Pochyliła się nade mną i zapach bzu buchnął mi w nos na nowo…

Byłam u kosmetyczki. Nadprogramowo/oprócz tego co zawsze/pierwszy raz od dość dawna/ zrobiłam sobie… 🙂 brwi (Może zrobimy też brwi? – No to zróbmy). Kosmetyczka była niezła, efekt jest nieoczekiwanie dobry, ale całą wizytę zaprzątało mnie zdiagnozowanie głownej nuty zapachowej jej perfum, które początkowo wzięłam za odświeżacz powietrza… Lawenda, konwalia, bez? Poza tym było sympatycznie, więc ambitnie zagaiłam rozmowę:

  • Rosną te włosy nie tam gdzie powinny…
  • Mamy to przodkach.

No i nie kontynuowałam 🙂

Dziś dzień domowych zaległości. Opuściliśmy Lili łóżeczko na najniższy poziom, bo jak stanie na średnim to szczebelki ma do pasa :/ i zawiesiliśmy haczyki. Miały być też półki w gospodarczym, ale mąż odmówił dalszej współpracy bo nie chciałam na obiad z nim do knajpy iść. Mi się dziś nie chce z domu wychodzić 😦 A on włoską nam wybrał… Natomiast na haczykach mają wisieć moje korale, które wcześniej wisiały na gwoździu i ciągle z niego spadały. Nie umiałam wybrać który haczyk kupić, więc kupiłam dwa (oba podwójne więc nagle się okazało, że wcale nie mam tak dużo tych korali! :). A jeden, przy okazji, będzie służył do przywiązywania do niego rolety! 🙂

Strong pstrong

  • Wiesz, że Madonna będzie latem w Polsce?! W radiu Planeta podali jak rano jechałam. To chyba poprzedni RMF?
  • Wiem, jakoś w sierpniu. Planeta to Radiostacja.
  • Powiedz, że Twoja fabryka jest sponsorem i będą bilety!
  • Nie, nie jest. My będziemy sponsorować Simply Reda.
  • Czemu takie same cioty sponsorujecie?
  • Bo to nasza grupa docelowa.

<<><>>

Tam gdzie kupuję ryby jest jeden specyficzny sprzedawca. Pan Dowcipny 🙂 Za każdym razem kiedy coś kupuję raczy mnie dowcipem – zresztą sądzę, że tym samym nie tylko mnie ;). Takim z cyklu żenujący dowcip prowadzącego:

  • Dwa pstrągi poproszę.
  • Dwa strongi?

I przypomniał, że muszę jeszcze kupić piwo do bułeczek piwnych… Bo odkąd mamy maszynę do chleba ani razu nie kupiliśmy pieczywa w sklepie! 🙂 Mój wyrób 🙂 nie wydawał mi się jakoś specjalny, ale wczoraj kupiłam bułeczki dziewczynom i po prostu już mi… nie smakowały!

Ultimate Survival na Discovery Channel – cykl „Afrykańska Sawanna”

  • …Strasznie chce mi się pić, ale ta woda nie nadaje się do picia. By uniknąć śmierci z odwodnienia muszę szybko znaleźć jakąś wodę. […] Ooo… Placek odchodów słonia to świetne źródło wilgoci. Muszę go tylko wycisnąć…
  • Justku, chodź to zobacz!
  • Pije wodę z tego placka?
  • Tak! Chodź to zobaczyć!
  • Ja nie wiem po co są takie programy i kto to wogóle ogląda. I po co?
  • Jak to po co? Dzięki tej wiedzy jak znajdę się na sawannie nie umrę z pragnienia!
  • Jak znajdziesz się na sawannie będziesz mieć kilka zgrzewek mineralnej w jeepie. I łączność satelitarną z resztą świata!

