Pokojowe manewry

Nadszedł czas na wyprowadzkę Lilaczka z naszego pokoju :/ Powód ten sam co u Łucji, gdy skończyła pół roku. Śpi nie tak głęboko jak kiedyś i jak my kładziemy się spać to się budzi. Oraz marznie w nocy. A marznie, bo się rozkopuje… Jak grzejemy mocniej, to na naszym łóżku (koło piecyka) spać się nie da, a u niej chłodno jak było.

Nie mówiąc już o tym, że Łucja chyba się lepiej poczuje jak nie będzie sama. Jak to napisała jedna marcówka o swoim synku, gdy urodził mu się braciszek: zapytał wieczorem mamę, czy on będzie on tak teraz sam spał a oni tam we trójkę? Łucja pytania nie postawiła, ale chyba podobnie to odbiera.

I teraz tak:

  1. Aby wstawić łóżko Lili do pokoju dziewczynek trzeba wyjechać stamtąd szafo-komodą. Bo inaczej można postawić tylko na środku pokoju.
  2. Szafo-komodę wraz z jeszcze jedną bliźniaczym sosnowym mebelkiem i kufrem muszę opchnąć na Allegro za symboliczną złotówkę – ważne, żeby ktoś przyjechał, dźwignął i zabrał.
  3. Rzeczy z szaf (moje rzeczy!) przekładamy do nowej szafy w sypialni.
  4. Szafę trzeba dopiero zamówić, czyli cała akcja zacznie się najwcześniej jak ją przywiozą, czyli za 2 tygodnie… Uff…

W międzyczasie szukam dalej plusów jesieni… Mamy orzechy?! To prawdziwa frajda w rodzinie dłubaczy! 🙂

polska niedziela

Wielki niebieski kotylion na marynarce. Resztki balu w Zamku na Skale.

  • Dużo kobiet wpisało Cię do swojego notesika?
  • Żadna. Tylko poloneza tańczyłem.
  • Ale czekaj, Ty studniówki nie miałeś bo do dziwnej szkoły chodziłeś…Wiedziałeś jak tańczyć?
  • Poloneza potrafi każdy zatańczyć.
  • A z kim tańczyłeś? Z Piotrkiem?
  • Nie, z posiadaczką bliźniaczego kotylionu.
  • Fajna była? Jak wyglądała?
  • Była w zielonym.

No cóż… Ona napewno też liczyła na taniec z kimś innym niż jakiś szczypior z centrali. Chociaż przystojny szczypior:)

<><>

Garderoba dziewczyn na zimę uzupełniona. Przejęta dramatyczną sytuacją babcia Lucia przybyła i nabyła pierwszy set cieplejszych strojów, drugi dokompletowaliśmy dziś przy okazji zakupów. Można nawet powiedzieć, że dziewczyny są lepiej wyszykowane na potencjalne mrozy niż my. 🙂 Mąż odsypia integrację przed telewizorem, Łucja je coś czego wolę nieidentyfikować, Lila pożera ślimaka-gryzaka, a ja przeglądam katalog Tui wyhaczony dziś w biurze podróży… Czy wiecie, że na środku palmy w Dubaju jest hotel? Ach, ten Dubaj mnie prześladuje… 🙂 

Matka, żona, kochanka

Sen:

Mamy z Diablim zadanie. On ma przekonać diabły,że warto być aniołem, a ja anioły, że warto być diablem. A może nawet on jest aniołem a ja diabłem? Szczegółów nie pamiętam. Najpierw występuje on. Przed nimi kłębiący się czerwono-czarny tłum. Gorąco. Diabli opowiada o miłości, szczęściu, dzieciach, zaufaniu. Mówi pięknie i jest bardzo przekonujący. Potem moja kolej. Anioły siedzą w bogato-zdobionej operze. Wszystko jest błękitne, chłodne i wyważone. Mają białe peruki w stylu Ludwika. Ja na scenie. Zaczynam mówić o pożądaniu, namiętnościach, zatraceniu. Wyginam się na wszystkie strony. Żeby być bardziej przekonująca ściągam górę. Zaczyna mi lecieć mleko…

