Czaruś

Diabli odebrał wyniki swoich badań i stawił się z nimi u lekarza. Cholesterol tym razem gut, ale wątroba ciut niedoskonała :/ Może to niewłaściwe, ale w sumie to uważam, że dobrze- zawsze to troche nim potrząsa i zaczyna o siebie bardziej dbać. Ciśnienie nie za niskie, ale lepsze niż ostatnio, zato EKG w porządku. Rozmowa Diabla z lekarką:

  • Już powoli przyzwyczajam się do gabinetu i do pani i to ciśnienie coraz lepsze… Gdyby jeszcze nie ten biały fartuch…
  • Będę go ściągać jak pan będzie przychodził…

A efekt takiego cukrowania zawsze i wszędzie mieliśmy wczoraj w nocy, gdy zadzwoniła jego fabryczna komórka:

  • Znasz Justku taki numer: 508..
  • Nie
  • To odbieram. / Tak słucham?
  • (męski głos) Czy teraz jest pan w Krakowie?
  • Nie, a o co chodzi? Z kim ma przyjemność?
  • Tu mąż Agaty K. Powiedziała mi, że jest z panem w Krakowie.
  • Nie, ja jestem w domu..

Itd. I potem resztę nocy mieliśmy gorącą linię, podczas której Diabli z koleżankami w fabryki ustalali z kim też panna A. wyjechała na przygodę. Wnioski wstrząsające choć logiczne.

A jak tak sobie myślę, że durne te chłopy. Jakoś myślą, że jak młody i ładny to pewnie baby o nim marzą. A przecież jak ładować się w romans w pracy to tylko z kimś ważnym. Co i podwyżkę załatwi i awansować może. Jeśli na dodatek jest jeszcze na czym oko zawiesić to wybór żaden.

<><>

O wypadku Ferrari pewnie już wszyscy słyszeli. Dorzucam więc tylko do tematu linka do zdarzeń: warto zajrzeć, ja mam go od dawnego samochodowego znajomego. Mówi się tam o tym, jaką prędkość miało auto (niekoniecznie 200) i dlaczego władowało się w słupa. Ta hopka na Puławskiej to takie miejsce, gdzie wszyscy naciskają na gaz, bo się tak przyjemnie wyskakuje :/ Ale jak widać nie jest to dobry pomysł. Mam znajomych, którzy mieli kiedyś Matisa i sprzedali to auto przed upływem pól roku. Jako powód podali właśnie przyczepność. Samochód po pokonaniu torów tramwajowych w mieście leciał niczym samolot i zupełnie było niewiadomo gdzie wyląduje i czy w trakcie lotu nie zmieni kierunku.

Złe matki

Jakoś tak chciałam depresyjnie uderzyc, ale zauwazylam wpis Ukrytej i w sumie czemu nie 😉

Reguły zabawy (podobno rok temu w necie już krążącej) są takie :

  • Podać link osoby, która nas "ustrzeliła".
  • Zacytować na swoim blogu reguły zabawy.
  • Wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat.
  • "Strzelić" do następnych 6 osób.
  • Uprzedzić wybrane osoby wpisując post na ich blogu.

1. O tym, o czym miałam wczoraj pisać: mam taką shizę, że matki, które miały cesarkę są gorsze. To przecież bezsens i głupota tak grzebać. Tak jakbym nie miała poważniejszych problemów. W gruncie rzeczy to przecież bez znaczenia! Mało może śmieszne, ale z całą pewnoscią nieważne.

2. Bardzo długo nie umiałam korzystać z zegarka wskazówkowego… 🙂 Właściwie to nauczyłam się z niego korzystać dopiero na… studiach. Rodzice dali mi budzik i chcąc być na czas na uczelni musiałam rozgryźć system. Wcześniej korzystałam z elektronicznych. Przypomniało mi się to teraz jak oglądałam z Dzióbą Franklina (taką bajkę o żółwiku), który uczył się czytać z cyferblatu.

3. Kiedyś mieszkałam w zimnym domu. Właściwie to nie był zimny, ale trudno go było ogrzać. I czasem po południu jak wychodziłam do szkoły (pracowałam wtedy w takiej prywatnej szkole języków obcych) to żeby się nie rozbierać do gołego ciała, nakładałam stanik na t-shirta… (bo to zawsze lepiej wygląda jak jest niż jak go nie ma 😉 Na taki zestaw szedł golf lub sweter. I traf chciał, że pojechałam potem na randkę. I zapomniałam o tym mixie. I mój ówczesny ex to odkrył. Ależ to był shame!