A w kwestii słoni, niewiadomo dlaczego słoń, czyli MUK to ulubione zwierzę Łucji. Może jeszcze będąc w brzuchu matki nawiązała empatyczną więź ze słoniami w królestwie słoni? Ale są uwielbiane. Nie kotki, nie pieski i nawet nie drób wszelaki, ale właśnie słonie. Geneza nazwy MUK nieznana. Może przypomina jej krowę, czyli MU? A MUK to jego męska odmiana? Trzeba będzie ją zabrać do zoo na wiosnę. Bo na sawannę to może za lat parę, chociaż tatin już jak widać wrzechstronnie przygotowany ;))

Ach, więc to Ty miałaś być chłopcem?!

Jest taki tekst, który przechodzą podejrzewam wszyscy rodzice dzieci tej samej płci… Irytujący tekst. Więc tu od razu odpowiadam (za pytaną): Nie, Lila od razu miała być dziewczynką. Tak było planowane i tak się udało! 🙂

Łucja nie chce ze mną jechać do Indii 😉 Więc do odpytywania przystąpił tatin:

  • Łuczku, pojedziesz z tatusiem do Indii?
  • Tak.
  • Pojechalibyśmy do Bombaju. Zostałabyć gwiazdą Bollywoodu?
  • Tak. Lila?
  • Lila pojedzie z nami. Weźmiemy też mamę?
  • Ta-aak. 🙂

I w ten sposób przydzielono mi miejscówkę 😉 Luz, luz – narazie nigdzie nie jedziemy. Cevauka się jeszcze nawet nie napisała :)) Narazie naszą koncepcyjną przyszłość zaprząta piwniczka na wina. Bo zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wina składują się w łazience (nie na żadnych półkach, tylko elegancko w kartonikach 😉 Na liście dyskusyjnej ciekawy patent przysłali. Gdybykogoś zaciekawiło tu jest o instalacji, a tu trochę o wadach i zaletach.

Tylko jaka jest średnia krajowa w Indiach?

  • Jak byłem dziś w banku to spotkałem znajomego z ogólniaka. Wiesz, że on ma już dziecko?
  • To niestety zaczyna się ludziom przydarzać… Nie jesteśmy już w żaden sposób szczególni.
  • Ale cały czas możemy wygrać z nimi ilością! 🙂

Łucja opanowała wymowę Ą. Mamy więc DĄ zamiast wcześniejszego DOM-u 🙂 A zrozumiały ogólnie narodowo BANAN zamienił się w BĄĄN-a 😉 Lili "w tym czasie’ wylazła druga górna jedynka. Tzn.czuć ją w opuchniętym dziąśle. Teraz już będzie z górki! 🙂

U Diabla w fabryce jest wolny wakat… W Indiach! 🙂 Ja myślę niech aplikuje 🙂

Jednak wstała…

Czas więc na chwilę zwinąć wszystkie obrusy, ponaklejać gumowe rogi na kanty i zabrać wszystko z "niebezpiecznej"- dostępnej wysokości…

W czwartek Lila "robiła pompki" na brzegu łóżka. Wspinała się i wisiała w różnym nachyleniu… Dzielnie wspierała ją w tych wyczynach starsza siostra. 🙂

Piątek, sobota– ulubioną czynnością Lili było stanie przy kanapie, a w niedzielę Łucja uznała, że można już ją wziąć za rękę i ze słowami: Lila, choć pociągnąć na środek pokoju 🙂 Każda taka próba kończy się oczywiście wielkim plaskiem na pupę :)) Nie da ta siostra sobie postać spokojnie! 🙂

I zoom z drugiej strony, jak to wygląda 🙂 Wesoło wygląda 🙂

Dziś rusza Chiński Nowy Rok. Rok brązowej krowy – bo żeńskiej odmiany bawołu i żywiołu Ziemii. Tu dobrze o tym napisane. Korzystając z okazji kolejne życzenie noworoczne: chcę się przestać garbić! 🙂

Zobaczyłam super bluzkę i się zachwyciłam:

  • Ale super bluzka! Czyżby Paprocki&Brzozowski?
  • Nie, Gosia Baczyńska…

🙂 Jakoś strasznie zabawny się mi wydał ten dialog, tym bardziej, że okazało się, że to Vero Moda :))