Ten troizm kobiecych ról jest trudny. Właściwie to jak mi się lat temu kilka (bo to już w latach trzeba liczyć) włączyła opcja matka to nie umiem z niej wyjść. Mężczyźni mają większą łatwość przechodzenia, choć i tak występują podtypy: 1)Typ Ojczyzna, Rodzina, Obowiązek – który jest tak śmiertelnie poważny, że nie bawią go nawet dowcipy o blondynkach i Hot Shots-y i 2) Typ: Adonis Zabawowy w domu i w pracy. Zreszta może i tych męskich typów jest więcej. Natomiast jako matka z całą pewnością bardzo bym chciała uniknąć takich klapek na oczach. Widziałam na plaży grupki mam pod parasolami. Ze słoiczkami, wymieniające się pieluchami i pokazujące sobie maluchy. Mam wrażenie, że to krok do tyłu. I w towarzyskim i w osobistym rozwoju. Ale nie jest to łatwe. Może i mogę zapanować nad rozmowami o dzieciach, ale nie mogę przestać myśleć o moich dwóch ślicznych kluskach 🙂 Właściwie to robię to jak widać 24h na dobę…

Blond tarzan

Diabli pojechał gdzieś za Wrocław. A jako, że po drodze mają wypaść moje urodzino-imieniny (jak zwykle 18-ste 😉 kupił przed wyjazdem torebkę. Miała być czarna w czerwone kwiaty, a jest brązowa w beżowe. Co ma zrobić dobra żona? Ma przyjąć i nosić czy może wymienić w sklepie? :/

Na mieście wiszą plakaty z Michealem Boltonem. Że ma koncert. Ludzie to litości jednak nie mają. Pamiętam, że i owszem lat temu naście (grubo-naście, a może i -dzieścia) on mi się podobał … Szczególnie jak śpiewał (nie swój zresztą kawałek) o miłości mężczyzny do kobiety, no ale to była inna epoka! Ja wtedy czytywałam Romanticę! 🙂 Więc jak przystało na osobę o korzeniach romantycznych… zostawię tę torebkę i z zachwytem będę ją eksplatować całą zimę :))

Aklimatyzacja

Dziwne to, ale gorzej znosi ją Lila. Marudzi i rozdrażniona. Ale w sumie to logiczne. Tam cały czas się coś zmieniało. Wózek, plaża, ręce, ulica. Parasole, sufity, niebo. A tu nudno. Łucji się przypomniały takie wynalazki jak kakao i bakuś i jajka przepiórcze. Znalazła swoje lale i książeczki, nie mówiąc już o znajomych z migającego szkiełka. Brakuje im spacerów. Wczoraj wyszłyśmy na 10 minut: doszłam do bramy osiedla, wzięłam ulotkę promocji z supermaketu i całe mokre i wyziębione wróciłyśmy.

Piję herbatę. Znają się ci grecy na jedzeniu jak mało kto, ale o herbacie nie mają pojęcia. Hot tea to dla nich na ogół ciepły wywar z melisy lub z rumianku. Więc pijąc ten rubinowy napój zamówiłam podręczniki do rosyjskiego – nowości wydawnicze z których może coś wybiorę dla moich uczniów, odpaliłam kolejne pranie i je rozwiesiłam, przejrzałam jesienną garderobę dziewczyn (szafa Łucji to katastrofa – mamy tylko dwie pary rajstop kupionych na wyprzedaży w lecie!) i wyjęłam kupkę makulatury ze skrzynki na listy. Smutek i nostalgia. Depresja powakacyjna.

Diabli wrócił wczoraj w fabryki po 22… 😦 Dobrze, że były te wakacje to się przynajmniej czegoś dowiedział o córkach… :

  • Justku, Łucja weszła na plaży w kupę jakiegoś dużego psa!
  • Umyłeś jej ręce?
  • Tak. Ale cały czas coś jest niezadowolona.
  • A czemu ona ma tę kupę na nogach? Ona się wywróciła? (zoom do spodenek). Kochanie to była jej kupa!
  • Jej???!! Moja baletnica potrafi zrobić coś takiego???!!!

