Jutro zabieram rekonwalescentów na wycieczkę. Na wschód tym razem. Do puszczy by przez dwa dni zebrali siły do dalszego obcowania ze mną! 🙂

Jutro zabieram rekonwalescentów na wycieczkę. Na wschód tym razem. Do puszczy by przez dwa dni zebrali siły do dalszego obcowania ze mną! 🙂


A dlaczego guma balonowa? Ano dlatego, że na Bukowinie była kawiarnia, gdzie babcia chodziła na kawkę i kupowała wnuczce lody. Wnuczka brała jeden z dwóch smaków:


Wunderteam-em nazywano polską reprezentację lekkoatletyczną startującą w latach 1956-1966. Nazwę wymyślili niemieccy dziennikarze i określenie dotyczyło około 300 lekkoatletów. Sportowcy spotykali się w Wałczu – wielu z nich rozpoczęło tam swoją sportową karierę a wałecka Bukowina została nierozerwalnie związana ze sportem. I jej sława, choć już bardziej jako ośrodka wioślarsko-kajakarskiego trwa do dziś. Tradycje lekkatletyczne staraliśmy się podtrzymywać MY 🙂 Czy to na bieżni, czy w skokach w dal…


Trochę nie dopasowaliśmy się strojem Stylistyka obiektu narzuca kolorystykę biało-czerwoną. Nie mówiąc o tym, że najwyżej są notowani ci z napisem POLSKA – bo tzn. że są w kadrze. Honor ratowała Lila 🙂

Diabli wymyślił sobie program max: 2xdziennie basen, 1xdziennie – kajak, tenis i bieganie. Ach no i siłownia 🙂 Pomińmy milczeniem jak mu szło z realizacją ;))

Ale ogólnie było na sportowo. Wioślarze symetrycznie wiosłowali w tę i spowrotem roztaczając aktywną atmosferę. Na stołówce wybieraliśmy dietę dla wagi lekkiej (bo w wiosłach jako, że zaczął to się robić sport mutantów wprowadzono wagę lekką), patrzyliśmy na ludzi starszych od nas o lat conajmniej 10 jak swobodnie i bez wysiłku machają rakietą od tenisa i wciągaliśmy brzuchy. W takim miejscu się nie chodzi a podbiega… Więc sami rozumiecie, że najbliższe dni to czas na kanapowe złapanie oddechu! 🙂



Skoczył 🙂 A potem ja skoczyłam po piłkę 🙂 A potem się pokłóciliśmy w którą stronę ma być wzorek na parawanie 😉 Na zewnątrz czy do środka, ale Diabli mi wyjaśnił, że do środka to będziemy mieć ładnie 🙂 I jeszcze patrzyłam jak rozbijają inni. I jeśli mi ktoś powie, że przy tym dochodzi do rozwodów to uwierzę :)))

Ale zanim doszło do dmuchania wiatraczka (sponsored by Ronald McDonald) musieliśmy pokonać złą aurę deszczów szumiących nad pomorzem… 😉 Jak to sprytnie powiedział Diabli: Gdybym miał konto na twitterze to bym napisał: 9 godzin w upale, a potem deszcz – taka była nasza droga dojazdowa… 🙂

I jescze Lila w kołobrzeskim koszu i tatin pokazujący zabawę w komandosa na piasku i biegiem do…pasieki 😉 Czyli cdn za dni parę 🙂