<><<>><>

Przy okazji wczorajszego śniadania i zbliżającej się czyjejś obrony przypomniał mi się pewien mój egzamin… Nie obrona, bo ta była wielkim aktem dobrej woli trójki życzliwych, którzy bardzo chcieli ze mnie zrobić magistra i ogromnego fuksa, że wakacje wcześniej przeżywałam fascynację literaturą francuską. Bo chociaż praca magisterska wyszła mi dobra i DUUŻA, to do obrony przygotowana nie byłam 🙂  Ale przypomniał mi się wczoraj mój egzamin na podyplomowe dziennikarstwo. Było tak: …przyszłam i patrzę, że wszyscy coś czytają. Więc pytam:

  • Co Wy czytacie?
  • Powtarzamy pytania do rozmowy kwalifikacyjnej.
  • A jakie pytania?
  • Te które trzeba było przygotować.
  • Ale ja nic nie wiem o jakichś pytaniach!

I spojrzałam na listę. A tam same takie o przebiegu konferencji podczas okrągłego stołu, rozwoju wolnej prasy w faszystowskich Niemcach i inne. Krótko mówiąc: abstrakcja całkowita. Ale weszłam na ten egzamin i wylosowałam takie kosmiczne pytanie. Więc wychodząc z założenia, że szczerość najważniejsza, powiedziałam:

  • Szczerze mówiąc, nie przygotowałam się z tych pytań, bo ich nie znałam. Ale bardzo chcę zostać dziennikarzem.
  • Dlaczego zakłada pani, że się nadaje? Przecież dziennikarz musi się orientować w takich wydarzeniach!
  • Ale ja nie zamierzam być drugim Michnikiem. Ja chcę pisać do prasy kobiecej! Np.do "Twojego Stylu".

Nie poszłam sprawdzić jak mi poszło na ogłoszenie wyników, bo mi poprostu było głupio 🙂 A odpis mojego mgr dyplomu, który był potrzebny przy zgłaszaniu się do egzaminu do dziś leży na wydziale dziennikarstwa UW :)))

<><>

I jeszcze dowcip :))) z Rybiego Brulionu, bo jest genialny, choć może już znacie:

"Wczoraj wybrałam się na imprezę z moimi koleżankami. Powiedziałam mojemu mężowi, ze wrócę o północy. ‚Obiecuję ci kochanie, nie wrócę ani minuty później’- powiedziałam i wybyłam. Ale, impreza była cudowna! Drinki, balety, znów drinki, znów balety, i jeszcze więcej drinków… Było tak fajnie, ze zapomniałam o godzinie.. Kiedy wróciłam do domu była 3 nad ranem. Wchodzie do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę ta wściekłą kukułkę w zegarze jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, ze mój mąż się obudzi przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać jeszcze 9 razy… Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, ze chociaż pijana w cztery dupy, nagle taki dobry pomysł przyszedł mi do głowy – po prostu uniknęłam awantury z mężem… Szybciutko położyłam się do łózka, myśląc jaka to ja jestem inteligenta! Ha!

Rano, podczas śniadania, mąż zapytał o której wróciłam z imprezy, wiec mu powiedziałam, ze o samiutkiej północy, tak jak mu obiecałam. On od razu nic nie powiedział, nawet nie wyglądał na podejrzliwego. ‚Oh, jak dobrze, jestem uratowana….’ – pomyślałam i prawie otarłam pot z czoła. Mój mąż, po chwili, spojrzał na mnie serio, mówiąc: ‚Wiesz, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką’. Zbladłam ze strachu, ale pytam pokornym głosem: ‚Taaaak A dlaczego, kochanie?’ A on na to: Widzisz, dziś w nocy, kukułka zakukała 3 razy, potem – nie wiem jak to zrobiła – krzyknęła ‚O kurwa!’ znów zakukała 4 razy, zwymiotowała w korytarzu, zakukała jeszcze 3 razy i padła na podłogę ze śmiechu. Kuknęła jeszcze raz, nastąpnęła na kota i rozwaliła stolik w salonie. A potem, powaliła się kolo mnie i kukając ostatni raz – puściła głośnego bąka i szybko zaczęła chrapać…"

