- Ale super bluzka! Czyżby Paprocki&Brzozowski?
- Nie, Gosia Baczyńska…
🙂 Jakoś strasznie zabawny się mi wydał ten dialog, tym bardziej, że okazało się, że to Vero Moda :))
<><<>><>
Przy okazji wczorajszego śniadania i zbliżającej się czyjejś obrony przypomniał mi się pewien mój egzamin… Nie obrona, bo ta była wielkim aktem dobrej woli trójki życzliwych, którzy bardzo chcieli ze mnie zrobić magistra i ogromnego fuksa, że wakacje wcześniej przeżywałam fascynację literaturą francuską. Bo chociaż praca magisterska wyszła mi dobra i DUUŻA, to do obrony przygotowana nie byłam 🙂 Ale przypomniał mi się wczoraj mój egzamin na podyplomowe dziennikarstwo. Było tak: …przyszłam i patrzę, że wszyscy coś czytają. Więc pytam:
-
Co Wy czytacie?
-
Powtarzamy pytania do rozmowy kwalifikacyjnej.
-
A jakie pytania?
-
Te które trzeba było przygotować.
-
Ale ja nic nie wiem o jakichś pytaniach!
I spojrzałam na listę. A tam same takie o przebiegu konferencji podczas okrągłego stołu, rozwoju wolnej prasy w faszystowskich Niemcach i inne. Krótko mówiąc: abstrakcja całkowita. Ale weszłam na ten egzamin i wylosowałam takie kosmiczne pytanie. Więc wychodząc z założenia, że szczerość najważniejsza, powiedziałam:
-
Szczerze mówiąc, nie przygotowałam się z tych pytań, bo ich nie znałam. Ale bardzo chcę zostać dziennikarzem.
-
Dlaczego zakłada pani, że się nadaje? Przecież dziennikarz musi się orientować w takich wydarzeniach!
-
Ale ja nie zamierzam być drugim Michnikiem. Ja chcę pisać do prasy kobiecej! Np.do "Twojego Stylu".
Nie poszłam sprawdzić jak mi poszło na ogłoszenie wyników, bo mi poprostu było głupio 🙂 A odpis mojego mgr dyplomu, który był potrzebny przy zgłaszaniu się do egzaminu do dziś leży na wydziale dziennikarstwa UW :)))
<><>
I jeszcze dowcip :))) z Rybiego Brulionu, bo jest genialny, choć może już znacie:
"Wczoraj wybrałam się na imprezę z moimi koleżankami. Powiedziałam mojemu mężowi, ze wrócę o północy. ‚Obiecuję ci kochanie, nie wrócę ani minuty później’- powiedziałam i wybyłam. Ale, impreza była cudowna! Drinki, balety, znów drinki, znów balety, i jeszcze więcej drinków… Było tak fajnie, ze zapomniałam o godzinie.. Kiedy wróciłam do domu była 3 nad ranem. Wchodzie do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę ta wściekłą kukułkę w zegarze jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, ze mój mąż się obudzi przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać jeszcze 9 razy… Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, ze chociaż pijana w cztery dupy, nagle taki dobry pomysł przyszedł mi do głowy – po prostu uniknęłam awantury z mężem… Szybciutko położyłam się do łózka, myśląc jaka to ja jestem inteligenta! Ha!
Rano, podczas śniadania, mąż zapytał o której wróciłam z imprezy, wiec mu powiedziałam, ze o samiutkiej północy, tak jak mu obiecałam. On od razu nic nie powiedział, nawet nie wyglądał na podejrzliwego. ‚Oh, jak dobrze, jestem uratowana….’ – pomyślałam i prawie otarłam pot z czoła. Mój mąż, po chwili, spojrzał na mnie serio, mówiąc: ‚Wiesz, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką’. Zbladłam ze strachu, ale pytam pokornym głosem: ‚Taaaak A dlaczego, kochanie?’ A on na to: Widzisz, dziś w nocy, kukułka zakukała 3 razy, potem – nie wiem jak to zrobiła – krzyknęła ‚O kurwa!’ znów zakukała 4 razy, zwymiotowała w korytarzu, zakukała jeszcze 3 razy i padła na podłogę ze śmiechu. Kuknęła jeszcze raz, nastąpnęła na kota i rozwaliła stolik w salonie. A potem, powaliła się kolo mnie i kukając ostatni raz – puściła głośnego bąka i szybko zaczęła chrapać…"