
Spotkałam znajomego. Artura. Ostatni raz jak go widziałam byłam świeżo po urodzeniu Łuczywa, a on był akurat królem dyskotek na Piotrkowskiej. I robił wtedy wrażenie lekko zdegustowanego, że mam dziecko…
- O cześć! Jak tam Twoja córka?
- Dobrze. Już dwie mam 🙂
- Poważnie? A tam młodsza ile ma?
- Pół roku. Trochę ponad. Ale obie są cudowne.
- No ja sobie też po drodze zrobiłem. Tyle, że chłopca.
- To super! A ile ma?
- Dwa miesiące.
- Fantastycznie! A jak ma na imię?
- Filip
- Ale piękne imię!
- Też mi się podoba. A Twoje jak się nazywają?
- Łucja i Lila
- Lila… Jak egzotycznie… 😉
Byłyśmy dziś u dok. Wyrodna matka pochłonęła pół słoika masła orzechowego i dziecko zasypało krostkami i plamami :[ Muszę uważać na to co jem, bo Lila to taki wrażliwiak
Zato już mnie świetnie rozpoznaje! 🙂 Ostatnio jak musiałam ją zostawić to płakała i była nieszczęśliwa. A ledwo pojawiłam się w drzwiach to wybuchnęła szlochem. Jak to Lutka skomentowała: Widocznie sobie pomyślała: O jest ta, która jest ze mną najczęściej! 🙂
<><>
Brat mój postanowił pomimo veto rodziny wleźć na kolejną górę. Ja mam nadzieję, że ktoś kiedyś postawi sprawę w sposób Ja albo góry, ale narazie trzymamy kciuki za jego szczęśliwy powrót. Przed chwilą dostałam od niego meila. Fragment wklejam:
"W Katmandu przywitano nas bukietami aksamitek i w ogole to inny swiat. Jest cieplo, kolorowo, glosno i bardzo egzotycznie. To troche tak jak w reklamie kit-kat 🙂
Szalony lewostronny ruch, klaksony, dzwonki i pokrzykiwania. A w samolocie po scianach biegaly karaluchy 🙂
I maja tu dzisiaj Swieto psa i bezdomne psy chodza po ulicach obwieszone kwiatami 🙂
Generalnie jest cudownie…"