Wrzesień kiedy się urodziłaś był taki piękny jak w tym roku

Lutka jakiś czas temu.

Kobiety pamiętają takie dziwne rzeczy jak pogoda kiedy na świat przychodziły ich dzieci. Jak Łucja się rodziła lato (sierpień 2006) było wyjątkowo upalne. Młode mamy mają to do siebie, że się ostro pocą, więc z 25 kg na plusie, po pierwszym tygodniu matkowania było już tylko 10. Plus taki, że od pierwszego dnia w domu były spacery.
Marzec Lili był chłodny, ale słoneczny. Jak jechaliśmy do Łodzi, drogi były suche, choć pewnie po lasach był śnieg. No i była akurat Wielkanoc. Pierwsze kwietniowe spacery były już w prawdziwie wiosennej aurze…

W tym roku jesień mnie tradycyjnie nabrała. Z dekoltową odwagą weszłam w szarugę i pozwoliłam by szalik z wiatru owiał moją szyję. Drapie i boli. Czas na wyjęcie nocnych barchanów. Chowam śliskie wdzianka w głąb szafy. Koniec lata definitywnie.

<><>

Rozmowa w wannie. Łucza wymyśliła nową zabawę… ;0

  • Lila śpi?
  • Śpi. Może już wychodzisz?
  • Jeszcze nie. Mama, krzycz na mnie.
  • Krzyczeć? Na Ciebie?… Łucja, wychodź z wanny!
  • Nie, mama, nie! Krzycz!
  • Łucja! Kto to widział, żeby być taką ładną!
  • Mama!!! Krzycz!
  • Łucja!… Kto tak marszczy brwi!
  • Justa!
  • Jak na mnie powiedziałaś? Wiesz jak mam na imię?
  • Nie. Mama, krzycz!
  • Łucja! Kto ma takie małe uszy! :)) …

Jak dobrze się ustawisz nie bedziesz nic musiala robic

 – Lutka. I dodała swoje ulubione powiedzonko:- Złego przykładu nie należy brać nawet z matki.
Los mnie: urodzonego bałaganiarza, obdarzył córkami porządnickimi 🙂 Pomagają mi wieszać pranie: Łucja podaje poszczególne elementy identyfikując je (przykład: To są majtki tatusia). Gotować lub wkładać rzeczy do bębna pralki. Ponadto Lila przynosi do kuchni brudne talerze. Zdarza im się wszystkie zabawki porozsypywać, ale potem je sprzątają. Naprawdę coś niesamowitego! Gdy sobie to uświadomiłam postanowiłam im zrobić jakiś prezent… Co też one mogą potrzebować? I wczoraj Łucja zażyczyła sobie balerinki… 🙂 Oglądała to  i zawołała mnie:
  • Mama, musisz mi kupić takie buty! Będę śpiewać: mamo i tato! Ja kocham te buty. One są piękne! :))

Ależ wymyśliła! :))))

baloon

NaGrzyby.pl

  • I jak grzyby Luciu?
  • Wiesz tak chodziłam sobie po lesie z P. i dotarło do mnie jaką mam dużą córkę…
  • Chciałaś powiedzieć starą?
  • Kiedy to zleciało?
  • Ale wiesz wydaje mi się, że nasze pokolenie ma łatwiej. Nie jest takie zabiegane jak Wasze.
  • Chyba masz rację.
  • Zobacz nawet Mały jest niby taki zarobiony, ale ma barwne to życie.
  • Tak… W lesie jest tak pięknie, że pomyślałam, że mogłabyś przyjechać z dziewczynkami na parę dni.
  • Bardzo dobry pomysł. Ale to jakoś w połowie miesiąca, bo muszę parę rzeczy wypchnąć. A jak grzyby?
  • Nie było. Za sucho jest.
  • To za dwa tygodnie będzie w sam raz. :))

