Jaki był ten zero ósmy?

  • Mam kupić szampan, czy Ty coś wynajdziesz w jakimś sklepie z winami?
  • Nie kupuj. Ja kupię.
  • Tylko proszę nie wytrawny.
  • Dlaczego nie?
  • No bo nie lubię… Jak mam się napić to jakiś półwytrawny, albo nawet półsłodki…

No i kupił. Wytrawny 🙂 Żeby kształtować moje upodobania winiarskie. Bo szampan jest jedynym napojem z gron jaki lubię 🙂 Ja za to kupiłam kieliszki. Wybrał kiedyś Diabli, ale nie chciał ich wtedy kupić, więc dziś rano podskoczyłam do sklepu i kupiłam. Po drodze dzwoniłam do Lutki, która z Krzychem spędza Sylwek w Kazimierzu i Lutka z typowym dla niej rozmachem spytała: Czemu tylko dwa? Kup conajmniej cztery! Więc kupiłam cztery kieliszki 🙂

Noc spędzamy w domu. Łucję pewnie obudzimy, żeby zobaczyła wystrzały 🙂 Ja zakładam zestaw Palmersa, co to mi mąż pod choinkę podrzucił, więc strój mam 🙂

2008 był dla nas rokiem dobrym. Przede wszystkim urodziła się nasza słoneczna, wielkanocna pisanka: Lilaczek. Daliśmy w końcu radę ochrzcić panny i przy okazji wziąć znowu ślub. Udały nam się wyjazdy na wakacje. O Grecji i Thassos marzyłam już od 2006,  a na Słowację mieliśmy jechać rok temu. Ale dopiero w tym roku się daliśmy radę. A i była jeszcze wyprawa nad nasze morze. Kupiliśmy stół i zaprenumerowaliśmy 😉 Ludę. To był dobry rok! 🙂

Płatek owsiany strikes back!

Przed narodzinami Lili odkryłam płatki owsiane (tu o tym było). Potem nie jadłam produktów mlecznych, bo to może spowodować alergię u noworodka, no a teraz znowu do mleka i płatków wracam 🙂 I ponownie polecam! Na dodatek okazało się, że Łucji płatki też podchodzą, więc na noc przygotowuję dwie porcje i rano panna te swoich kilka łyżek zjada 🙂

Spędził u nas noc kolega Diabla. Ten sam, u którego tatin mieszkał w Łodzi jak się Lila rodziła. Obaj byli, wiele wiosen temu, mistrzami kareoke, więc śpiewy trwały do czwartej nad ranem… Ja oczywiście poddałam sprawę i kimałam na górze z dziewczynami, więc tylko dochodziły mnie strzępy wspomnień o tym jak prawie zostali gwiazdami porno, ale niestety nie spełniali parametrów 😉 A rano w/w kolega po wyjściu z kąpieli powiedział… Dodajmy jeszcze, że przygotowuję się on do roli ojca 2,5 letniej dziewczynki:

  • A sądziłem, że to ja mam dużo zabawek w łazience… 🙂

No cóż, był list do Mikołaja i zabawek w wannie ci u nas dostatek 🙂

Śmieciożarcie

Zawsze przywiązywałam dużą wagę do jedzenia. Pilnowałam by nie jeść rzeczy podgrzewanych, wielokrotnie smażonych i mówiłam absolutne NIE fastfoodom. Co więcej urządzałam awantury gdy np.Lutka mówiła: To może zjemy coś szybko w Mac-u? Jak pojawiła się wizja posiadania dzieci wyobrażałam sobie jak będę kształtować u nich nawyki zdrowego żywienia i slow-foodu. Jak Łucja się urodziła nie mogłam się doczekać momentu kiedy będę jej mogła dawać mini-pomidorki… Itd.