Po śniadaniu – uczucie głodu – takiego np. obiadowego głodu – jeszcze nie wróciło…

Diabli w nocy siadł na łóżku i wykrzyknął: Nie mamy serdelków, więc rano muszę pojechać do sklepu! 🙂 Ale nie było to konieczne, bo jedzenia i tak wyszło za dużo. 🙂 Pieczywo… hmm… było różne 🙂 Upiekłam np. wczoraj rewelacyjne bułeczki piwne, które jednakowoż lepsze były wczoraj niż dzisiaj. Wogóle muszę coś pokombinować z trwałością, bo mi strasznie szybko wysycha to moje pieczywo. Ale i tak się wszyscy zachwycali.

<><><>

Taka sytuacja: mąż wyjechał. Wraca jutro. Żona bierze górę prania, rozkłada sobie deskę i chwyta za pilota. Wolność! Można wybrać niesportowy 😉 kanał! i teraz tak: mam do wyboru film o rodzicach co walczą o zdrowie dziecka, film o odbudowywaniu rodziny po stracie, gadające głowy (tym razem Wildstein pluje na Obamę, ale ten facet jeszcze o nikim dobrego słowa nie powiedział), polski staroć oraz film o chwytliwym tytule: Niewolnica miłości…Próbuję go przez pięć minut i poddaję sprawę…

Dawno temu, w epoce gdy premiery światowe były w Polsce z dużym opóźnieniem oglądałam film kręcony kamerą w sali kinowej na premierze w Stanach. Nie pamiętam co to był za film.  Któreś Gwiezdne wojny? Jakby nie  było od tego czasu wiele się zmieniło, choć chęć szybkiego dostępu do dobrych filmów pozostała.

W czwartek obejrzałam Benjamina Buttona. Oglądałam i miałam silne skojarzenia z Forrest Gumpem. Też taki inny bohater, historia ludzkości w tle, no i o dziwo również nominacja. Jak widać, nie tylko ja tak uważam 🙂 Została mi do obejrzenia godzina, ale nie wiem czy dam radę dziś dokończyć. Tym bardziej, że czeka polecony przez ZnaikęSeven Pounds 😀

Jak blondynka z blondynką – obie, dodajmy szczerze, ciemne ;)

Spotkałam znajomą. Łeb w łeb żeśmy szły z planowaniem dzieci 🙂 Jak ja sie starałam po raz pierwszy (był to 2005), ona zbliżała się do końca ciąży ze swoją Martynką. Potem była nasza Łucja. Potem ona się starała, ale jej się nie udało. Potem była nasza Lila, a w sierpniu urodziły się jej bliźniaki. O których zresztą marzyła. Pogadałyśmy sobie jak matki-polki

  • Magda! Wogóle Cię nie poznałam! Tak patrzę co za blondyna jedzie a to Ty! :)Co słychać? Jak chłopaki?
  • Super. Tylko jestem wykończona. Chciałabym przespać ciągiem więcej niż półtorej godziny i więcej niż trzy na dobę.
  • Wracasz do pracy?
  • Do kwietnia nie, a potem bym chciała albo na pół etatu, albo jeszcze lepiej na 1/4 etatu, czyli 10 godzin raz w tygodniu. Dopóki do przedszkola nie pójdą.
  • Masz kogoś do pomocy, czy sama się wszystkim zajmujesz?
  • Sama. Trochę Martynka mi pomaga 🙂 A co u Ciebie? Widzę, że kolor włosów zmieniłaś?
  • Nie, to mój naturalny. Rozumiesz, matka karmiąca, to się nawet jak do fryzjera wyrwać…
  • Ja tylko 2 miesiące karmiłam. Chciałam trzy, ale nie dałam rady.
  • I tak super, że próbowałaś.
  • Czasem jak jestem u teściów i teściowa się jednym zajmuje, to widzę jaki luz z jednym.
  • Oj wiem. Ja usypiam obie naraz. I jak mi jedna zaśnie, to już jest dobrze.