4. Jako dziecko panicznie bałam się ubrań położonych na krześle (a śmiałam się z lęków Diabla przed otwartą szafą). Pamiętam taką noc, jak przyszłam do rodziców do łóżka i jak sparaliżowana doczekałam między nimi rana patrząc na ubraniowego potwora.

5. I jeszcze jeden lęk (tyle, że współczesny), bo lęki są wyjątkowo irracjolnalne. Śni mi się czasem, że jestem w szkole. Nienawidzę tego snu. Jest taki rzeczywisty i każdorazowo mnie przeraża! To jest jedna z przyjemniejszych rzeczy w życiu: nie być już uczniem! 

6. Kiedyś poznałam Alfonsa. Prawdziwego. To był super zabawny koleś i świetnie sie z nim tańczyło! 🙂

<>

Wyzwanie przerzucam do:

  1. Małej-muu
  2. Akaszy
  3. Olci-d
  4. Lacktris
  5. Kaszalotka
  6. No-surprise

Za zamieszanie przepraszam 😉

Kraśko superstar

"Ponoć wybitny dziennikarz Piotr Kraśko przy okazji "Katynia" zadał takie pytanie Żmijewskiemu:

 
"- Jakby sie Pan zachował na miejscu polskich żołnierzy w Katyniu?"
 
 Nie wiem, jakby się zachował Żmijewski, ale wiem jakbym się zachował na miejscu Kraśki. Strzeliłbym sobie w łeb."
<><><>
Rusza nowy serial: 39,5. Od marca. Komedia o kryzysie wieku średniego w męskim wydaniu. Bardzo lubię tego gostka, który tam będzie grać – ma taki dla mnie urok dyskotekowego amanta (i szczerbę między zębami 🙂  Diabli zresztą też uważa, że facet ma to coś 🙂 A tak na marginesie to chyba mój ulubiony aktor 😉
 

Poszedł do szkoły bez tornistra!

Wielką zagadką jest dla mnie czym zajmuje się mój mąż… Rano o 6 z minutami, ubrany jak rasowy pimp w płaszcz z szalowym i prawdziwie futrzanym kołnierzem wychodzi do fabryki i w okolicach godziny 19 jest spowrotem. Kiedyś sądziłam, że jest gońcem. Ile razy bym nie dzwoniła, nigdy go nie było pod telefonem, ale czas mijał, luby zmieniał działy i numer telefonu, ale z jego dostępnością było cały czas krucho… – a chyba nie przenosił by się z departamentu do departamentu na stanowisko starszego gońca?

Dziś zadzwonił koło 9 rano:

  • Tak to jest jak mi chowasz laptopa!
  • Ale co się stało?
  • Nic! Został w domu! Przyjadę po niego koło pierwszej.
  • Ale co Ty będziesz robił do tego czasu?

O 14 zadzwonił znowu:

  • Jednak nie przyjadę.
  • A ktoś zauważył, że Ty nic nie robisz?
  • No szef. Chciał mi dać swojego laptopa, bo on ma dwa.
  • Wziąłeś?
  • Nie.

W domu był o 19…. ??? Miałam taki powtarzający się koszmar w szkole, że nie wzięłam tornistra. Każdorazowo budziłam się zlana potem. Ale Diabli był lepszy. Ponoć wychodził z kubłem śmieci, spotykał kolegów i szedł z nimi do szkoły. Jak widać pewne nawyki mu pozostały.

