Oddajcie mi moje cycki!!!

🙂 Z okresu ciąży najgorszy jest tzw. IV trymestr, czyli połóg… Nie dlatego, że kończy się doładowanie jakie gwarantowała ciąża, ale z powodu czynników psychicznych. Wszyscy nagle chcą Cię na siłę uszczęśliwić. Odwaliło się kawał dobrej roboty i coś Ci się ponoć należy. A przecież syndrom wicia gniazda był parę miechów wcześniej i wszystko już się ma. I najchętniej by się chciało trochę spokoju. W związku z czym jeśli kiedyś przyjdzie mi do głowy być jeszcze w ciąży obiecuję od połowy ciąży tworzyć listę potrzeb. Chyba, że ktoś ma magiczą kulę, która sprawi, że biodra mi się szybciej zmiejszą i będę mogła się normalnie ubrać, tudzież zabierze ze dwa numery z mojego biustu. Jako posiadaczka średniej statystycznej z zadowoleniem przyjęłam naturalne powiększenie I trymestru, ale to co jest teraz to już jest lekka przesada.

Łucja nie może się zdecydować jaką rolę zająć w układzie Ja-Lila-ona. Czy ona jest dziecko, czy matka? Wczoraj mój brat przybył z fotelikiem – takim co wibruje i gra. Fotelik jest do 9 kg i jak można przewidzieć zajął go nasz 11-kg klocek 🙂 Z drugiej zaś strony jak małej się ulało, stale ją pilnująca, Łucja z miną ojej i okrzykiem ooo poleciała po pomoc. Nie mówiąc już o tym, że dziś rano postanowiła ją nakarmić piersią 🙂 Zsunęła sobie bluzkę- dekolt do pasa, położyła się na głowie małej i zaczęła ciumkać 🙂 

Diabli zaczyna w domu się męczyć… Dwa razy dziennie odkurza, a dziś pojechał do serwisu ze zbitym lusterkiem i przy okazji jak przystało na wszystkich ludzi na urlopie zajrzał do fabryki. Za to jak wróci pójdziemy na spacer. Narazie mamy małą namiastkę w warunkach ogrodzonych. 

Dziś zmiana czasu!

Wczoraj zjawiła się babcia Lucia obejrzeć swoją drugą wnuczkę. Tradycyjnie (choć łagodniej niż półtora roku temu) oberwało mi się za zaniedbanie. 😦 ("Ten sweter to powinnaś wywalić" ). Lila jej się spodobała, choć jakaś taka się wydała malutka i dopiero za półtora roku będzie z nią kontakt. 🙂 Potem odpierałam ataki, że ja nic nie chcę i że dopiero za jakiś miesiąc będę wiedzieć jaki mam rozmiar. Nie mówiąc o tym,  że musimy postawić sobie szafę, żebym mogła się przekopać przez to co mam i czego nie nosiłam przez ostatnie pół roku.

Po wielu trudnych dniach Diabli skończył wypisywać Pit-y. Wyszło nam, że w tym roku również mamy zwrot podatku. Czasem dobrze jest jednak niewiele zarabiać 🙂 Teraz trzeba tylko odwieźć to do Skarbowszczaka, tyle, że mąż się boi, że trochę nam za dużo znowu wyszło… I jak pojedzie z wnioskami, to od razu go zamkną 🙂 I jego linia obrony to będzie, że mu tak teść kazał wypisywać 😉

Jakby nie było, na konto przyszłego dostatku kupił 8 nowych win, które uzupełniły domową winotekę. Pierwsze pół butelki (chianti) wytestował wczoraj i jak widać dobrze mu się po tym śpi! 🙂

Zaprawdę powiadam Wam mąż w domu to spory problem…

Podobnie jak po narodzinach Łuczywa Diabli wziął sobie dwa tygodnie urlopu by opiekować się swoją powiększoną rodziną. Pierwszego dnia dostałyśmy wszystkie śniadanie do łóżka… Niby pięknie, ale mamy z Diablim inny cykl jedzeniowy. On  nie jada wieczorem, zato rano ssie go tak już od 7. Ja jadam wieczorami i głód dopada mnie dopiero po 9. I takich różnic wyłazi cała masa. 