Plaża, słońce, luz i relax

Walizki były dwie. Obie małe. Właściwie to jedna osoba jadąca na trzydniową delegację zajmuje całą. No ale większych nie było. Jak przyjechał po nas w nocy mój brat zdumiony zapytał: To cały Wasz bagaż? A dumny ze swojego pakowniczego dzieła Diabli, gdakał mi do ucha na lotnisku: Oni wszyscy napewno nam zazdroszczą, że się tak świetnie spakowaliśmy! Nie skomentuję tego ;/ Były jeszcze dwa wózki. No i my. Lot trwał 1,5 h. Potem jechaliśmy dziesięć minut busem Itaki i wsiedliśmy na prom. Prom był bardzo romantyczny. Siedzieliśmy z boku i patrzyliśmy na błyszczące morze (foto). Było ciepło, wokół nas latały mewy i 40 minut na wodzie minęły błyskawicznie. Potem znowu był bus i po 40 minutach dotarliśmy do hotelu.

Hotel Sirines był bardzo przyjemny. Ze względu na dziewczyny dostaliśmy chyba najlepszy pokój w hotelu: na parterze, od strony basenu, narożny, więc duży i ze sporym tarasem oddzielonym niskim murkiem od basenu. Wisiało nad nami spore drzewko oliwne rosnące na sąsiedniej działce. Żeby tak całkowiecie nie idealizować, to spłuczka działała w sposób specyficzny, a lodówka warczała jak traktor, ale a) u nas w domu spłuczkę trzeba walnąć z boku żeby zaczęła nabierać wodę, b) byłam przez kilka lat użytkowniczką lodówki Elektroniki, która jak zaczynała chłodzić trzęsła całym domem. Śniadanie serwowano koło basenu, był szeroki podjazd na wózki, ręczniki wymieniano co dwa dni i ogólnie była rewelacja. Dziś rano też zresztą obudził mnie zapach tostów, lecz niestety tym razem był to tylko sen 😦

Kataklizmy

  1. Jeszcze w samolocie Łucja rozwaliła buty na rzepy, więc wrzuciłam je do torebki z zamiarem wyrzucenia później i założyłam jej czerwone sandały, które zgubiła drugiego dnia na plaży. Miałam jeszcze miękkie kapcie do chodzenia po gorącym piasku, więc występowała w nich. Ale ponieważ one spadały, to na ogół chodziła boso (foto)… Je też zresztą zgubiła, ale dopiero w drugą środę… Więc zakupiliśmy super glu i w posklejanych butach na rzepy dziecko wróciło do Polski 🙂
  2. Wyszedł nasz brak przygotowania. Słoiczków dla Lili były dwa rodzaje: marchewka i groszek (po 4 miesiącu) oraz wieprzowina i kurczak z warzywami (po 6 miesiącu). Żaden jej nie podszedł, w przeciwieństwie do koktajlu owocowego (słoiczek po 4 miesiącu: pomarańcza, brzoskwinia, banan, morela, itp). Więc ponieważ Łucja jest na nieustannej diecie frytkowo-owocowej urządziliśmy Lili dwa tygodnie z owocami. Pominę brak pasty do zębów, bo pasta do zębów Łucji świetnie spełniała rolę pasty dla całej rodziny 🙂
  3. Ja pojechałam ze smarkiem. Diabli też go złapał i Łucja. Pomógł jakiś cudowny syrop z apteki ( apteka była naprzeciwko hotelu). Chylę nisko czoło nad grecką medycyną. Smarka złapała też Lila, więc poszliśmy do lekarza (obok hotelu- działka z drzewem oliwnym). Dok osłuchał i powiedział, że możemy zaczekać dwa dni, ale ma mokre płuca i jak nie pomoże syrop to konieczny będzie antybiotyk. Lila dostała więc syropek (inny niż my). I też kolejnego dnia już była zdrowa. Na wszelki wypadek poszliśmy na kontrolę i pan doktor to potwierdził :))
  4. Łucję pogryzły komary. Ślady po ugryzieniach zeszły po tygodniu. Kupiliśmy żel przeciw ugryzieniom o zapachu kamfory i już nas nie ruszały. Mam taką teorię, że lekarstwa kupowane w kraju gdzie się jest są skuteczniejsze, bo przygotowane do innych warunków.
  5. Diabli miał zapalenie ucha. Poszedł do lekarza, dostał lekarstwa i w aptece zostawił kartę. Grek obszedł okolicznych lekarzy i znalazł lekarkę u której był tatin i której powiedział w jakim hotelu mieszkamy. Aptekarz przywiózł kartę do Sirines.
  6. Ja zgubiłam telefon. Znalazł taksówkarz i przywiózł. Uwaga na przyszłość: nigdy więcej nie kupować Simensów bo się gubią! To już trzeci zgubiony Simens w naszej rodzinie. 🙂
  7. Panna porządnicka (Łucja) przeżyła falę wyrzucania wszystkiego do kosza. Zorientowaliśmy się zupełnie przypadkiem. Najcenniejsza zlokalizowana rzecz jaka zaginęła bezpowrotnie to czujnik Diabla do mierzenia kroków, którego to brak zburzył całkowiecie jego harmonogram biegowy… Ostatniego dnia mieliśmy też małą dawkę emocji bo nie mogliśmy znaleźć pilota do tiwi, ale był! 🙂