Poza tym jutro ma kolejne badanie cholesterolu, więc o 17 zjadł kilka sałatek (podobno) i to był jego ostatni posiłek. Jest głodny i zły. Wg mnie to taki typ, który lunatykując w nocy może dojść do lodówki. Ale tam nie za wiele znajdzie… 😉

Singapur Laksa

Dziś wydawaliśmy obiad urodzinowy Diabla. Goście to jego rodzina. Nad menu zaczęliśmy myśleć już w piątek. Koniec końców wybraliśmy:

  • Carpaccio z łososia – ostatnie danie popisowe Diabla, do tego były bagietki, które się kupuje z surowego ciasta i w piekarniku piecze.
  • Sinagapur Laksę – czyli zupę na bazie zestawu przypraw od Lutki: była zupełnia inna: z jajkami przepiórczymi, kiełkami fasoli moon, mlekiem kokosowym, krewetkami i chińskim makaronem. Dość ostra w smaku, ale uważam, że wyjątkowo smaczna.
  • I dwa desery: panna cottę oraz pudding figowy z polewą z cukru trzcinowego.

Rano zadzwoniłam do Lutki, żeby jej powiedzieć, że mamy przyjęcie i że zadzwonię wieczorem powiedzieć jak mi wyszło, ale się dowiedziałam, że nie może ze mną rozmawiać, bo szykuje "chiński obiad" dla znajomych :)) Szybka konfrontacja przepisów i wydało się, że podobnie wykombinowałyśmy 😉

Teraz z nią rozmawiałam i mówi do mnie: Po prostu świetne mi wyszło… Więc odpowiedziałam: No mi też :)) Także, takie jesteśmy zdolne.

Diabli pojechał na kosza zrzucać urojone kilogramy, Kluska zasnęła na noc o 18:40, ja pewnie zaraz trzasnę sobie jakąś maseczkę i ogólnie weekend uważam za udany! Zato za tydzień musimy już pojechać kupować łóżko dla Łuczywa (bo lada moment jej dotychczasowe zostanie zajęte!). A musimy ją jeszcze do niego przyzwyczaić :/ Wstępnie wybraliśmy hensvika z Ikei. Materac będzie z Allegro.

HENSVIK Rama łóżka z barierką

wynalazkowo

1. Oglądaliśmy dziś wanny na gazecie. Marzy się Diablemu wolnostojąca, ale to jak będziemy kiedyś mieć większą łazienkę… Za to znalazł łazienkę dla dziewczynek. Tylko wymyślił, że powinna mieć dwa wejścia – jedno do jednego, drugie do drugiego pokoju. I dwie umywalki 🙂

Owalna, wolno stojąca, stalowa wanna Avantgarde

2. W połowie lutego na Lazurowym Wybrzeżu odbywa się Cytrynowa Fiesta. A Diabli jest uzależniony od cytryn. Jak byliśmy w Rzymie to kilogramami pożerał lody o smaku limoncetto… Fiesta, parady, dżemy cytrynowe i całe miasto zalane żółtym kolorem… Trzeba będzie się tam kiedyś wybrać! Wtedy przyda się linek 🙂 

3. Oglądaliście już reklamę nowej telefonii komórkowej Mobilking? Maż mi zamiera za każdym razie kiedy mu mignie w tiwi. Polecam odpalać tę trzecią ikonkę:))

Sprawdź jaki jest MOBILKING

Rano wstałem, nic mnie nie bolało, więc profilaktycznie zjadłem cztery pestki dyni na prostatę i poszedłem do pracy

Tym tekstem, oraz Trzydziestka dla mężczyzny jest jak 18-stka dla kobiety Diabli odpowiadał dziś na pytanie: I jak się czujesz jako trzydziestolatek?… 🙂 Bo 30 lat temu w okolicach 9 rano przyszedł na świat. W pracy urządził świętowanie z torcikiem, tym bardziej, że zbiegło to się w czasie z nowym fabrycznym autem (i dobrze, i źle – dobrze, bo zawsze łatwiej się nam będzie zapakować do czegoś większego, źle – bo znów przesuwa się w czasie decyzja o szukaniu nowej roboty – bo tej ja nie lubię :/). Resztek podobno pysznego torcika ciężarnej żonie do domu nie przyniósł, za to wsród prezentowych zdobyczy znalazły się kolejna piłka do kosza (po co???), whisky ("czarna, bo starszych nie było" ) i cd Justina Timbarlaka (zdaje się, że Diabli na jakimś szkoleniu pokazywał dziewczynom jak on tańczy 😉

<><>

A ja dziś miałam swoje zajęcia i Łuczywo zostało z babcią Rurką. Przyszedł na chwilę dziadek Samuraj i zapytał dziecko:

  • A gdzie tata?
  • Tata, pa-pa…
  • A mama?
  • Mama, pa-pa…

I polało się morze łez :)) Ale mądralińska jest niesłychanie! 😀

Przyjaciółka w niedoli, kompan o równie ignorowanych potrzebach, lek na całe zło..

z tinom

Czyli kocica Tina. Czasami mam wrażenie, że uwielbiana przez Łuczywo bardziej niż resztę domowników. I czasem mam wrażenie, że z wzajemnością… Tym niemniej jednak, rano doszło do jakiegoś nieporozumienia (podejrzewam, że Łuczywo chciała pokazać Tinie na czym polega prawdziwe zespolenie: No chodź ja położę się na Tobie i będziemy jednością 😉 i kot tego nie wytrzymał i odznaczył buzię Kluski rzymską dwójką. Zaczynającą się na czole, biegnącą przez nos i kończącą na brodzie… Ryku co nie miara. Przerażona matka w pierwszej chwili myślała, czy jechać na pogotowie, ale po przeglądzie sytuacji okazało się, że nic się nie stało, a najbradziej krwawi warga, która po prostu od razu spuchła… No mają problem zwierzęta z tymi falami miłości, którymi bombardują dzieci 🙂 Jakby nie było już po godzinie miłość kwitła na nowo.

Babcia Lucia dziś wróciła ze swoich wojaży. Pojawiłyśmy się na trasie jej przejazdu z lotniska do domu i otrzymałyśmy siatkę z australijskimi mango. Było oczywiście pytanie, co zrobiłam jej wnuczce z twarzą, ale Łucja sama wyjaśniła, pokazując ślady na czole, że to Niaaa zrobiła 🙂

Z mango miałyśmy zaczekać na tatina, ale miałam lekką muchę na niego, więc zjadłyśmy same. Potem trochę był boomers :/

<><><>

Znajoma jest na stypendium w Helsinkach 🙂 Próbuje tam pisać doktorat. Ostatnio przyuważyła, że jak odtańczyła Bee Geesów po wyjściu spod prysznica to zorientowała się, że jakiś Fin ją podgląda… To taki śmieszy kraj (protestancki) gdzie nie ma zwyczaju montować firan w oknach :)) I opisała to na swoim blogu. Przypomniałam więc jej jak kiedyś była nad jakimś ciepłym morzem to jakiś rosjanin ją skomplementował, że "U Was choroszaja grudz" więc w sumie niech i taki Fin ma coś od życia…

Wklejam jej story, bo niezłe 🙂

"Tak, to było na Krymie: jedyny raz opalałam się topless i jakiś koleżka z Moskwy "dogonił" mnie w wodzie (poszłam pływać w staniku – czy ktoś może mi wytłumaczyć logikę mojego postępowania?!?!) i szczodrze obdarzył komplementami.
Od razu przypomniał mi się dowcip o dwóch Gruzinach.
Dziewczyna pływa sobie w Morzu Czarnym, nagle czuje, że ktoś zrywa z niej górę od kostiumu. Zaczyna krzyczeć i słyszy:
– Spokojnie, to my, delfiny!
Należy opowiadać po rosyjsku ze specyficznym gruzińskim akcentem."

🙂

Jabłko z cudzego sadu zazwyczaj staje ością w gardle bez względu na to, jak dobrze smakuje…

 – z naszej-klasy, słowa mojej podstawówkowej przyjaciółki do kolegi z klasy 🙂

Szukałam czegoś o baby showerach i trafiłam na firmę zajmującą się robieniem gipsowych odlewów ciążowych brzuchów. Strasznie mi się to spodobało, chociaż cena nie mała. Lecz mam nadzieję, że pojawią się tańsi naśladowcy. Pokazywałam Diablemu, ale zapytał: Gdzie Ty to chcesz postawić? Nigdzie nie ma miejsca…Nie będzie można przejść obok, bo się nikt nie przeciśnie… Do rozważania pod kątem kosztu nawet nie doszło. Ale już oglądając galerię brzuchów, widać, że każdy jest inny! 🙂