Lila jesienna

Rekordowy tydzień premier w USA

Ruszył nowy serialowy sezon. House, Heroes, The mentalist, Flash Forward… 🙂 Diabli utknął przed drugim sezonem Californiacation, a ja podekscytowana zasiadłam do wieczornych Heroesów :))
Mi się podobają, ale mąż się krzywi, że za bardzo pogmatwane.
Tak zaczęłam się zastanawiać o co mu chodzi i przyszło mi do głowy, że po prostu jest po Diablemu… zazdrosny :)) Tylko nie wiedziałam o co. Ale już wiem… O to, że zapominam, że on jest moim superhero! :))

Jak oglądałam zasnął mi na kanapie obok. Po zakończeniu budzę i mówię:

  • Chodź na górę do łóżka.
  • Idź. Ja jestem pięć razy szybszy niż Ty.

<><>

Wczoraj przeżyłam zawodowe oświecenie. Plany, jak to plany są umowne, ale kierunek już znam :)) Prosty i logiczny. Upojona własnym geniuszem  😉 przystępuję więc do roboty nad kolejnymi zleceniami! :))

Wynalazki na jakie czeka ludzkość

stojaki

O jaki fajny pomysł! Moja mama by się uciszyła gdybyśmy mieli takie coś jako nastolatki! – usłyszałam ostatnio. Rzecz szła o postawkach pod lizaki, które kupuję razem z chupa-chupsami. Nie celowo. Po prostu tam gdzie zdarza mi się robić zakupy,nie ma ich zaistalowanych na takim słupie, ale są z takimi stojakami sprzedawane.

Natchnęło mnie to do rozważań o wynalazkach, które mogły by nam ułatwić życie. Dziś trzy. Dwa pierwsze jako jednorazowe i nieekologiczne pewne nie powstaną, a trzecie może-może jak odpuści lobby związków danego zawodu 😉

1. Szczoteczka do zębów wraz z pastą. Rzecz, która wydaje mi się niezbędna rano. Stoisz przy umywalce dzierżąc szczoteczkę i myślisz: Qrcze, muszę jeszcze odkręcić tubkę... A gdyby tak dwa w jednym? Szczoteczka, ktora ma pastę w rączce? Opłacalny koszt: półtorej ceny szczoteczki + pasty.

2. Jednorazowe smoczki wraz z nakrętką pasujące na dziecinne butelki z napojami. Każdy rodzic to miał: idziesz, dziecku chce się pić, kupujesz soczek, ale nie masz w co to nalać. Opłacalny koszt: 10 jednorazowych smoczko-nakrętek (dużo cieńszy silikon, cienka obudowa)= 2 opakowania smoczków (powiedzmy canpola).

3. Szybkie usługi. Mnie np. ciekawiłyby fryzjerskie. Myślę, że konieczna jest maszyna. Tak jak myjnia samochodowa. Siadasz i jedziesz. Całość trwa max 5 minut. Fryzura zaprogramowana ta sama od lat pięciu. I nie boli "siedzenie" od 40 minut siedzenia. 🙂

Dzień nowego ochraniacza nadchodzi…

  • Co chcesz na urodziny Justku?
  • Ochraniacz na deskę do prasowania.
  • Kupię Ci też nową patelnię.
  • Proszę bardzo.
  • Ale jaki chcesz prezent?
  • Nic nie chcę.
  • Musisz coś chcieć.
  • Nie chcę nic. I jak wparujesz do domu z tortem z napisem 35, to więcej mi się na oczy nie pokazuj.
Faktem jest, że Diabli zwykł mi urodzinowo kupować nowy ochraniacz na deskę. I opowiada o tym wszem i wobec :)) Za każdym razem wywołując niedowierzanie 🙂 A to dobry prezent jest. Zresztą im bliżej tej daty tym większym dołem mnie ona napawa. Czas by jakiś magiczny obrót w życiu wykonać. Stoję w miejscu. Stoję znaczy się cofam. Czas na przemiany. Może chociaż krem 35+ sobie jakiś kupię. 🙂

Chyba nic nie wyjdzie z dentysty. Z takim upodobaniem do książek pewnie zostanie jakimś literatem.

