym razem emaliowy w żółte lewki do gotowania mleka).

Ale wracając do past. To to zdumiewające, ale jest całkiem sporo past dla dzieci do lat dwóch. Odrzuciłam smak coli i bananów i wybrałam klasik Colgate. Wieczorem umyłyśmy zęby po raz pierwszy i dość jej się podobało.

colgae

Skoda monnari

Oglądaliście? To stare dzieje to auto, ale podoba mi się, że można tak indywidualizować furę 🙂

<><>

Diabli dziś zaczyna kolejną szkołę. Zjazdy będzie miał raz w miesiącu od środy do niedzieli. Od 8 do 16:30… I jakoś tak naiwnie założyłam, że o to raz w miesiącu będzie się stawiał do domu o normalnej godzinie. I przed chwilą zostałam z tego błędu wyprowadzona… (bo przecież zawsze można jeszcze na chwilę wpaść do fabryki :[

Pozatym zaczynam łapać przedporodową schizę :[ Tzn. kryzys właściwy był ze dwa dni temu (jak to będzie, czy damy sobie radę, czy wszystko dobrze się potoczy), ale już wczoraj wieczór trafiłam na opis porodu na jakiejś ru-stronie i zaczęłam się lekko wyluzowywać. Jeszcze przypmniał mi się opis porodu w książce Oksany Robski (o książce kiedyś pisałam, nic specjalnego, ale kilka fragmentów jest mocnych) i doszłam do wniosku, że musi się dobrze potoczyć wszystk skoro kobiety w takich warunkach dają sobie radę. Tyle, że jakoś tak mi się nagle żal zaczęło robić, że nie będę miała tyle czasu dla Łuczywa 😦 Diabli ma przejąć obowiązek kąpieli z nią codzień wieczór i tak wczoraj zaczęłam mu wyłuszczać, że Kluska np. lubi żeby ją umyć żelem do higieny intymnej… Że podaje go sama, wstaje, żeby można było ją dokładnie umyć i jest taka dumna, że to głowa mała 🙂

Mistrzowie konfabulacji

Godzina 22. Jem jabłko. Sama, bo on przecież po 20 nic nie je.

  • Mogłabyś mnie chociaż poczęstować, a nie sama żresz te jabłka!
  • Bałam się, że na mnie fukniesz.

(zjada całe i rusza w stronę sypialni)

  • Weź jakieś jabłuszko to będziesz mnie karmiła w łóżku.

(biorę dwa, bo sama mam na nie smaka. monsz pożera oba, pilnując czy aby mu nie podjadam, w przerwach pomiędzy odkrawaniem mu kolejnych kawałków)

<><>

Wynalazek prasowy uno:

(Business Class, rubryka Życie Rodzinne)

10 przykazań dla par, czyli jak dożyć wspólnie złotych godów:

  1. Nigdy nie jesteśmy za starzy by trzymać się za ręce – my się trzymamy, coprawda często z Łuczywiastym łącznikiem pośrodku, ale narazie nie ma z tym problemu
  2. Mówimy kocham przynajmniej raz dziennie – no problemi
  3. Nigdy nie idziemy spać w gniewie – nawet jak któreś na które fuka, to w momencie leżenia w łóżku już jest dobrze.
  4. Wspólne wartości i cele w życiu – z grubsza tak, nie możemy coprawda dogadać się co to tego jak ma wyglądać poród i kiedy wyprowadamy się na wieś, ale ogólna wizja jest identyczna.
  5. Razem stawiamy czoło przeciwnościom losu – to wszyscy przechodzą: trudne chwile zbliżają.
  6. Wyrażamy uznanie z sukcesu drugiej osoby – +
  7. Szybko wybaczamy i zapominamy urazy – dokładnie tak
  8. Pozwalamy drugiej osobie być sobą i się rozwijać –  z tym jest problem, szczególnie gdy potrzeba rozwoju wchodzi na czas wspólny
  9. Zalety partera powiększamy, a wady pomniejszamy – patrz tytuł wpisu
  10. Jesteśmy sami odpowiednią osobą dla swojego partnera.

