Na drugich studiach miałam zajęcia z negocjacji, które prowadziła niesamowita psycholog. Mówiła, że największym problem kadry kierowniczo-zarządzającej w Polsce jest chęć doglądania wszystkiego (Pańskie oko konia tuczy?) i jako przykład tej teorii podawała historię jaka ją spotkała. Przyszła do szpitala do dyrektora dużej firmy. Gość był po zawale i leżał podpięty pod wszystkie możliwe rurki. Jak wchodziła do niego do pokoju, minęła się w drzwiach z sekretarką, która ustalała z nim… wzór szklanek do po pokoju konferencyjnego… ??? Jako oboczną formę braku umiejętności delegowania zadań uważam brak zaufania do tych którym się coś zleca. Jeśli zleciłeś coś komuś zaufaj mu! Może nie zrobi tego dokładnie tak jakbyś sobie wymarzył, ale nie znaczy, że zrobi to źle!
I jako, że wczoraj rano odbyłam rozmowę telefoniczną z osobą skalaną tym problem, a ogólny poziom samopoczucia zbliżył się do Irytacji Nr 4, olałam robotę, którą muszę wykonać i ruszyłam na zakupy 🙂
To duży krok. Rzeczy do zrobienia mam tyle, że wygrzebałam plannera (btw.odkryłam, że wszystko notuję w kalendarzu na 2007 rok
– jakoś tego nie zarejestrowałam wcześniej) i zaczęłam zapisywać co mam zrobić każdego dnia. I wychodziło, że na zakupy (takie przyjemnościowe) mogę się wybrać dopiero za tydzień w piątek :[ Ale walić system i nudziarzy 🙂
<>
Zapakowałam więc dziewczyny i pojechałam. Jak wyjechałam na ulicę utknęłam za mega wywrotką. Wyminęłam, jadę, ale widzę, że kierowca otworzył okno i coś wrzeszczy. Otworzyłam i ja moje.
-
Matko z dzieckiem, gdzie się pchasz!!!
Spojrzałam do przodu i odkryłam, że na drugim końcu ulicy pojawiła się kolejna ciężarówka. Więc posłusznie cofnęłam i stanęłam za wywrotką 🙂
Ale tak sobie myślę, że pierwszy raz ktoś mnie nazwał matką z dzieckiem (jako jedność ) 🙂
Nie: gdzie się pchasz matko z tym dzieckiem, tylko matko z dzieckiem!
Miłe :)))



