Współczesne tipi

Jakiś tydzień temu squaw płukała naczynia przed włożeniem do zmywarki. Spadająca woda robiła szum, który zagłuszał słowa Siedzącego Diabla:

  • Gdzie ………….or?
  • Pytasz się mnie gdzie jest zielony nawigator??
  • Kupiłaś sobie depilator?!

Ano kupiłam sobie. Zrobienie porządku z jedną nogą zajmowało mi ponad pół godziny. I wcale nie dlatego, że mam łydki futrzane jak bóbr ścinający wiosną drzewa. Po prostu te piętnostotnie tarcze poprzedniego Brauna nie łapały już nic… Żaden zakupowy spontan, tylko świadome porównanie cen i jakości na ceneo. A najlepszy z tropicieli właśnie przeglądał moją meilową korespendencję z potwierdzeniem zakupu. Wysyłka tu i dziś mam zamiar użyć! 🙂

<><>

Wczoraj po kąpieli Łucja się popłakała babci, że tata dzwonił, ale z nim nie rozmawiała. Że tylko z mamą rozmawiał. Więc dziś jak zadzwoni ja chętnie oddam słuchawkę córce :)) On jej opowie o masażach, łaźniach i meczetach (a nie opowiada w kółko mi 🙂 a ona mu o fontannie wokół której biegała i wietrze, który jak wiał to zdmuchiwał krople wody co ją moczyły! Oboje będą zachwyceni. 🙂

I tak jak nie lubię bukmacherów, to tu bym obstawiła

Też śledzicie finał Best Job in the World? Bo ja tak! 🙂 Jak ktoś przegapił to przypomnę, że chodzi o najlepszą pracę na świecie, czyli post… zarządcy wysp tropikalnych leżących u wybrzeży Australii. Swoje cv (60sek filmowej prezentacji) nadesłało 34 tys osób z całego świata. Praca jest naprawdę super, ale Ci co weszli na finałowej 16-stki to śmietanka. Moimi typami do zwycięstwa są Japonka, Amerykanka i nie tak profesjonalny, ale baaardzo przekonujący Hindus. Na inspirującym www możecie sobie obejrzeć jak wypadli.

Ale za nim obejrzycie ich, zobaczcie prezentację samego atolu (about the island-videos). Plus polecam obejrzeć ja przed zaśnięciem. Ja tak zrobiłam i dziś w nocy śniło mi się, że wygrałam ten konkurs. Wygrałam (a jakże by inaczej)dzięki dziewczynom 😉 (btw.w realu nie próbowałam się tam dostać:)) Więc pojechaliśmy tam całą rodziną. Pół nocy chodziłam po białym piasku po kostki w ciepłym morzu. Było tak pięknie, że aż się popłakałam 🙂 I zalana łzami się obudziłam… 🙂

W labiryncie

Wspomnień

Posiadanie własnych dzieci pozwala na przypomnienie sobie wielu rzeczy z własnego dzieciństwa. Odgrywałam z Łucją różne teatrzyki w wannie. Najpierw była to rodzina kaczuszek, z których ciągle jakaś się gubiła a inne szukały, a ostatnio ratowanie lali (tej z tatuażem na głowie), gdy wielka plastikowa ryba z otwieraną paszczą chciała ją zjeść. I otóż wczoraj przyłapałam Lutkę jak w wannie bawi się lalą która spada z pochyłej zjeżdżalni wprost na Łucję. 🙂 Czyli musiała mi się gdzieś w głowie taka zabawa kołotać!

Pokoi

Czyli c.d.przygód Diabla w tajemniczym hotelu ;)… Okazało się, że hotelowe animatorki to rosjanki. I wyczaiły, że to taki gość co ma ambicję rozmawiania po rosyjsku. Więc raz po raz go zadadują, na wszelki wypadek kluczowe słowa zostawiając po angielsku:

  • Хочешь поиграть в darts?
  • Нет, я иду в бар!