<><>

Wynalazek duo

Czytałam o Oxfordzie. Studenci mogą się zapisać na zajęcia z wiosłowania. Po prostu bomba: mglisty angielski poranek, Tamiza i kajak z 4 wiosłującymi osobami. I tak 2x w tygodniu. Przypomniało mi się, jakie szopki robiłam na studiach, żeby nie chodzić na w-f, gdzieś na drugi koniec miasta… Ale gdyby była taka wodniacka opcja… Zazdroszczę. Może by tak Dzióbę zamiast na Uniwerek w Dubaju do Oxfordu jednak? 😉

Carpaccio z łososia

Wczoraj rano byliśmy na USG. Płeć drugiej Kluchy zmianie nie uległa 🙂 i cały czas ma być dziewucha. Było już dość wyraźnie widać buzię. Podobnie jak siostra, Kluska junior ma zadarty nos i wielkie usta :)) Waży półtora kg, więc jest takiej masy jak było Łuczywo.

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy natomiast od wielkich jedzeniowych zakupów. Diabli kupił łososia, z którego później zrobił spóźnione śniadanie. Teraz każdy rozłożył się ze swoim laptokiem i swoją robotą, w tiwi leci jakiś mecz, gotuje się woda na szparagi, stygnie kompot z gruszek i pewnie niedługo zacznie się robienie obiadu :))

Jutro wyjeżdża do Wrocka, więc taki spowolniony rodzinny weekend jak najbardziej wskazany!

<<><>>

Mój młodszy brat postanowił nauczyć się gotować… Ogólnie to bardzo dobrze, chociaż jak usłyszałam o kurczaku na krakersach to postanowiłam mu pożyczyć książkę kucharską Kuronia. Podobno 1/3 naszego życia zależy od tego co jemy. Nasze zdrowie, długość naszego życia i ogólne zadowolenie z niego. Chciałabym by w naszym kolejnym domu mieć wielką kuchnię. Z wielką wyspą pośrodku nad którą będzie wisieć czosnek i zioła. Tam będziemy wszyscy wspólnie przygotowywać posiłki. Taki model śródziemnorski, gdzie życie rodziny się koncentruje się właśnie w kuchni! 🙂

Mamy niewiarygodne szczęście, że żyjemy w czasach pokoju

Piątek to taki dziwny dzień. Rano jadę do fabryki (dziś flagi przed wejściem były opuszczone do połowy), jestem spowrotem koło 14, więc ze spaceru i robienia obiadu nie wiele wychodzi. Za to koło 17 (bo na ogól jeszcze nie ma Diabla wtedy) padam na nos i razem z Dzióbą urządzamy kimunek. Budzimy się koło 19, jak Diabli wchodzi do domu. Co za tym idzie Kluska idzie spać nie koło 19:30, a po 22-giej. Zanim zaśnie jestem z nią chwilę w pokoju. Jak usłyszy, że wychodzę to wybudza się z letargu i ryk. Więc tak stoję w oknie, albo siedzę koło łóżka. Patrzyłam dziś na nasze osiedle: sąsiedzi z naprzeciwka jeszcze nie zdjęli światełek, więc choć chlapa, to jest ładnie: światełka odbijają się w kałużach, jest super cicho i tak pozytywnie. Tak sobie wyobraziłam jakiś kataklizm w tym miejscu i szybko wymazałam ten obraz. Dobre czasy mamy.

<><>

Fota z dziś. Całuśna dziewczyna tuli kota… Kot nawet o dziwo to lubi :)) Na fotelu żakiet w jakim mama była w pracy, a na podłodze walają się kredki – to drugie to efekt molestowania dziecka o laurki dla dziadków. Były kartki i ona miała je w środku pomalować. I przez tydzień nie wykazała zainteresowania :/ Dziadkowie dostali tylko po słoiku dżemu pomarańczowego (aha, bo zrobiłam drugie podejście 🙂

Perwersja w wersji kicz

Diabli ma kartę stałego klienta do sklepu gdzie kupujemy mu krawaty. 2x w roku w czasie wyprzedaży przychodzi do nas pocztą kartka, że od przecenionych rzeczy będzie mu odjęte jeszcze 20%. Wtedy też jedziemy na zakupy… I tak też było tym razem, czyli wczoraj. Niestety okazało się, że przecenione są dokładnie te same co w lecie i za bardzo nie ma w czym wybrać :/ Jakby nie było stoję i przeglądam (Diabli kazał mi wybierać a on sam poszedł pilnować Dzióby śpiącej w wózku). No i co przynoszę kolejny set ( set moich niebieskich typów, set pomarańczowych, set szarych) to wybrzydza coraz bardziej. W końcu podszedł do tych nie podlegających wprzedażom i zaczął wybierać. W tym momencie wybuchłam. No bo po kiego mnie ciągnął do sklepu skoro chce kupić coś co można kupić jak nie będzie takich tłumów w sklepie? Ze sklepu wyszliśmy, ale wymyślił, że musimy mu kupić pasek… I tour po sklepach z paskami… Lecz jeśli nawet trafił się taki odpowiedniej długości i z odpowiednią klamrą, to okazywało się, że to nie ten odcień jasnego brązu o jaki mu chodziło (miały być o ton jaśniejsze niż buty…) Sytuacja robiła się katastroficzna… I na samej końcówce już wychodząc powiedziałam: To może jeszcze zajrzymy do Zary?  I to było to!!! Diabli zwykł uważać, że to nie jest sklep dla prawdziwych mężczyzn i raczej do sekcji męskiej tam nie zaglądamy, ale chyba od wczoraj to ulegnie zmianie 🙂 Kupiliśmy dwa super brązowe paski + Diabli rozchorował się na punkcie wiosennego płaszczyka. Tak sobie zresztą wymyśliłam, że za rok pod choinkę kupię też tam tacie pasek.