Pamiętam, że ostatni raz odetchęłam jak w końcu wrócił do pracy 😀

Chociaż będzie mi pewnie brakować tego gnuśnienia na kanapie wieczorami przed tiwi (aktualnie lecą "Duchy Goi"- …straszna rzecz ta Inkwizycja:-0 ). Pamiętam, że jak Łuczywo była taka malutka jak Lila to leżała między nami tak wieczorem i Diabli powiedział: Musimy sobie takie co chwila robić 🙂 No i teraz mamy takie same myśli.  Bo strasznie udane nam te nasze klony wychodzą! 😀 Nie mówiąc już o tym, że ta ciąża to minęła niezauważenie i błyskawicznie. Miałyśmy kiedyś taki topik na sierpniówkach czy aby mieć dziecko należy przygotować sobie zaplecze finansowe. I chociaż ogólny wątkowy wniosek był, że tak, uważam, że tak do końca to nie jest ważne, bo nie wszystkie wydatki można przecież przewidzieć! Dobrze by było by być w stanie zapewnić każdemu dziecku własny kąt w domu (własny pokój), ale wiele rzeczy to kwestia poustawiania priorytetów.  Tak uważam.

<><>

Widzieliście tę obłędną reklamę n-tiwi: Marchewkę kupiłeś? Niby to straszne, że kobieta w reklamie to zawsze taka hetera, ale muszę przyznać, że w takich rolach wypadamy najzabawniej… 🙂

Toxykologia jeszcze nie znała takiego przypadku

– również Diabli, ale tym razem o sobie (od świąt męczy go biegunka…Było nie jeść poza domem! ;/)

Dziś mija tydzień od Wielkiego Czwartku– wielkiego i biblijnie i naszo-rodzinnie 🙂 Lila chyba trochę przytyła (ale z braku wagi trudno określić czy rzeczywiście) lecz wciąż jest szczuplakiem. Łuczywo powoli przywyka do tego, że mama już jest, chociaż jak wraca ze spacerów z Diablem to wchodzi do domu lekko wątpiąca mówiąc: Nie ma i cieszy się, jak odkrywa, że jednak jestem :)) Siostrzyczkę regularnie dokarmia (dziś znalazłam za kołnierzykiem Lili spory kawałek makowca :/) i wchodzi do jej łóżeczka. Przykrywa się kołdrą i kręci sobie karuzelą. Gorzej jak chce wyjść bo robi to głową w dół…

Moja blizna na podbrzuszu 😉 ma się dobrze. Szwy tak do końca się jeszcze nie wchłonęły, bo czasem coś pociągnie, ale zakładam,że koło poniedziałku z czystym sumieniem wejdę do wanny i nie będę musiała się zadowalać prysznicem… Nie wtajemniczonym zdradzę, że przy każdej kolejnej cc, wycina się bliznę po starej. Ta jest ciut wyżej niż tamta i przy okazji wycięto mi kawałek brzucha 🙂 I to jest bardzo miłe.

Poza tym odkrywam po raz setny, że człowiek ma pamięć złotej rybki. Wyleciało mi zupełnie z głowy, że takie mini-dzieci te qpy walą non-stop i to pod sporym ciśnieniem. No i dziś udało się się w ten sposób załatwić wyczyszczoną dwa tygodnie temu kanapę. Okoliczności banalne, czyli paro sekundowa przerwa między jedną pieluchą a kolejną…

Ależ trudno być księgową!

 – Diabli wypisujący nasze pity… Inny txt to: Czy Ty musisz mieć pity z tylu miejsc??? Więc mówię, że nie. Że ja chętnie mogę nic nie robić w 2008 😀

Podobno jak chce się ocenić czy małżeństwo chwilowo skłócone ma jeszcze jakieś szanse, trzeba mu zadać pytanie: Czy pamiętacie początek Waszego związku? Spróbujcie sobie to teraz przypomnieć. I jak się uśmiechną tzn. że jeszcze wszystko jest do odkręcenia! 🙂

A dziewczynki mają się coraz lepiej ze sobą. Lila jak na noworodka przystało sypia z otwartymi ustami i zdarza się jej robić taką rybę 🙂 I Dzióba wtedy ją całuje w usta. Dziś przeczytałam, że robiono niemowlakom takie testy, które pokazały, że one niewiele czują. Tak natura to urządziła, żeby nawe najbardziej nieporadna matka nie mogła skrzywdzić dziecka. Więc się trochę wyluzowałam i już tych moich królewien tak strasznie nie pilnuję. Tzn. lookam, ale nie sprawdzam co chwilę, czy Łucja nachylona na małą nie przygniata jej dłoni. Dodajmy dłoni w rękawiczkach, bo się na maxa drapie :[

A i jeszcze… Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie ma żadnych problemów :[ Łucja założyła, że Liljanka to dziecko moje i jej :/ I nie dopuszcza do niej Diabla. Krzyczy na niego, macha rękami i nie pozwala mu do niej podejść oraz odciąga za nogę jak tato się w końcu przedrze… I co z tym zrobić?