W kwestii braku miejsca zamówiłam gościa od szafy na wymiar. Ułożyłam w szafie na osobnej półce ubranka nowej Kluchy i zrobiło się jeszcze ciaśniej. Komandor ma tak, że projekt robiony jest gratis, a termin wykonania ustala się osobno. Na ich stronie jest konkurs: wygraj szafę do zabudowy! Trzeba wysłać zdjęcie tego co tam chcemy wcisnąć/jaką szafę chce się wymienić i internauci głosują które wnętrze potrzebuje szafy najbardziej. Nawet przez chwilę myślałam by wysłać i naszą wnękę, ale po pobieżnym obejrzeniu galerii stwierdzam, że nie mamy szans :)) No cóż, niech więc przyjdzie zrobi projekt i wycenę i będziemy myśleć. Bo może zlecimy to komuś innemu? Ja to bym zrobiła bez drzwi (chodzi o wnękę w sypialni), tylko wiszaki i półki na takim szkielecie, wtedy to będzie bardziej taka garderoba, a nie szafa, ale Diabli ma taką obsesję, że z szaf… wychodzą potwory… No nie zaśnie, jak drzwi od szafy czy szafki są otwarte! Taki jakiś strachliwy ten mój macho :))

Baby boom po polsku

Znajomemu Diabla urodziło się czwarte dziecko. Wszystkie w jakichś takich krótkich odstępach. Nie wiem co robi ona, ale on pracuje w jakiejś firmie i chyba przyzwoicie zarabia. Mieszkają razem z jego rodzicami – na ich domu zrobili dwupiętrową dobudówkę i tam urzędują. A mi przyszło do głowy, że nie mają racji wszyscy ci piewcy sukcesu gospodarczego głoszący, że ludziom rodzą się dzieci bo lepiej zarabiają. Często ci których na dzieci stać, nie mają dzieci, albo wystarcza im jedno. Ani socjolodzy, którzy przyczyny dodatniego przyrostu upatrują w wyżu demkratycznym z ’70,który właśnie zaczął się rozmnażać. Wg mnie dzieci się rodzą, bo jest jest to wynik pewnego rodzaju mody czy też sposobu stylu życia. Wszyscy wokół mają dzieci lub je planują, gadżety dziecinne są coraz fajniejsze (chociaż większe koszty to chyba średni argument), a pieluchy i inne wynalazki znacznie uprościły opiekę nad dzieckiem. Poza tym posiadanie dziecka to  takie zwieńczenie związku dwóch osób – ukoronowanie ich uczucia.  I w tę stronę bym poszła w szukaniu przyczyn chęci posiadania dziecka. Jeśli chodzi o roczniki, które chcą posiadać dzieci to moi rówieśnicy (czyli ci ze ścisłego boomu) tak za bardzo potomstwa nie mają. Mają starsi, mają młodsi – ja bym to raczej wiązała z grupą znajomych. Zajrzałam też dziś na dawno nie odwiedzany blog i po przeczytaniu zaległych wpisów odkryłam, że Polaków za granicą ta zaraza na dzieci też ogarnia! Gratuluję Ukryta! 🙂

Dostałam natomiast dziś meila od znajomej (bliżej niż dalej czterdziestki), która za 10 tygodni ma termin. I wybrała poród w Stanach. Po przeczytaniu jej meila mogę tylko powiedzieć: zazdroszczę. Warunków porodu, opieki nad ciężarną i ogólnego luzu czy przyjmą ją do szpitala… Więc nie mają racji też ci którzy twierdzą, że podniósł się poziom opieki zdrowotnej i to stąd ten boom. Może i się nieco podniósł, ale nie przesadzajmy, że to może być powód.

<><>

Fidel zrezygnował z rządów. Władzę obejmie jego brat. Jak mi to dzis powiedzieli w radiu to od razu dodali, ze Castro tysiace zamknal w wiezieniach, a iluś tam zabil. I tak mnie naszło,  że wszyscy zawsze po tych dyktatorach jada.
Ja nie byłam, ale rodzice byli na Kubie i mowia, ze z mentalnoscia Kubanczykow nic sie nie da zrobic i tam taki system musi pozostac. Podobnie jest z Białorusią. Świat się ekscytuje Łukaszenką, a co mi ktoś opowiada wrażenia z podróży to mówi, że ludzie są zadowoleni. Za słaba jestem merytorycznie na polemike o dyktaturze, ale przeciez nie moze wszędzie być tak samo. To by był jakiś koszmar!