Powtórzę raz jeszcze:Grecja jest fantastyczna! Używając języka Makłowicza można by powiedzieć: Zaiste mlekiem (owczym) i miodem (z pomarańczy) płynący to kraj, gdzie figi i winogrona rosną w rowach niczym pokrzywy. 🙂 Zdjęcia drzewa figowego nie zamieszczę, bo sesja przebiegała tak, że Diabli stanął na poboczu, rozejrzał się czy nic nie jedzie, zerwał liść figowy i zdjął spodnie… Brakowało mi wozów z osiołkiem na poboczu z wysypującymi się arbuzami, które pamiętałam z kontynentalnej Grecji, ale po prostu na Thassos uprawia się tylko drzewa oliwkowe, których jest milion. Ciekawostka taka, że wielkość posagu panny młodej to ilość drzewek oliwnych, które wnosi! A to zielone, to jeszcze niedojrzały granat! 🙂

  • Taką łodkę (jak ta niebieska) chciałbym mieć. Tylko żeby miała więcej miejsca na dziobie.
  • Chcesz mieć tam basen?
  • Nie chcę,żeby można było postawić miękkie sofy z białej skóry. Tak żeby laseczki mogły tam leżeć.
  • Ale już masz dwie laseczki.
  • To właśnie o nich mówię.

Pomyśl jakie możliwości dało by Łucji dorastanie w takim miejscu!- Diabli

Thassos to super miejsce dla dzieci. Wyspa, więc bezpieczniej i dzieci chmara. I Grecy je uwielbiają. Większe emocje budziła Lila (bo taka malutka?). Potrafił się zebrać przy niej tłum Greczynek i coś nawijać do niej po grecku przez 10 minut. Całować w rączki, a na koniec powiedzieć :Tfu, tfu 🙂 A jeśli chodzi o Łucję im bardziej my się wyluzowywaliśmy, tym ona czuła się tam lepiej. Jak siedzieliśmy w tavernie, ona siadała w innej przy stoliku z innymi dziećmi. Nie miała żadnej bariery językowej i towarzyskiej. Przy mini wesołych miasteczkach z różnymi automatami zawsze miała kompanów do wygłupów. Na foto z rodzeństwem grecko-angielskim. Jeśli chodzi o dorosłych najlepsi kompani to byli kelnerzy. W jednej knajpie zaczęła ściągać obciążniki na obrusy. Ściągnęła z połowy stołów i przyuważył ją kelner. Co zrobił? Zdjął pozostałe i dał jej 🙂 Trzeba było widzieć jej minę. Żadna kolia świata nie mogła wywołać takiego zachwytu! 🙂 Zdecydowanie można tam jeździć z dziećmi. Tak, żeśmy wymyślili, że jakby mój brat się dorobił jakieś stonki 😉 dziecięcej to można by i jego maluchy zabierać na taki wyjazd… Dwójka, czwórka – tam im więcej dzieci to tym lepsza zabawa!

  • Justku, zobacz jaki super kapelusz!
  • Kupmy go
  • To może jutro…
  • Nie kup teraz, bo komuś się może spodobać i kupi przed Tobą!