Rzeczywistość oczywiście to skrzywienie wyprostowała 🙂 Najpierw pojawiły się hot-dogi, które na stacjach benzynowych jada Diabli. Ponieważ zawsze wysikuje tam też Łucję ona jada je z nim. Uważałam to za niewinne, ale ostatnio na stacji nie było hot-dogów i Łucja urządziła awanturę! :/ Lampka ostrzegawcza Nr 2 była wczoraj jak będąc na mieście mieliśmy chwilę czasu i wpadliśmy do Maca na frytki, Łucja dostała happy-meal i zjadła całość!!! Smutny wniosek: to duża pokusa dla mamy niejadka takie fast foody…

A co robiliśmy wczoraj na mieście? Do godziny 13 zastanawialiśmy się co zrobić w prawie świąteczną niedzielę i jedyne co wymyśliliśmy to wyprawa do najbliższego centrum handlowego. Efekt: rękawiczki do biegania dla Diabla (???) i dwa staniki z wyprzedaży w Atlanticu (po 4 zeta każdy!). Nie bardzo wiem po co w bieganiu rękawiczki, ale zakup dla mnie uważam za baardzo udany :))

Prezenty powinny być praktyczne: kobiety powinny dawać mężczyznom chusteczki, a oni im futra.

– Brigit Bardot 🙂

Lubię Święta. Głównie dlatego, że rodzina się zbiera… A w prezentach wyznaję zasadę: daję to co sama bym mogła dostać 🙂 Dzięki temu wydaje mi sie, że wszyscy są zadowoleni… No i lubię prezenty praktyczne 🙂 Paski, skarpetki i czapki 🙂 Chociaż Łucja dostała w tym roku również prezent niepedagogiczny: kosmetyki dla małych dziewczynek ;0 To w tym czerwonym błyszczącym pudełku, które rzuca poświatę na jej buzię 🙂 Najważniejszy jest błyszczyk- szczerze mówiąc pękają jej usta na mrozie i już się przydał. Więc element praktyczny jest! 🙂

Ładni tu -powiedziała Łuczi wchodząc na cmentarz w mieście chrząszcza. A potem weszła w bliższą komitywę z chrzestnym. Wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle 😉 Najpierw chciała na ręce, a potem niósł siostrzenicę ponad godzinę jak beztrosko przybiła gwoździa… 🙂

Filmowe wieczory

Wieczór I – półleżenie przed tiwi. Zagadka: ilu z nas się zbierze na Pasterkę… (o dziwo, niektórzy dali radę 🙂 Wszyscy bardzo ojedzeni (ach te święta). W tiwi Griswoldzi (W krzywym zwierdziadle: Witaj św.Mikołaju). Clark Griswold przywiózł do domu za dużą choinkę. Nabijają się z niego sąsiad z żoną.

  • Sąsiad: Ej Griswold, gdzie zmieścisz tę choinkę?
  • Clark: Zdejmij spodni i się wypnij to Ci pokaże!
  • Sąsiad: To było wulgarne.
  • Clark: Nie mówiłem do Ciebie.
  • Diabli: Bu-ha-ha
  • Wszyscy: Bu-ha-ha
  • Diabli: Bu-ha-ha
  • (wchodzi ciocia Ula): Donieść Wam jakieś ciasto? Justynka chcesz jeszcze makowca?
  • (Ja): Wiesz Ula, a podgrzewasz może bigosik? 🙂

Wieczorem w łóżku.  Ciemności egipskie, jak to w mieście chrząszcza. Mówię do Diabla:

  • Jak mogłeś tak długo się śmiać z takiego fatalnego żartu?
  • Bo on był na maxa śmieszny. Bu-ha-ha :))

Wieczór II. American Gigolo, chyba na którymś Polsacie. Jakaś blonda uderza do Richarda Gere:

  • Blonda: Muszę Ci coś ważnego powiedzieć…
  • Ja do brata: "Nie mogę bez Ciebie" żyć czy "Jestem w ciąży"?
  • Mały: Ależ skąd. "Cały czas myślę o Tobie"

Wieczór III. Mona Lisa z Julią Roberts. Co ktoś wchodzi do pokoju dziadek Krzycho referuje o czym film. Każda kolejna wersja coraz ciekawsza, by zatrzymać nas przed tiwi 😉 Wersja III:

  • To film o takiej szkole dla panieniek z dobrego domu. Licytują się między sobą: która się pierwsza zaręczy, która pierwsza wyjdzie za mąż, która pierwsza straci dziewictwo…

Halo, tatuś! 🙂 To nie szkoła dla chłopców. Gwarantuje Ci, że tematy do babskich przechwałek są inne! 🙂

Maciej Kuroń [*]

Dla mnie był to przede wszystkim twórca najlepszej książki kucharskiej ever. "Kuchni polskiej". Każdy przepis z niej wychodzi. Można pomieszać proporcje i też wychodzi. Z prostych składników jak ziemniaki, cebula i mięso można stworzyć smaczną i zróżnicowaną kuchnię. Wiem to dzięki Niemu.