🙂 Poza tym zadzwonił dziś rano, z innym problemem i dylematem czy jechać na jeep-safari:

  • Strasznie w nocy zmarzłem. Muszę znaleźć jakiś koc.
  • A miałeś w nocy klimę włączoną?
  • Chyba tak, ciekawe czy można zrobić grzanie.
  • Jak jest klima to chyba tak…
  • Tutaj coś takiego jest! Nie było w nocy nikogo kto by się do mnie przytulił.
  • A pierwszej nocy nie było Ci zimno?
  • Pierwszej nocy nie byłem sam. Zabrakło ciepłego ciałka Sebastiana.
  • A co on robił w Twoim pokoju?
  • Nie mógł znaleźć swojego. 🙂

Nasz reporter z Turcji

Wczoraj o 7 rano Diabli wylądował na Riwierze Egejskiej. W szumie głosów mówiących do własnych komórek, że już są na miejscu, usłyszałam jego głos:

  • Doleciałem.
  • To wspaniale. Jak pierwsze wrażenie?
  • Strasznie gorąco.
  • Coś spałeś w samolocie?
  • Nie bardzo.
  • To jak dojedziesz do hotelu się wykąp i połóż na chwilę.
  • Zobaczę. Co Ci kupić?
  • Wszystko jedno. Nic nie musisz kupować. Jak bardzo chcesz to kup mi coś co Ci się spodoba. Coś niezwykłego. Coś arabskiego.
  • Kupię Ci dobry krem na lotnisku. Jakiś biotherm?
  • Przestań mnie traktować jak starą babę i kupować mi kremy przeciwzmarszczowe i perły!
  • Kocham.
  • Ja też.

Jakieś 40 minut później zadzwonił znowu:

  • Mam wypasioną jedynkę
  • Wykąpałeś się już?
  • Jeszcze nie.
  • A jadłeś? I jak Ci smakuje kuchnia arabska?
  • Za oknem widać rurę basenowej zjeżdżalni.

10 minut później:

  • Wiesz tak idę i nie pamiętam ktory to był mój pokój.
  • A gdzie Ty byłeś?
  • Zobaczyć jak mieszkają inni.

Potem sytuacja potoczyła się szybko. Diabli nie mógł wejść do własnego pokoju, więc w recepcji użyli zapasowego klucza, i okazało się, że w środku nie ma rzeczy Diabla… Dostał pokój zapasowy i szukali jego bagażu. Próbowałam mu wytłumaczyć, że on pewnie nie był w 214 tylko w jakimś innym pokoju, ale był tak zdenerwowany, że wogóle mnie słuchał 🙂 I oczywiście, że okazało sie, że miałam rację. Myli się ten kto sądzi, że postanowił jednak potem odpocząć. Poleciał na basen i ten fan bezpiecznego opalania, który używa tylko filtrów >30 strzaskał się na czerwono… 🙂 Uwielbiam tego faceta!!! 🙂 Przecież z nim się nie można nudzić! :))

Chcesz kotleta z dinozaura?

Chciała 🙂 Ale za nim do tego doszło musiała zrobić maasę rzeczt 🙂 Bo Park Jurajski w Bałtowie to atrakcje na kilka dni. Z rzeczy obowiązkowych nie odwiedziliśmy krainy koni, ani mini-zwierzyńca, gdzie można głaskać i karmić kózki, owieczki, króliczki i im podobne. I rejsu tratwą nie było. Bo poszukiwanie śladów dinozaurów w jarze z racji Lili i wózka odpadło od razu… Ale po prostu zabrakło na nie tym razem czasu :)) Wyjątkowo nie było jeszcze kolejek do kas, które latem i na dzień dzień dziecka potrafią być wielo godzine. Ludzi było sporo, ale organizacja bez zastrzeżeń. Na parkingu młodzi parkingowi Cię wykierowują gdzie jest miejsce. I w sklepach z pamiątkami można fortunę stracić na figurki dinozaurów 😉

Po kolej! Zaczęliśmy od odkopywania niebieskiego szkieletu dinozaura:

Potem jeden chciał pożreć, ale mama uratowała 🙂

Potem oglądaliśmy różne dino-diplodoki w różnych konfiguracjach

Chociaż chyba największe zainteresowanie wzbudzili "ludzie pierworodni" – nazewnictwo by dziadek 😉

Było też safari w british-style autobusie. Wiosna to pora lęgowa, więc można było zobaczyć parogodzinne istotki: muflony, dziki czy lamy…

Ufff… Naprawdę chcieliśmy więcej 🙂 Pogoda dopisywała, wszystko było ciekawe, ale po zjedzeniu grillo-dina jedyną słuszną koncepcją – dla wszystkich trzech pokoleń wydał się powrót do aut i rozjazd po domach… 🙂

Park polecam. Od 1 maja ruszają jakieś kolejne atrakcje i śmiało można tam jeździć co rok i za każdym razem odkrywać coś nowego. A z dziećmi to już wogóle frajda niesłychana! 🙂 Tu macie linka do parku. 🙂

Wszędzie wlezą te Chińczyki

Oglądamy Strażak Sam-a. Nową wersję. Na ekranie jeden z bohaterów. Łucja:

  • Kto to?
  • To kolega Strażak Sama. On chyba się nazywa Elvis.
  • Tak?
  • Bo ma takiego loka jak Elvis.
  • Taka Lila

🙂 I z fryzjerskich wątków lalka typu Steffi albo Sindy co to nabrała atrakcyjności dopiero po rozebraniu i umieszczeniu jej w szeregu lalek kąpielowych, miała wczoraj obcięte włosy :0 Pod włosami miała napis: Made in China.