Ale w gruncie rzeczy nie o tym. Jak tak włóczyliśmy się po sklepie mignęł mi sklep z bielizną (ten sam, gdzie przed świętami był super set majty i góra czerwone z białym futerkiem 🙂 I w tym sklepie na I-szym planie wisiały gorsety… Aż mnie dreszczyk przeszedł…  Za rok taki sobie sprawię i będę się realizować jako namiętna żona 😀

CorsetUnderbust Corset

James Daen XXI wieku

W jednym z nowojorskich apartamentów odnaleziono ciało niespełna 29-letniego Heatha Ledgera, aktora, który w minionym roku walczył o nominację do Oscara za kreację w dramacie "Tajemnica Brokeback Mountain". Policja nie wyklucza samobójstwa.

-Onet

Straszne.O tym, ze film o Brokeback Mountain jest dla mnie kultowy pisałam parę razy. To najlepszy film o miłości jaki zdarzyło mi się oglądać. On grał tego, który postanowił być twardzielem i przesunąć uczucie na plan drugi. I przegrał.

Nie wiedziałam też, że był taki młody, bo prawie w wieku Diabla.

Naszyjnik

Diabli pojawił się wczoraj po 20, ale za to z rocznicowym prezentem 🙂 Powalającym naszyjnikiem z  jasno-szarych (srebrnych?) pereł 😀 Jest wspaniały! (i mąż i gift 🙂 Prezent leżał w kremowym pudełku na białej poduszce. Diabli najpierw wszedł do łazienki (która jest zaraz przy drzwiach), a potem wyszedł z rękami za plecami. Oczywiście mi założył i zapiął i dopiero wtedy poleciałam do lustra zobaczyć jak wyglądam.

Trochę był rozczarowany, że nie witam go w pasie do pończoch przy zapalonych świecach, ale ja się pytam: jaki pas do pończoch obejmie ponad 100 cm w pasie?? Za to zrobiłam moj popisowy ostatnio rosół. Słoma z butów wyszła mi jeszcze przy otwieraniu pudełka. Jakoś tak założyłam, że podnosi się wieczko do góry jak w puszkach z czekoladkami, a je się odchylało do tyłu, bo tylnia ścianka była na zawiasikach. :/ I dlatego zresztą Diabli wszedł do łazienki, żeby podać mi to pudełko we właściwy sposób.

^^

Na barwę perły zasadniczy wpływ ma gatunek małża perłorodnego. Pinctada margaritifera z Polinezji produkuje perły szare, ciemnoszare i czarne z refleksem zielonym, niebieskim lub oberżynowym. Również głębokość bytowania małży perłorodnych ma wpływ na barwę; dotyczy to szczególnie małży wytwarzających perły o intensywnej barwie (Polinezja, Okinawa). Bytowanie małży na głębokości większej od 10 m powoduje zauważalne rozjaśnienie barwy produkowanej masy perłowej, np. jasnoszarą zamiast czarnej.

Starożytni Grecy wierzyli, że noszenie pereł będzie zapewniało materialny status i zapobiegało płaczom „nowoczesnych” kobiet. W czasach krucjat średniowiecznych, perły były najbardziej odpowiednim prezentem rycerza dla jego damy. Perły powinny być także trzymane osobno, aby nie porysowały się o inną biżuterię. 🙂

Potrzebuję specjalne pudełko na biżuterię!!!! 😉

Bawełniana rocznica -> Bawełniane gody

Dwa lata w zaśnieżone styczniowe popołudnie wzięliśmy ślub 🙂 Dużo było emocji i nerwów, ale ogólnie było cudownie i na maxa byliśmy tego dnia zakręceni sobą. Minęły szybko i dobrze te dwa lata. Ze świętownia rok temu za wiele nie wyszło, bo Diabli miał jakiś wyjazd, w tym roku jest lepiej, choć jeszcze nie wrócił do domu, a za rok po prostu musimy gdzieś wyjechać!