-Diabli o Lili

Poranna szczepieniowo-kontrolna wizyta z chudzielcem Lilą wykazała, że nic jej nie jest. Te kilka stron wyników różnych badań pokazuje, że może jest mało odporna, ale poza tym wszystko w normie. I bardzo to pozytywne. 🙂 Teraz siedzi i czyta :)) Czyta już z godzinę, btw. Na foto z Tuwimem.

tuwim

Ale, ale… w poczekalni spotkałyśmy nikogo innego jak Jacykowa! 😉 Wzrokiem stylisty nas wyraźnie zmierzył… Jak wypadłyśmy? Dobrze mam nadzieję. ;DD

Who let the dogs out?!

Na skutek różnych okoliczności Diabli przybył dziś do domu z fabryki  w południe… Wsiadłam w auto i udałam się do kosmetyczki i takie tam. A tatin miał okazję odkryć zasadę, że jeżeli chce się zasiąść do kompa i nie mieć go zamkniętego/oblanego to należy pozwolić na jakieś katastroficzno-bałaganiarskie zabawy ;)))

><><

Większość znanych mi osób ma jakieś wspomnienia z przedszkola. Ja pamiętam drogę do przedszkola, leżakowanie, zabawy na placu zabaw i jak dziewczynki skaczą w gumę (ja nie, bo nie umiałam :). Pamiętam, że panie mnie lubiły i pamiętam hmm… czekanie na rodzicówBtw. w latach ’70 w Polsce Ludowej pracowało się również w soboty. Na ogół odbierał nas lekko spóźniony Krzycho. (Z perspektywy lat ’30-stu stwierdzam, że mama już wtedy była pracoholikiem). Związana jest z tym zresztą zabawna historia jak razu pewnego Lutka była wcześniej (nie wcześniej przed innymi rodzicami, ale wcześniej przed mężem) i pani przedszkolanka, oglądająca różnych rodziców wśród pracowników Huty, powiedziała jej: Pani mąż to taki porządny człowiek. Nigdy pijany po dzieci nie przychodzi 🙂

Lubię jak przychodzę i Łucza taka uradowana wybiega z sali. I mogą sobie panie przedszkolanki gadać: Niech mama przychodzi później, bo nie zdążyłyśmy zębów po obiedzie umyć… :)) Na mnie nie będzie musiała czekać! 🙂

Trudna rola zięcia

Pod przeszkolem

  • Jak Ci minął dzień w przedszkolu?
  • Dobrze. Jedna dziewczynka powiedziała, że mam ładne rajstopy.
  • Ojej! To wspaniale!
  • Dziewczynki są dobre, chłopcy są niegrzeczni.
  • Wszyscy są niegrzeczni?
  • Jeden jest dobry.
  • Ten co Cię posypał piaskiem?
  • Nie, ten jest niegrzeczny.
  • A który jest dobry. Co zrobił?
  • Dzwonił dziś do Ciebie, żebym nie była smutna.
  • Do mnie?
  • Tak. Do mojej mamy.
Widziałam tego kolegę co to tak na niby do mnie dzwonił ;)… Diabli umierał z ciekawości jak też on wygląda. Więc mu powiedziałam. Zgodnie z prawdą 🙂 Niski grubasek :))

Zabawowa imprezowiczka jest fajna dopóki się nie porzyga. Potem jest już tylko problemem.

Dr House

Rosół dochodzi, a dzień mija lajtowo-rekreacyjnie na nieustannych lekarskich badaniach 😉 Doktór to Łucza. A wyposażenie "lekarskiej torby" dostarczył wujo Marcin :)) Każdy począwszy od rodziców, przez Lilusię aż do pieska jest co chwila badany: osłuchiwany, oglądany od strony do uszu i nosa, ztemperaturowany i wyleczony… A na koniec ma… malowane usta :)) Po prostu Łucja zażyczyła sobie od wujka szminkę, więc razem z zestawem lekarskim (licencia poetica Wujka) dostała też baby lipstick :)) I w ten oto sposób skonsolidowała oba prezenty 🙂

oddech

Oddychaj głęboko tato (wyżej) i O, masz gila! (niżej) :))

uszy