W całym tym pieczeniowym zamieszaniu zapomniałam napisać, że 20-go, czyli we wtorek, Lila skończyła 10 miesięcy. Na tę okoliczność wspięła się na matkę (bo ze wszystkich przedmiotów świata góra mama jest najfajniejsza) i stanęła. Wyczynu już potem nie powtarzyła i dobrze, bo to jeszcze za wcześnie! Dla mnie za wcześnie… 🙂

Bakery day

  1. 11:30 – przybycie kuriera
  2. 11:40-12:10- rozpakowywanie i czytanie instrukcji
  3. 12:20 – telefon do Poznania (kupowałam w meru.pl)
  4. 12:30 – odpalenie chleba Nr 1
  5. 12:35 – telefon od męża:
  • Co robisz?
  • Właśnie pokonuję największe wyzwanie mojego życia.
  • Dostałaś jakieś tłumaczenie?
  • Nie. Przyjechał kurier.
  • I jak Ci idzie?
  • Już dzwoniłam do Poznania, bo nie umiałam wyjąć formy.
  1. 12:40 – odpalenie chleba, który jakoś się nie miesza; diagnoza: brak mieszadła; znalezienie mieszadła w pudełku, odsunięcie lodówki i wYłączenie z kontaktu oraz włożenie mieszadła, odpalenie na nowo…
  2. 12:45 – drugi telefon od męża
  • Oj znowu mi się wybrałaś. Jak idzie?
  • Miałeś rację, że cała kuchnia bedzie w mące.
  • Dziś Ci wybaczam 🙂
  1. 12:50 – robi się. Odpalam filmy na youtubie o pieczeniu chleba, bo nie wiem czy mi dobrze rośnie… 🙂
  2. 12:55 – telefon od brata:
  • Dzwonię, żebyś zadzwoniła do Lutki, bo dziś dzień babci.
  • Zadzwonię po 18-stej. A wiesz, że ja właśnie piekę chleb?
  • Jak to pieczesz chleb?
  • Mam specjalne urządzenie i piekę.
  • Niesamowite! I jak Ci idzie?
  • Coś mi nie rośnie… Co chwila otwieram i zaglądam i jakoś kiepsko to widzę…
  1. 13:10 – wyjście na spacer
  2. 14:00 – powrót; jakoś radykalnie stan zmianie nie uległ
  3. 14:20 – telefon od Lutki:
  • Wszystkiego najlepszego z okazji trzeciej rocznicy!
  • Wszystkiego najlepszego z okazji dnia babci! Wiesz, że właśnie piekę chleb?
  • Wiem i wiem, że coś Ci gniot wychodzi.
  • Skąd wiesz?
  • Bo rozmawiałam z Marcinem.
  • Żmija nie brat! Poza tym ciągle się piecze!

Koniec końców program się skończył 🙂 Jakiś chyba taki za długi wybrałam. Chleb się udał 🙂 Wielki nie urósł, ale zakalca nie było i był naprawdę smaczny. A co najważniejsze zajadały się nim dziewczyny! 🙂 Odpaliłam więc babkę… Wieczorem pojawił się Diabli. Wręczył prezent :)))) Tym razem bransoletka z pereł. Ale nie białych, tylko takich złotawych. Baaardzo ładna, chociaż podobno się za mało zachwyciłam :)) Program romantycznego wieczoru nie wyszedł, więc po 22-giej odpaliliśmy Heroesów…

  • Głodny jestem.
  • Zrobić Ci kanapkę?
  • Jestem na diecie.
  • Zrobię Ci taką z białym serkiem i rzodkiewką. Dietetyczną.
  • Zrób mi z tym schabowym z obiadu. I love meat. Jedną. I z keczupem.

[kroję: ciach i jeszcze raz ciach]

  • Miała być jedna!
  • Będzie jedna. [i dałam dwie] Nie podłusłuchuj!
  • Ale pyszna skórka!

I zamówił kolejne dwie! A ja w międzyczasie wyjęłam babkę. Ta zato urosła, że hej! Żeby nie być bezkrytyczna, to chleb mi wyszedł całkowiecie niesłony, a babka całkowicie niesłodka… No ale przecież to dopiero początek! 🙂