Poród w Madurowiczu, czyli historia zadowolonej pacjentki

No więc po kolej jak to się potoczyło (korzystając z tego, że mała śpi, a większa ogląda z ojcem snookera ;)…

Czas jakiś temu w ciąży z Łuczywem oszukałam się straszliwie gina doskonałego. Koniec końców zmianialam go trzykrotnie i zaden tak do konca
mi nie pasowal. Ten ktorego ostatecznie wybralam pracowal w szpitalu gdzie chcialam rodzic (czyli na Madalińskiego) i chociaz klinika w ktorej dorabial byla w II-gim koncu miasta, dzielnie tam gibalam jeszcze pod koniec lipca.
Na poczatku sierpnia on szedl na 3 tygodniowy urlop, a Łuczywo urodziło się w połowie sierpnia. Ale who knows, moze to, ze mialam go wbitego od polowy ksiazeczki zawazylo na tym, ze porod wspominam dobrze.

Tym razem wyborem gina sie nie przejmowalam. W klinice ktora mam 5 minut od domu i mam wykupiony pakiet wybralam babke, ktora przyjmuje w soboty (bo Diabli teoretycznie mógł sie wtedy zajac swoją pierwszą córą). Traf chcial, że babka była z Łodzi z Akademii Medycznej.

Jak zaczely sie pojawiac te niusy  o problemach na stołecznych porodowkach się lekko załamałam :[ . Miałam świadomość, że jak cos sie zacznie, to jakos to sie potoczy i bedzie dobrze, ale jak podjechalam do dwoch szpitali to az mi sie zachcialo plakac. Żadnego pewnika, gdzie będzie miejsce, kiedy i za ile mnie przyjmą.

Lekarze od USG + jakis zewnetrzny spec potwierdzili, ze wg nich bedzie kolejna cc. Że pępowina skupiła się wokół szyi (co się zresztą potwierdziło) i spadki tętna pewnie też wystąpią i choć pewnie będą niegroźne cc będzie na 99%. Tyle, ze jako, ze nie ma miejsc w szpitalach, mam sie w nich pojawic dopiero jak zaczna sie skurcze.

Wiec sie tej mojej gin zapytalam: Pani dok, takie hipotetyczne pytanie. Czy jesli bede miec jakies problemy z dostaniem sie do szpitala, moge sie pani zwalic na glowe  do Łodzi?

I babka powiedziala, ze oczywiscie.
I kamien spadl mi z serca (to chyba było nawet wtedy słychać).
Nagle okazalo sie, ze moge sie poczuc jak mieszkanka Europy i nie muszę się martwic czy przyjma mnie do szpitala.

Po drodze z coraz większą dystansem czytałam niusy o tym, co się dzieje w szpitalach. O tym, że porodówka na Solcu zamknięta, albo wpisy na marcówkach o sytuacji o miejscach(...Ogólnie, to z miejscami jest bardzo krucho. Słyszałam jak lekarze rozmawiali, że nawet nie mają gdzie poupychać dziewczyn po cesarce. W nocy z piątku na sobotę podobno było 19 porodów, wszystkie sale zapełnione. W poniedziałek na porodówkę przyjęli przy mnie dwie dziewczyny, ale wydaje mi się, że one miały opłaconą położną, albo chodziły do jakiegoś pana profesora z odstającą kieszenią…")

Dalej już historię znacie. W niedzielę wylądowałam w Łodzi w szpitalu i zajęłam przdostatnie wolne miejsce. Od poniedziałku rano miałam robione różne badania (ktg, usg, przepływy, badanie krwi, itd) i wpisano mnie w grafik cięć planowych na czwartek. Dziewczyny w pokoju były naprawdę spoko, pielęgniarki, lekarze i orszak studentów, który towarzyszył wszystkim zabiegom medycznym był też całkowicie w porządku. Jedyne zastrzeżenie mogę mieć do żywienia (marmelada i mortadela), no ale to problem ogólnopolski. Po drodze rozdawali paczki dla przyszłych mam (takie z próbkami produktów dla niemowląt) i ja dostałam cztery, żebym wiedziała, że tu o mnie lepiej dbają niż w Warszawie 🙂