1.Czy pamiętasz swoją pierwszą książkę, przeczytaną w języku obcym?
Pewno. Wstyd się przyznać, ale nie licząc koszmarnego "Słowa o plku Igoriewie"– przymusowej lektury studentów filologii RU, pierwsza dobrowolna literatura w języku obcym to opowiadania Tatiany Tołstoj, która była przedmiotem mojej mgr pracy. Bardzo mi się podobały.
2.Czy jest książka, którą wspominasz z niechęcią, niesmakiem ?
Ogólnie niestety, ostatnio mało czytam. Ale jak sięgam pamięcią do okresu przed-dzieciowego dużo problemów sprawiła mi Wojna Polsko-Ruska. Zaczynałam ze 3x i za każdym razem w okolicach strony 20-stej odpadałam. Filmu nie widziałam, ale wydaje mi się, że będzie przyjemniejszy.
3.Gdybyś miała skłonić jak najwięcej osób do przeczytania jednej, konkretnej książki, jaką wybrałabyś?
Przedwyjazdowo biegamy. Ja ubrana, a dziewczyny golcem. Lila sika na dworze. Jakoś tak na tarasie (w rogu). Łucja poprawia w to samo miejsce. Obie na stojąco ("Moi chłopcy"- mówi o tym Diabli :). I woła mnie:
Śpieszę uspokoić tych co u nas na grillu bywają, że nie zrobiłam tego! 🙂
Dobrze, że jest Lila, która weszła właśnie w fazę ucieczek i realizuję na niej moje potrzeby kwokowania. Łucja przechodziła ten okres na święta Bożego Narodzenia. Stałam przy kasie, tłum ludzi jak to w grudniu, a ta biegnie do drzwi. Więc rzucałam kasjerce: Pani skanuje i kołysząc wielkim brzuchem (bo Lila w końcu marcowa) biegłam do rozsuwających się już drzwi… To jakiś miesiąc-dwa trwało… Zresztą teraz mam łatwiej, bo mam starszą pomocnicę, która woła: Mama, Lila daleko! :)))
-czyli basen i arbuz – nowomowa
Spośród szczepień dodatkowych wybrałyśmy ospę. Cała reszta wydaje mi się zbędna. Jeśli Łucza będzie w przedszkolu chorować, to po prostu będzie mało chodzić. A ospy się boję. Mój brat przechodził ją jakoś wyjątkowo trudno, a jak to Lutka powiedzia: Lila ma urodę po wujku. Białe dziecko młynarza. Moje obawy potwierdziła dok mówiąc, że atopowcy gorzej znoszą ospę. Bo i swędzi i ślady zostają. Więc ukłute zostały dziś obie. Wielkiego heroizmu nie było, bo i łzy się polały i trochę krzyku było. Łucza prawie 14 kg, Lila 9.
Potem już był basen i barbuk. Powstał niesamowity cykl naturystyczny, którego niestety nie mogę pokazać. Wybieram więc dwie foty najmocniej utajnione.
Primo: instalacja namiotowo-basenowa 🙂

Segundo: śniadanie u Tiffanego, a właściwie obiad u sióstr LO (takie z Lutką im pseudo sceniczne wymyśliłyśmy: LO SISTERS ;)) Jakby nie było zaraz wjedzie pomidorowa ze świeżych pomidorów, która razem z ryżem jest nawet, nawet jedzona 🙂

– Łucja o poranku do mnie
Szybko [szi^ko] to eufemizm synonimiczny do "ojej" lub "uwaga"…
Sami rozumiecie, że jeżeli wylegująca się z Wami córka zauważy Wam na głowie BIAŁY włos to jedyne co można zrobić to natychmiast udać się fryzjera… I tak też rozpoczęłyśmy dzisiejszy dzień. 🙂 Radykalnie, lecz nie szło inaczej ;)) Efekt PO zadowalający. Nie wiem co będzie jak to umyję, ale narazie jestem "sobą nową" zachwycona. Pierwszy raz od roku (!!). Ba, nawet dałam sobie wcisnąć jakąś kosmiczną piankę (brawo za asertywność).
Zregnerowana (od głowy:) zabrałam nas wszystkie na miejsce naszych jesiennych spacerów (październik, listopad) by wysondować czy można tam bywać o tej porze roku. Można. Nasilenie komarami poniżej średniej krajowej, nie ma walających się śmieci, a miękka i wysoka trawa zachęca do wyprawy z kocem! 🙂 Udokumentowałyśmy to by łatwiej namówić tatina na wycieczkę! 🙂

Borem, lasem, borem, lasem maszeruję sobie czasem ;)))

Dżusik time (najlepiej na siedząco, żeby w nogi nie poszło 😉

Watch me! Zrobię a-ku-ku! 😉 I nie patrz na nogi bo się pobrudziłam! 🙂


Obie dziewczyny kochają piasek. Ja też uwielbiam. Ale one są w opcji skrajnej: wystarczy go naprawdę niewiele! 🙂