<><>

Dziś ruszyły targi turystyczne. Impreza na którą szykowałam się od paru miesięcy.  Co będzie wakacyjnym hitem, jakie nowe kierunki podróży i nowe destynacje lotnicze, jakie nowości przygotowały gminy i powiaty, jaka nowa atrakcja się pojawiła (i w necie będzie za parę miesięcy), dużo dobrego jedzenia, dużo ciekawych ludzi, kilogramy folderów i stosy wizytówek. I ja jako posiadająca ambicje do tytuowania się specem od podróży powinnam tam być. A nawet jeśli nie powinnam, to chciałabym być.

Ale… tak: najpierw okazało się, że z dwóch terminów imprezy wybrano mniej mi odpowiadający – bez mrugnięcia okiem wpisałam do komórkowego terminarza. Potem, że nie będę mogła pojechać w sobotę (zaraz wyjaśnie dlaczego) więc będę musiała w piątek – spoko, luz- trochę większa napinka, ale w sumie mniejsze tłumy. Dwa dni temu Lila zaczęła gorączkować – westchnęłam i jako, że to tylko gorączka, którą zbijam jak dochodzi do 38 założyłam, że to trzydniówka i so what. Ale dziś w nocy jak stałam w kuchni i robiłam jej mleko to doszłam do wniosku, że nie jadę na te targi. Bez nich jestem w domu na 13-stą, z nimi najwcześniej na 17-stą. To za późno. I odetchnęłam.

Dziecko i kariera. Nie to że się nie da. Pewno i może się da. Tu chodzi o ludzką wytrzymałość. Jeśli nie fizyczną to emocjonalną. Za dużo rzeczy do myślenia o nich. Rano nawet myślałam, że jednak podskoczę. Ale na mieście kierowcy wiosennie szarżują. Nie, nie, nie. Poza tym góra prasowania. Bo jutro z rana Diabli odwozi mnie to rodziców. Właściwie nie do nich, bo spotykamy się po drodze w… parku Jurajskim 🙂 Oglądamy dzień cały dinozaury (reportaż pewnie w niedzielę), potem ja z dziewczynami jadę autem dziadków dalej, a Diabli wraca. Bo w niedzielę rano leci do… Turcji 🙂 Ma wypocząć, zrobić kurs nurkowania, jeśli taki będzie, zintegrować się fabrycznie po raz milion pińcestny i wrócić za tydzień. Wtedy kiedy i my. 🙂

First cut is the deepest ;)

Rosły sobie te loki Łuczy i rosły. Na początku były nawet urocze. Taki Mateo Kuśnierewicz. No ale ostatnio okazało się, że po wyprostowaniu są do łopatek (!) i nie wiadomo jak się z nimi rozstać… Przez sen obcinać? Plus ten mega lok Lili, co już w oczy wchodził… Wcale nie łatwo znaleźć fryzjera dla dzieci. Uradowana Lutka już zacierała ręce, że wnuczkom będzie włosy obcinać. W końcu własnym dzieciom wiele lat trzaskała fryzurę od garnka 😉 Ale się zawzięłam i dziś rano o godzinie 11-stej dziewczyny po raz pierwszy miały obcięte włosy… U fryzjera… 🙂 A więc 23 kwietnia, Łucza lat 2 i 8 miesięcy i Lila lat 1 i 2 miesiące (czy jakoś tak) klaps nożycowy pierwszy! Akcja! 🙂

Pelerynka w pieski, lizak do wyboru, nawet sztuk dwa, różowy fotel, bajka i pani próbuje.

Ale łatwo nie ma… Łucza wykonała swój popisowy numer z brodą przyszytą do klatki piersiowej i nie ułatwia…

No dobra, pod koniec zaczęła trochę łypać na bajkę, bo to akurat ta, którą lubi 😉 O troskliwych misiach.