W czwartek rano ok 11 zabrano mnie na stół 🙂 Wcześniej Diabli odbył rozmowę z moją gin, że on nie odda córki po operacji:

  • Ja mam doświadczenie!
  • Proszę mi wierzyć, lepiej jak po cesarskim cięciu dziecko poleży dobę w inkubatorze i się wygrzeje.
  • Ale ja już mam jedną córkę.
  • To jak będzie pan chciał syna, proszę się do mnie zgłosić powiem jak zrobić.
  • To musi być bardzo skomplikowane…
  • Łatwiejsze niż pan myśli.

🙂 Dostałam inne znieczulenie niż ostatnio, chociaż też w kręgosłup. Może pani czuć szarpanie i ciągnięcie, ale nie ból. I tak też było. Anastezjolog przemywając miejsce do wbicia igły powiedział:

  • Ale ma pani brudne plecy… 🙂
  • A jakie mają być, skoro ja tuż już od niedzieli i nie ma mi jak mąż pleców umyć?

Podczas operacji gin powiedziała:

  • Muszę przyznać, że koledzy z Madalińskiego zrobili dobrą robotę 🙂 Macica jest wa takim stanie, że wytrzyma jeszcze jedno dziecko […].  Wątroba w porządku, trzustka bardzo ładna…

A potem już sobie rozmawiali o jakimś studencie, który poszedł na skargę do dziekana, że nie dano mu wbić znieczulenia. I śmieli się, że jeszcze przez najbliższe dwa lata mu takiej szansy nie dadzą 🙂

Chwilę po tym jak rozmowę przerwał skrzek Lilianki wyjechałam z sali i pojechałam na blok pooperacyjny. Ta część jest najbardziej inna od tego co było na Madalińskiego. Być może dlatego, że to ośrodek akademicki i cesarka jest traktowana jak operacja, a nie zabieg położniczy?

Podpięto mnie pod masę urządzeń, które miały mierzyć mój stan pooperacyjny. W nosie miałam rurki z tlenem, przez 5 godzin mierzono mi tętno i zapis bicia serca, podpięto kroplówę, dostałam zastrzyk przyspieszający obkurczanie macicy (akurat to chyba jest standart po cc w całej Polsce), dowiedziałam się, że podczas zabiegu straciłam 350 ml krwi (czyli niepełne dwie szklanki) co jak na operację na najważniejszym mięśniu brzucha jest niedużo (tak mi się wydaje). Pobrano mi krew parę godzin po i dobę po co miało na celu porównanie jak się regeneruje organizm. W ścienie miałam dzwonek, z którego korzystałam jak mnie coś zabolało (przybiegała pielęgniarka i ładowała kolejną dawkę znieczulenia).

Po upływie doby przewieziono mnie na dział poporodowy. Tam siadłam na łóżku i pół godziny później poszłam do pokoju naprzeciwko, gdzie był pokój noworodków. Wzięłam tego szklanego bolida z moją córką i już jej nie oddałam 🙂 Do tej części szpitala można się zresztą najbardziej przyczepić. Nie było poradni laktacyjnej, za to ogólnie dostępne mleko modyfikowane, na które decydowała się większość mam. Chyba zresztą mają dobre relacje ze sponsorami, bo właściwie można było przyjść do szpitala bez niczego. Dostawało się i pieluchy bez ograniczeń, i ubranka dla dzieci, i koszule (takie te szpitalne) można było wymieniać co parę godzin i wkłady poporodowe + wszystko inne.

Nie było też szpitalnego psychologa, który bywa mamom po cesarkach potrzebny (mi ostatnio był).

Na szczęście obie te instutucje nie były mi tym razem potrzebne. Mleko miałam już od kilku tygodni, a dół poporodowy mnie tym razem ominął.

Całość była całkowicie bezpłatna.