Jeśli chodzi o inne narodowości, to byli Słowacy, Bułgarzy (Macedonia do ktorej administracyjnie należy Thassos graniczy z Bułgarią i Turcją) i Serbowie. Najładniejsze dziewczyny na dodatek opalające się topless to Słowaczki.

  • Zobacz misiu, na tę blondę.
  • Niezła. […] Nawet bardzo niezła… Nie jesteś zazdrosna?
  • No nawet nie 🙂
  • Może podejdę do niej i zapytam czy nie posmarować pleców?
  • Posmaruj przód ze słowami: Remember- this part is very sensitive (wymawiać jak pisze)
  • Kto Ci tak powidział?!
  • Nikt! Teraz to wymyśliłam! 🙂

Co robią odpowiedzialni rodzice latem? Latają na spadochronie! (tu można obejrzeć jak inni latali – ale my wyglądaliśmy tak samo z ziemi…)

  • Czuję się jak na pokładzie Tytanica. Jak myślisz ile metrów pod nami. 10-20?
  • 50! Bo 20 to napewno!

Wszyscy wokół przejmowali się naszymi dziewczynami. Najlepsze były stare Niemki, które siedziały gotowe się zerwać jak któraś zapłacze 🙂 Ale inni też byli czujni. Kiedyś panny posnęły, więc poszłam na spacer naszą plażą (movie). Diabli zagłębił się w czytanie. Nagle stuka go w ramię młody Serb: Mister, jour baby has foot on a sun! 🙂 Bo one leżały pod parasolami i Lili słońce oświetliło piętę… Inna sprawa, że pomimo wysokich filtrów dziewczyny się opaliły mocniej niż my :/ Lila to jak mały rogalik wygląda. Z wierzchu brązowa, a w zagłębieniach wałeczków biała :))

Pogoda była super, choć w połowie drugiego tygodnia zaczęło się robić chłodniej. Szczególnie wieczorami. Ale Grecy zareagowali błyskawicznie. W knajpach poustawiali piecyki gazowe i można było siedzieć całą noc bez chłodu. Zato w ostatnią sobotę ponieważ było pochmurno wynajęliśmy auto i obechaliśmy plaże na wyspie. Np. na Golden Beach była szeroka i z baardzo drobnym piaseczkiem 🙂

Przywieźliśmy głównie miody różne, przetwory z oliwek, kamulce do łazienki (na Thassos wydobywa się marmur i kamienie w wodzie są naprawdę przepiękne- no i marmurowe) i…. nowe obrączki 🙂 W końcu wzieliśmy ślub po raz drugi więc ustawowo się nam należały! 🙂

Why Greece?

Diabli przybył o drugiej w nocy. Tak mu się skomplikowało, że z Helu w okolice Rzeszowa musiał jechać przez Katowice :/ Popatrzył na Lilaka, który akurat zgłodniał i powiedział: Boże, jak ona urosła! Też na niego jednym okiem spojrzała, ale pokonała ją ciężka jak ołów własna powieka…

Rano po krótkim sporze jak mamy się zmieścić ruszyliśmy spowrotem. Spór boomerang 🙂 Do tematu kiedyś wrócę. Po drodze w okolicach Mniszewa Diabli poszedł z Łucją oglądać czołgi, a ja zajęłam się karmieniem Lili. Weszliśmy do domu o godzinie 14:40… 10 minut później zadzwonił telefon:

  • Dzień dobry, dzwonię z biura podróży Fly.pl. Chciałam przypomnieć, że widzimy się jutro o 5 rano na lotnisku.
  • Dlaczego jutro? My lecimy we wtorek…
  • Nie… Lecą Państwo jutro. Proszę zajrzeć do umowy…

No i zajrzałam. I ma rację 🙂 Patrzyłam na cyfrę 9 i kodowałam ją jako dzień, a nie jako miesiąc :/ Pralka kręci już 3 pranie :0 I to nie koniec! Bardzo solidne biuro, że zadzwonili tak kontrolnie by przypomnieć. 🙂 Sąsiedzi rok temu w ten sposób przegapili wyjazd.

No i chociaż masa rzeczy nie załatwiona i zabieramy mokre ubrania to w sumie nieźle, że ominęła nas przedwyjazdowa gorączka (bo i nie ma kiedy to poprzeżywać 🙂

A więc dlaczego Grecja?