Potem fotel zajęła Lila. Tu była zupełnie inna sytuacja. Pełną współpraca z panią fryzjerką, przechylanie głowy i ogólna empatia.

Tylko się pryskanie wodą nie bardzo spodobało 😉

Ogólnie dziewczyny dumne i zadowolone. Więc po wakacjach (chyba,że teraz jakoś szybciej będą rosły?) wyślę tatina z córkami, by też zobaczył jakie to przeżycie 🙂

Galerianki

Mierzyłam top. Krótki, brzuch odsłaniający. Gołego brzucha odsłaniać nie zamierzam, bo jak to powiedziała mi kiedyś Magda S, z którą konsultowałam temat o modzie w ciąży: Noszenie za krótkich bluzek i odkrytych pępków jest niedopuszczalne u każdej kobiety po 15 roku życia.  Ale uznałam, że taki kolorowy top mi się przyda. Tak pod coś. I załamałam się w tej przebieralni. Gdzie też kaloryferki, które kiedyś miałam na brzuchu? To i wydumałam program odnowy. Mówię mężowi (miałam nadzieję, że go zakasuję, ale fitness master jest nie do przebicia 😉

  • Chciałam rozpocząć 6 Weidera.
  • Aerobiczną szóstkę Weidera? Nie dasz rady.
  • A jednak spróbuję.
  • Bedę ćwiczył z Toba.

I dziś zaczynamy… Płaski brzuchu, talio osy przybywaj! 🙂

Golden eye

Mieszkańcy "Czarodziejskiej Góry" zakładali, że dzień zaczęty to dzień skończony. Zdaje się, że nawet co niektórzy kuracjusze (bo akcja, przypomnę tym co jakimś cudem lekture przeoczyli, toczy się w sanatorium z którego nikt nie wyjeżdża) uważali miesiąc zaczęty za miesiąc skończony a nawet rok zaczęty jako rok skończony. No i ja uważam podobnie. Jak mam coś ważnego koncepcyjnie do zrobienia, to nie zaczynam pierwszego dnia, kiedy robota napływa, a dnia kolejnego. Tak żeby mieć cały dzień. Taki jak dziś. Tuba i namiot (całą instalację pokażę, jak przybędzie drugi namiot 😉 rozłożone na dywanikach i kocach w ogrodzie. Zabawki i stolik z przysmakami. I matka tworzy 🙂

I tak bładząc po Kaszubach znalazłam, że to tam robią chyba najbardziej znaną z polskich porcelan– Lubianę :0 Przejrzałam sobie (zupełnie nie na temat z tym co akurat robiłam) ich kolekcje i odkryłam, że mają rewelacyjną porcelanę dla dzieci (tu)! Mam zamiar namówić Diabla by jadąc na wakacje tam zajrzeć. W końcu dziewczyny nie muszą jeść na tym melaso-plastikowym wynalazku, który się szybko w zmywarce zużywa. Łucja i tak już jada na normalnych talerzach. A Lila mam nadzieję lada moment do niej dołączy, choć narazie tak po staropolsku ciska o podłogę talerzem po jedzeniu… Wzory dla dorosłych mnie jakoś nie powaliły i chyba bardziej podobają mi się zestawy z Chodzieży. Zresztą też by się przydał jakiś zestaw dla nas… Nie to, że nie mamy, ale wybieranie talerzy jest baaardzo przyjemne! :))))

Jak byłam w ciąży to najbardziej się bałam, żeby nie były bliźniaki…

…Bo jak tu się zmieścić z takim wielkim wózkiem? A ona chciała taki dobrowolnie… – Lutka do cioci Uli, czyli swojej bratowej. O mnie 🙂

Wczoraj Diabli poszedł na boisko grać w kosza z dziewczynami. Jak wrócił to się pytam:

  • I jak Ci się prowadziło nasz wózek?
  • Czułem się jak dzieciorób.
  • Przyzwyczaisz się jak zaczną Cię zaczepiać, że Pan to musi mieć trudno. 🙂

Wieczorem gadam z Lutką i referuję wrażenia męża. Lutka:

  • No bo jest dzieciorób.
  • Kochanie, mama mówi, że jesteś dzieciorób!
  • (Diabli) Ale za mną nawet koreańska rodzina się oglądała!

I update po spacerze 🙂 …Najpierw taka, prośba, że jeśli ktoś będzie słyszał o castingu do reklamy jedynek (takich parówek) to ja mam dwie chętne:

Potem zoom na żonę tego gościa od dzieci 😉

Refleksja młodego poety…

I w świecie kapeluszników…