I szpital Akademii Medycznej w Łodzi polecam! 🙂                                                                                                

„Utro wiecziera mudrieje”

Pierwsze dwa dni za nami 🙂 Wygląda na to, że damy jakoś radę. Łuczywo jest nieco skołowana nową sytuacją i w nocy jak Lilu (mistrz zdrobnień Diabli nazywa ją Liljanka 😉 płacze, to Łuczywiasta też odpala syrenę, żeby nie było, że ona nie potrafi i że jeśli my na to reagujemy, to ona też może.. No ale zakładam, że taka aklimatyzacyjna sytuacja nam zajmie około tygodnia. Poza tym jest dość zainteresowana małą siostrzyczką i nawet czasem zdarza im się razem zasnąć. Do ekipy podłącza się wtedy również kot. Dzióba wrzuca też jej do wózka i łóżeczka swoje ulubione zabawki i jak mała je mówi: niam, niam, a jak płacze mówi do niej: nie pać 🙂 Pierwszy niezbędny zakup, to taki podnóżek, dzięki któremu Łuczywiasta będzie mogła zaglądać do wózka – bo narazie stoi na takim chybotliwym taboreciku i buja wózkiem (więc jest z tego korzyść 😉

Przez ostatni tydzień przewijały się przez nasz dom obie babcie. Sprzątały (każda po swojemu) i systematyzowały CAŁY nasz dobytek 😉

  • Widziałaś Justku jaki nam zrobiono porządek w lekarstwach? Ciekawe która..
  • To to nic. Zajrzyj do szuflady z gumami w sypialni.
  • Też tam zrobiły porządek?
  • Są poukładane kolorami i smakami.
  • Poważnie?
  • Nie. 🙂 Żartuję, ale myślę, że każda osobna o tym myślała 🙂

Liliowa pisanka

Kolejna klucha przyszła na świat w czwartek 20 marca o godzinie 11:18. 🙂 Oczywiście przez cc. Przebieg porodu taki, że w takich warunkach to ja mogę co miesiąc zostawać mamą :)) Ale o tym kiedyś indziej.  Lila ważyła 3,130 kg i jest dość długa… Rodzicom dzieci idealnych zdradzę, że czasem przechodzi to na rodzeństwo… Grzeczna, śliczna i bezproblemowa. I fota z komórki ze szpitala jeszcze:

W drodze do domu myślałam, że tyle wystarczy z dzisiejszego wpisu, ale największa jazda zaczęła się jak zobaczyłam Łuczywo. Te 8 dni bez niej to było jak 8 lat. Na początku mnie chyba nie poznała. Urosła i umie wiele nowych słów. Przestała mi kręcić loki. Beczałam trzy godziny. Nigdy więcej się z nią nie rozstanę na tak długi okres.

final countdown

Znikam na tydzień i mam nadzieję, nie dłużej w wiadomych celach rozpączkowania… :)) Jakoś na wizycie sobotniej wyszło, że to może być lada moment i gin klepnęła dla mnie ostatnie wolne łóżko co w obecnej epoce baby boomu jest nie lada gratką.

Najbardziej przeraża mnie rozstanie z Kluchą. Pierwsze dni ma się nią zajmować babcia Rurka, od wtorku wieczór chciała sie właczyć babcia Lucia, a od piątku wujek Marcin, który kupił wczoraj siostrzenicy zabawkę i żakiet (do prania w pralni!!!???).

Piotr „Wilk” Wilczewski vs Jairo Alvarez

Poranna rozmowa. Całą trójką (właściwie to czwórką) w naszym łóżku (Kluska przyleciała w okolicach 6 rano):

  • Wiesz Łuki, w nocy myślałam, że to już. Ale pewnie się zorientowałeś, bo przez dwie godziny się wierciłam.
  • Nie nie zorientowałem się. I umówmy się, że nie będziesz mnie budzić, jak będzie się Ci zdawać, tylko dopiero jak się zacznie. (i długi bąk)

Łucja się zrywa, patrzy się na tatina i też pusza bąka. Oboje się śmieją.

Kurtyna…

Potem nieodrodna córka swojego ojca zeszła na dół, odpaliła sobie tiwi i zaczęła oglądać powtórkę meczu pięściarzy z nocy…

Męska fizjologia to odrębny temat. Był kiedyś taki film z jednym z Baldwinów. Ich troje? Dwóch facetów i jedna panna. W jednym mieszkaniu. I on ją raczył takimi tekstami (jak ona mu robiła awantury o brudny sedes): są kultury w których miarę męskości mierzy się wielkością jego fekalii… I ok. Wiadomo, że faceci różnie mają w głowach. Ale dlaczego nasza eteryczna córka też się czuje się dobrze w takich klimatach????!!