Oglądaliśmy ostatnio po raz kolejny fragmenty tego teleturnieju dla małżeństw i postanowiliśmy, że się zgłosimy. Na trzy pary zwycięzca jedzie do Brazylii, druga nagroda to weekend w Paryżu, a trzecia wizyta w SPA dla obu osób. Więc przegranych nie ma. Małżeństwo może mieć max 5-letni staż, więc się łapiemy. Było np. pytanie co jest najważniejsze: szczerość, lojalność czy coś tam jeszcze. I dobrze śmy się nawzajem zdiagnozowali. Dla Diabla najważniejsza jest szczerość, dla mnie lojalność. Czyli parafrazując, ja by nie zaogniać mogę kłamać i uważam to za ok, a Diabli czuje się zobowiązany do wyspowiadania mi się z każdego sms-a od innej kobiety i z każdego ognistego spojrzenia jakim jest czasem obdarzany…

Tylko jednoskładnikowe!!!

Szczerze i całkowicie obiektywnie muszę się przyznać, że robię rewelacyjny dżem truskawkowy. Żaden z kupowanych nigdy się smakowo do niego nie zbliżył. Spytacie: po co komu dżem? A otóż się przydaje. Np. takie naleśniki z dżemem… Połowa z serem, a druga z dżemem. Jeśli chodzi o składniki to sprawa prosta: jak jest sezon i ceny łubianek lecą i lecą w dół to mój tato za każdym razem przybywa do nas z dwiema łubiankami naraz. I chociaż sezon trwa dwa tygodnie to i tak nie można tego przejeść. Tym niemniej dżem z truskawek schodzi zawsze jako pierwszy.

Zupełnie niezła wychodzi też mi konfitura z rajskich jabłuszek. Używa się ich potem do słodzenia herbaty. I ile brat nie zapomni zerwać ze swojego drzewka przed przymrozkami to są co roku. Choć roboty z nimi trochę więcej.

Na fali tych dwóch sukcesów porywam się czasem na inne owoce. Np. tak jak wczoraj na pomarańcze… Pogoda była deszczowo-listopadowa, więc warunki doskonałe. Dzień zaczęłyśmy od zakupu składników.

Przede wszystkim postanowiłam działać globalnie. Wyobraziłam sobie, że można będzie tym uszczęśliwić jednych i drugich dziadków więc kupiłam od razu 6 kg pomarańczy. Przepisów w necie sporo, ja oparłam się na tym z czarnej oliwki równając go z paroma z forum Kuchnia. Otrzymałam wielką patelnię pomarańczowego przysmaku… Dużo było roboty z tymi zabiegami dzięki którym dżem nie ma za dużo goryczki, ale się udało. Jeśli mogę mieć tylko jakieś uwagi do znalezionych przepisów to trzeba dodawać dużo mniej cukru. Pomarańcze to słodkie owoce i z cukrem należy ostrożnie. Ja ratowałam całość dużą ilością soku wyciskanego z cytryn.

I nie wiem co mnie podkusiło, żeby zakombinować :[ Najlepsze są rzeczy jednoskładnikowe! ale trafiłam też na przepis marmolady czekoladowo-pomarańczowej… I wymyśliłam, że to będzie smakować jak moja ulubiona czekolada Lindta, tudzież delicje pomarańczowe… I był to zły pomysł. Smakowo jeszcze pół biedy, chociaż dużo słabiej czuć pomarańcze… Pojawił się też problem z goryczką, którą z takim trudem wyeliminowałam, a ona dzięki goryczy gorzkiej czekolady wróciła… Najgorsze jest to, że straciłam ten piękny kolor! Mam teraz kilka słoików z brązową bryją, które chyba pozostaną dla nas :[[[[

<><><>

Odkryłam na kolanach Diabla siniaki. Spore. A ponieważ był ostatnio na szkoleniu zaczęłam dochodzenie…

  • Kochanie, a co robiliście od 20 do 2 w nocy?
  • Tańczyliśmy.
  • Ty też? Ładne były dziewczyny?
  • Same stare baby po 60-tce. Z jedną tańczyłem.
  • Z najmłodszą?
  • Nieee
  • Najważniejszą??
  • Nieee. Z tą w zielonym.