Z tego jak książka jest napisana wynika, że był chaotyczny. Np. w spisie składników pojawiło się coś, co potem nie wypływało w przepisie 🙂 Ale to nie przeszkadza, a sprawia, że ma się wrażenie kontaktu z autorem. Zabawne są też porady, by karkówkę rozbijać pięścią 🙂 Jak by się miało taką pięść jak on, to może i można było by rozbijać. Tyle mógł jeszcze zrobić!

Krótko żyli dwaj sławni mężczyźni z rodu Kuronia.

Szkoda.

W szklanej kuli ze śniegiem widzę przyszłość…

 😉 Lila będzie dentystą. W przeciwieństwie do Łucji fascynuje ją całe ludzkie ciało. Łucja np.brzydziła się włosów na ciele, jeśli występowały gdzieś poza głową. Lila nie 🙂 No i zasypia ze szczoteczką do zębów w ręku… Ponadto lubi surowe ryby. Jak przygotowywaliśmy zupę rybną i kawałki ryb latały po całej kuchni (a dziewczyny oczywiście z nami) to zorientowaliśmy się, że Lila-pełzak wyjada kawałki ryb co spadną na ziemię… Czyli będzie lubić sushi… 😉

W wirze przygotowań wyjazdowcych pojawiła się z misją porządkową Luda. I złożyła kolejkę Łucji… Więc ta nią nakrzyczała :)) I Luda ją ubawiona przepraszała: Ласточка, я не знала! Я Тебе помаху построить занова! 🙂

***

  • Głaskaj mnie tu po boku, a nie co chwila znosi Cię do środka.
  • To ten Twój pępek…
  • Gruby jestem.
  • Uwielbiam Cię takiego… Nie trzeba było tyle jeść na tym śledziu.
  • Pyszny był ten ozorek. A tatarki…Po świętach zaczynam biegać…

Oj będzie co zrzucać w tym roku! Lutka już rozpoczęła robienie pasztetu! 🙂

Mikołajowe oszukaństwo

Nasz wariant był taki, że Diabli złapał Łuczynę na ręce i zamknął się z nią w jej pokoju…Wyglądali przez okno 🙂 Ja w tym czasie przerzuciłam prezenty. Po chwili jak zeszli to zaczęliśmy oboje krzyczeć: Zobacz Łuczku, był Mikołaj! A Klucha się patrzy na drzwi 🙂 Wychodzi na to, że ten Mikołaj był ciekawszy niż prezenty. 😉

Sądzę, że wariant amerykański, że prezenty leżą pod choinką od rana też nie jest zły. Wiadomo jak zasną, nie ma problemu z logistyką. Spróbujemy może tak za rok. Tyle, że tam zdaje się chodzi o poranek 25-go grudnia. Jakby nie było najgorsze jest to przemykanie się z torbami przy dzieciach. Potrzeby fizycznego Mikołaja w domu narazie nie mam 🙂

Natomiast w kwestii gości z prezentami, to zawsze można powiedzieć jak ciocia Monika: Był u nas Mikołaj, ale się pomylił i zostawił kilka nie naszych prezentów…

Jeśli chodzi o Wigilię u dziadków prezenty daliśmy mojemu bratu, który jedzie wcześniej i rozłoży je pod drzewkiem.

Ufff, się okombinuje człowiek, żeby podtrzymać legendę… 🙂

Skoro ma nie być żadnych Śnieżynek to po co umyłeś głowę?