Bo bardzo lubię Grecję, bo jedzenie jest łagodne i jest szansa, że Łuczywo coś zje. Bo nie jest za gorąco i jest to Europa. No i lubię Greków.

Dlaczego Thassos?

Bo to mała wysepka najbardziej na północ Grecji i lot trwa tylko 2 h, co w porównaniu z 9 h nad nasze morze ostatnio brzmi obiecująco. Po wylądowaniu w Kavali płyniemy 30 minut promem, dzięki czemu wylot jest rano, a nie po 23, jak to ma miejsce w przypadku innych miejsc w sezonie. Jeżdżą tam sami Grecy, pełno rodzin z dziećmi i brak życia nocnego więc cicho. Podbno jest nudno 🙂 Ale tego szukamy…

Biedroneczki są w kropeczki

I bardzo lubią maliny! :0

Memo z najnowszych osiągnięć:

Łucja potrafi liczyć do dwóch!!! Po prostu jest genialna! :)) Wczoraj zorientowałam się, że rozumie znaczenie słowa jeden/raz kiedy jej powiedziałam, że może tylko RAZ zjechać ze zjeżdżalni. Zjechała i przyszła z rykiem, że jaa (czyli jeszcze 🙂 A dziś powiedziałam, że może zjeść tylko jeszcze dwie maliny i tyle też zerwała! 🙂

Zato Lilak o którym ostatnio niewiele było… doskonale ku przerażeniu siostry się turla… Wystarczy na chwilę położyć i dziecko już obrót na brzuch. Wtedy wskakuje na nią siostra krzycząc: Jaku! Nieee!!! Jaku to wszystko małe: małe zwierzątka, dzieci, małe przedmioty. Jaku Hau – to np. mały pies 🙂 Zresztą miała trochę makabryczne skojarzenie kiedy zobaczyła wczoraj starszą panią na wózku inwalidzkim. Patrzyła i nie wiedziała o co chodzi. W końcu zapytała się mnie: Jaku?

Sportowy samorodek

Dom dziadków jest dla Łucji pełen kuszących pokus. Drugiego dnia dziadek zniósł do piwnicy niektóre z rzeczy łatwo tłukących, bo Kluska zaczęła przelewać z jednego cennego dzbanuszka do drugiego fikcyjne płyny lekko przy tym naczynia ubijając. Wczoraj rano podczas mojej kąpieli rozpakowała barek i znalazła czekoladki z Wielkanocy. Tak się nimi napchała, że pierwsze danie zostało jej wciśnięte dopiero o 16-stej. Poza tym są różne pudełka i skrzynki dziadka. No i szafy pełne skarbów. Znalazła np. piłeczki do golfa. Kije są gdzieś na dole, ale Kluska wzięła łyżkę do butów i nią grała! Skąd ona wiedziała, że piłeczkę do golfa trzeba pchać? Może kojarzy z tiwi? Nie mam pojęcia, ale to naprawdę zdumiewające :0

Jutro przyjeżdza tatin. Przez ten tydzień wyjeździłyśmy się na rowerze (uwielbiam rower, ale właśnie nie jeżdżenie po zapchanych ścieżkach, tylko miejskie – ale nie wielkomiejskie! 😉 i chyba trochę obie przytyłyśmy. Nic dziwnego: dieta babci + codzienna dieta lodowa (tu są pyszne lody włoskie). Dieta łatwa do "przestrzegania", gdyż dziadek wychodząc rano do pracy zostawia nam pieniądze "na książeczki", które potem przejadamy stojąc przy budce z lodami 🙂 I tak zleciało. Muszę namówić Diabla na przyjazd tu jakoś jesienią to może pójdziemy na grzyby?

Ślub + podwójne chrzciny (vol.2)

Mam zdjęcia, coprawda jeszcze nie ze wszystkich aparatów, ale można zrobić małe memo z ubiegłotygodniowej uroczystości 🙂

Tak jak pisałam uroczystość miała miejce w kościółku w Skułach. Mały, drewniany i jeden z najstarszych na Mazowszu i w Polsce. Fundacja kościoła nastąpiła w XIV w. Sufity i ściany zdobią unikatowe XVIII-wieczne polichromie 😉 Jest malutki. Połowę powierzchni zajmuje ołtarz, są cztery rzędy drewniach ław, a do każdego rzędu mieści się 4 osoby, więc nasze porozrzucane rodziny wypełniły go w całości.

