Oglądamy Strażak Sam-a. Nową wersję. Na ekranie jeden z bohaterów. Łucja:
🙂 I z fryzjerskich wątków lalka typu Steffi albo Sindy co to nabrała atrakcyjności dopiero po rozebraniu i umieszczeniu jej w szeregu lalek kąpielowych, miała wczoraj obcięte włosy :0 Pod włosami miała napis: Made in China.
<><>
Dziś ruszyły targi turystyczne. Impreza na którą szykowałam się od paru miesięcy. Co będzie wakacyjnym hitem, jakie nowe kierunki podróży i nowe destynacje lotnicze, jakie nowości przygotowały gminy i powiaty, jaka nowa atrakcja się pojawiła (i w necie będzie za parę miesięcy), dużo dobrego jedzenia, dużo ciekawych ludzi, kilogramy folderów i stosy wizytówek. I ja jako posiadająca ambicje do tytuowania się specem od podróży powinnam tam być. A nawet jeśli nie powinnam, to chciałabym być.
Ale… tak: najpierw okazało się, że z dwóch terminów imprezy wybrano mniej mi odpowiadający – bez mrugnięcia okiem wpisałam do komórkowego terminarza. Potem, że nie będę mogła pojechać w sobotę (zaraz wyjaśnie dlaczego) więc będę musiała w piątek – spoko, luz- trochę większa napinka, ale w sumie mniejsze tłumy. Dwa dni temu Lila zaczęła gorączkować – westchnęłam i jako, że to tylko gorączka, którą zbijam jak dochodzi do 38 założyłam, że to trzydniówka i so what. Ale dziś w nocy jak stałam w kuchni i robiłam jej mleko to doszłam do wniosku, że nie jadę na te targi. Bez nich jestem w domu na 13-stą, z nimi najwcześniej na 17-stą. To za późno. I odetchnęłam.
Dziecko i kariera. Nie to że się nie da. Pewno i może się da. Tu chodzi o ludzką wytrzymałość. Jeśli nie fizyczną to emocjonalną. Za dużo rzeczy do myślenia o nich. Rano nawet myślałam, że jednak podskoczę. Ale na mieście kierowcy wiosennie szarżują. Nie, nie, nie. Poza tym góra prasowania. Bo jutro z rana Diabli odwozi mnie to rodziców. Właściwie nie do nich, bo spotykamy się po drodze w… parku Jurajskim 🙂 Oglądamy dzień cały dinozaury (reportaż pewnie w niedzielę), potem ja z dziewczynami jadę autem dziadków dalej, a Diabli wraca. Bo w niedzielę rano leci do… Turcji 🙂 Ma wypocząć, zrobić kurs nurkowania, jeśli taki będzie, zintegrować się fabrycznie po raz milion pińcestny i wrócić za tydzień. Wtedy kiedy i my. 🙂