W menu najważniejsza była zupa rybna. To nasze danie popisowe 🙂 Robimy ją z ryb morskich i owoców morza. Zupa jest dość czasochłonna bo przygotowanie zajmuje kilka godzin i wychodzi jej zawsze dużo. Więc na spotkania wieloosobowe jak znalazł 🙂 Istniało coprawda ryzyko, że się nie wyrobimy, bo Diabli miał wczoraj śledzia ze swoimi braćmi ciotecznymi (txt w tytule to ten którym go uraczyłam przed wyjściem) więc dziś był średnio skory do pracy… Ale jakoś daliśmy radę! Zdjeć w całym tym przyjęciowym zamieszaniu nie zrobiono… Zato mogę Wam teraz pokazać górę naczyń 😉 poprezentowe pobojowisko lub rozłożoną kolejkę i domki… Po namyśle wybieram miskę z mandarynkami :)) (gadżet na miskę wybrała Łucja) i podchoinkowego Lilaczka :)) Ach, i udało się wszystko wspaniale. Trochę za mało mamy kolęd, bo tylko dwie płytki a na dodatek ta dołączona parę lat temu do śledzi Lisner już nie działa, więc w kółko leciał Krzysztof Krawczyk ;))))

Ca(SO4)

  • Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jaki korek jest przy zjeździe do sklepu.
  • Jestem. Robiłam zakupy we wtorek rano i nie było miejsca na parkingu.

Jako, że w tym roku  jedziemy na święta do mojej rodziny, wymyśliśmy, że chcemy też się z rodziną Diabla świątecznie spotkać i w tym celu zrobimy mini-wigilię (obiad rodzinny) u nas. Jutro. Wymyśliłam ambitne menu, ale ponieważ Diabli robił dziś zakupy i na bieżąco weryfikował :/ listę pewne potrawy wypadły. Takie np. kluski z makiem, którymi się zajadaliśmy na Słowacji. No cóż, ja więcej w tym roku do sklepu nie jadę. Tym bardziej, że mamy już choinkę 🙂 I na dodatek ubraną! 🙂 A jeśli ktoś myśli, że małe dziewczynki występują z kokardami we włosach i pomagają ubierać, to się myli :)). Bo:

Małe dziewczynki, albo jedzą igły (L), albo narzekają, że choinka je kłuje (Ł), chociaż tatin kupił taką co nie kłuje (lecz niestety też nie pachnie). Mogą też trącać bombki, żeby się bujały (obie)…

I żeby tak nie było, że ja tylko o tych świętach 🙂 refleksja co mi w dziesiejszym biegu przyszła do głowy… Teść złamał sobie rękę. Btw.niezły Monty Python, że spec od bhp złamał sobie rękę w pracy, ale nie to tym. I wsadzili mu tę rękę w plastikowy gips. I jest to super sprawa. Nie to, że teść złamał sobie rękę, bo sytuacja babci Rurki, jak każdej kobiety opiekującej się chorym mężem, jest w tym momencie nie do pozazdroszczenia 🙂 ale to, że gips jest lekki.

Mając lat 8 złamałam sobie na łyżwach rękę. W przedramieniu. Lekarz mi wsadził to w gips- cała ręka i tzw.koszulka (tak, żeby unieruchomić najbliższe stawy). A ja byłam wtedy taki chudzielec i tak sobie myślę, że niewiele więcej miałam w klacie niż Łucja teraz. I przechodziłam w tym gipsie, niespecjalnie się nim jak to dziecko przejmując, 6 tygodni. Pamiętam ściąganie gipsu (te nożyce, które to rozcinały), chrzęst ciętego gipsu i pamiętam jak szłyśmy od szpitala i ja mówiłam do Lutki: Zobacz mamuś, ręka mi sama do góry leci taka jest lekka! Diabli zresztą też był w gipsie. Jak przystało na niedoszłego koszykarza, który nie urósł bo palił papierosy w bramie (już tego oczywiście nie robi 🙂 miał złamaną nogę (na meczu?). I też pamięta, że ona była wtedy ciężka. Więc dobrze, że nie ma już tych ciężkich gipsów!

Dodane dzień później: mąż mi sprostował, że on miał 3x nogę złamaną. I rzeczywiście na meczach. Idę utulić. Mój ci on bohater :))