Kazanie? Przypowieść? Była o cudzie w Kanie Galilejskiej. Ksiądz spuentował ją życzeniem, aby w naszym domu nigdy nie zabrakło dobrego wina. Aby każdy kto do niego przychodził mógł z nami dzielić to co najlepsze. Diabli był zachwycony. Na hasło "dobre wino" cieszył się jak mysz do sera 😉

Na pierwszym ślubie były dwa wątki muzyczne: pierwszy to gość, który grał na takim casio w USC. Extra za niego zapłaciliśmy, ale emocji było tyle, że nikt go nie zarejestrował (całe szczęście jeden wujek zrobił mu zdjęcie ;). Drugi wątek muzyczny to był Emil, który grał na fortepianie jazzowe i włoskie kawałki podczas eleganckiego obiadu w super hotelu (musimy tam kiedyś zresztą jeszcze jakąś imprezę zrobić 🙂 Tym razem były organy. Największy problem z uchwyceniem linii melodycznej miała Łucja, która dopiero gdy wychodziliśmy z kościoła i zagrał taki ślubny kawałek, złapała rytm i wykorzystała suknię idealną do tańca! 🙂

Przysięga lepiej poszła Diablemu. Ale miał łatwiej. Bo był pierwszy! Ja potknęłam się już na słynnym: Nie odpuszczę Ci aż do śmierci i potem w co drugim słowie robiłam błąd :/ To oczywiście było pretekstem do wieczornego gdakania Diabla, że on był lepszy i powinnam poćwiczyć dykcję :[

Chrzciny poszły gładko. Łucja wysyłała księdzu mordercze spojrzenia, ale nawet nie pisnęła, zato Lilak odpaliła syrenę. Aha, jeszcze w trakcie ślubu ksiądz tak poprzerabiał słowa, żeby pasowały: Pobłogosław dzieci, którymi ich obdarzył. Szatki i gromnice miały dziewczyny z Wadowic. 🙂

Cała "święta rodzina" 😉 Sukienka Łucji została przywieziona przez dziadków z Paryża. I była nią zachwycona. Po powrocie do domu, kiedy ja i Diabli zdecydowaliśmy się na rozebranie do majtek, a Lilak do bodziaka, Łuczywo niezmiennie paradowała w tych falbanach…

Lila ze swoją mamą chrzestną. Jeszcze studentką, więc bardzo przęjętą swoją rolą! 🙂

Na obiad zabraliśmy wszystkich do takiej farmy, gdzie są stawy rybne. Jakoś tak wymyśliliśmy, że do jedzenia będą różne ryby. Bo ryba to takie biblijne danie. A na czekoladkach z fotografiami dziewczyn (zresztą największy gadżetowy hit imprezy i sprawca największego zamieszania) które miał dostać każdy gość był symbol ichthus-a, czyli symbolu Chrześcijan. Jak rezerwowaliśmy duży stół w altanie pani się zapytała: Czy to będą zawody wędkarskie? 🙂 Można kiedyś je tam zrobić! Ryby były pyszne!

A to trzy pokolenia przed wejściem na tę farmę. Po lewej stronie jest pałacyk, do którego często jeździła Maria Dąbrowska. Bo Grzegorzewice to też jest stara miejscowość . 🙂 Wariant z szalem (opcja z kościoła) to stylistyczny pomysł Lutki – naprawdę świetny! 🙂

Prawda, że pięknie wyglądają dziewczyny na kanapie VW Taurega? Ja wiem, że nie wypada wybrzydzać o aucie, które jest więcej warte niż nasze dochody z kilku lat, ale uważam, że skóra w autach powinna być biała… Chyba, że mówimy o ferrari to może być czerwona, albo o jaguarze, wtedy dopuszczam jasny brąz. 🙂 Ale samochód fajny!

I tak to było. Zdobyczne są pokaźne zbiory biżuterii dla dziewczyn oraz trochę funduszy na nadchodzące wakacje 🙂