W tym roku chcę dynię kanibala!

ja do Diabla

Czyli dynię pożerającą drugą dynię :))) I tak też zostało mi wyrzeźbione :))

dynia

dynia 2

A tak wygląda cała przed-domowa konstrukcja: dynia, dwie małe dyńki na świeczki i miotła… No dobra, miotła to przypadek, ale założmy, że to rekwizyt czarownicy ;))

domy dynio

I jak co roku przypominam, że Halloween to dziś – 31 października, a Wszystkich Świętych jutro. Więc oba te święta sobie w drogę nie wchodzą. Na dziś trzeba mieć natomiast sporo cukierasów w domu! A tu dla porównania dynie z lat ubiegłych ;))

Pamiętaj: nigdy nie wybieraj do rady rodzicielskiej tych co się zgłosili samodzielnie!

– hasło na dziś

Bo są nieznośni. Mają za dużo męczącego zapału, nieustannie robią jakieś składki i nie są w stanie zrozumieć jak Cię przydybią, że nie masz przy sobie 10 zeta. A nie masz. Ba, przekopawszy dom i kieszenie męża również odkrywasz, że nie masz. :)) Jak drobne by to nie były monety… Jest natomiast w dużych ilościach bilon typu niemieckie marki albo liry włoskie. To duże ułatwienie jeśli chodzi o dziewczyny. Bo dzieci lubią pieniążki, jak wszystko co należy do dorosłych i te których nie ma już w obiegu (mają jeszcze do wyboru czeskie halerze i greckie drachmy) doskonale się sprawdzają. 🙂

Pamiętam, że jak byliśmy mali jeździliśmy na wakacje do babci. Na podwórku stała wielka wysoka, drewniana piaskownica. Babcia stała w oknie i patrzyła na wnuki (tego nie wiedziałam- wiem to od wujka). Raz po raz przybiegaliśmy po coś do babci. Np. po pieniążki:

  • Babciu, daj nam jakiegoś pieniążka.
  • Przecież przed chwilą Wam dałam.
  • Ale już nam zginął… Ale nie martw się – on nie był nam potrzebny!

Bo to taki uroczy wiek, że wartości przedmiotów są ustalane intuicyjnie. :))

2 % orgazmu

Mieszkałam kiedyś w akademiku z jedną dziewczyną, która zwykła powiadać: Pamiętajcie laski, że przeciąganie się to 2 % orgazmu 🙂 Dlatego też każdy dzień zaczynała od solidnej porcji przeciągnięć, po których mówiła: No teraz to mogę wstać 🙂

Ja rano się nie przeciągam. A już napewno nie w łóżku. Robię to w aucie. Stoję na światłach, albo w jakimś dziwnym zrobionym na prostej i równej drodze korku,  i się przyciągam. Tak że aż w łopatkach łupie. Btw. koty też lubią przeciąganie i robią to bezustannie co pewnie tłumaczy ich zadowolenie z siebie 🙂
A teraz się przyznawać kto właśnie się przeciągnął?! :))

I zaległe foty, bo właśnie z fotomaratonu przysłali:

She wolf

  • Strasznie się dzisiaj w nocy spociłaś.
  • No bo podkręcasz ten piecyk bez umiaru.
  • Nie podkręciłem.
  • No to mogłeś się tak nie przysuwać.
  • Myślałem, że lubisz być taka zwierzęca…
Aaaaaaa!!!!! A raczej AUUUUUUuuuuuuuu!!!! Za co los takim mężem pokarał? 😉
 
Wasza Shakira* 😉

*tyle, że ja w nocy zamiast na dach wędruję do dzieci 🙂

Lakonicznie lajkonicznie

Korzystając z tego, że ma być kilka ładnych dni… Spacerujemy 🙂 We dwie, bo w końcu ta trzecia się … przedszkoluje!

Lil

I zrobiłyśmy sobie wczoraj Dzień Bikini. Po kąpieli została wypatroszona szuflada z kostiumami i było wieelkie mierzenie. Aż się tropikalny zrobił ten późno jesienny dzień! :)) Btw. czy wiedzieliście, że do bikini świetnie pasują czepki basenowe? ;))

Tata to matka

Pisałam już kiedyś, że Łucja słowo matka uważa za obelga. No bo wchodzi w skład zwrotów: Co z Ciebie za matka; matka nałóż dziecku czapkę; przecież jesteś matką, itd. Raz na jakiś czas Diabli próbuje wytłumaczyć, że ja to matka. Na co Łucja mu odpowiada, że mama to mamusia. Ale sam sobie winien, bo zwroty z użyciem matka to jego specjalność :)))

I oto sytuacja z wczoraj.
Łucja znalazła spodnie od piżamy Diabla w jakimś nie pasującym jej estetycznie miejscu. I mi je przyniosła.

  • Mama, spodnie taty. Były pod łóżkiem.
  • Pod łóżkiem?
  • Tak. Ach, ten tati… :))
  • No tati, tati. Ach.
  • Tata to matka.

:))

<<<><>>>
W każdej nawet najfajniejszej pracy przychodzą dwa trudne momenty:

Pierwszy, kiedy odkrywasz, że wiesz LEPIEJ.
Drugi, kiedy musisz się podpisać pod czymś pod czym nie do końca się zgadzasz (jakościowo czy merytorycznie).

Warianty wyjścia też są dwa:

  1. Kiwasz głową.
  2. Mówisz a mi to lotto.
Lecz pomijając problem z samą wygraną, to przecież nie ma nic gorszego niż leżenie pod palmą i myślenie, że przecież miałeś rację… :)) Więc kiwamy i robimy tak jak zamówione… Ale jak napisać o karnawale w miejscu w którym go nie ma??? 🙂

Zdobądź dla nas złoto! :))

  • Może pojedziemy w sobotę na basen?
  • Mam rowerki. W niedzielę zresztą też.
  • Znowu??? Tak lubiłam jak biegałeś… Wychodziłeś na pół godziny, albo godzinę i wracałeś…
  • Wrócę do biegania.
  • Jak kupimy nowego ipoda?
  • Nie. Brakuje mi motywacji. Maraton Warszawski mnie nie kręci. Chyba, że wystartuję w Berlińskim…
  • Ooo, to by było super!
  • Ale wiesz, że musiałabyś mnie odwieźć, żebym jako zawodnik nie tracił sił?
  • Wiesz, że ja do takich rzeczy jestem chętna! :))
  • Ty to byś była chętna, jak bym w Stambulskim startował…
  • To była by rewelacja…. :))

To była rozmowa z mężem w czwartek. W piątek natomiast gadałam z Lutką.

  • Co robicie w weekend?
  • Nic za bardzo. Łukasz bierze udział w jakimś rowerowym maratonie. Aż cztery godziny będzie jechał… o 8 rano w niedzielę.
  • To ten maraton o którym mówili  w telewizji?
  • A to nie wiem. Nic mi nie mówił. Ale może to ten? Mówił ,że trener sobie nawet nogi ogolił. Bo kolarze sobie golą.
  • A po co?
  • Nie wiem. Żeby ładnie te łydki wyglądały?
  • Może żeby ich wiatr nie owiewał?
  • Może. 🙂
  • Mówili, że mają jechać po takich symulowanych trasach: tour de Polonia, tour de France
  • To by pasowało…

Więc potem przepytałam męża:

  • Ty jedziesz w tym maratonie tvn-u?
  • Tak. Mówiłem Ci.
  • Nie mówiłeś. Patrzę na prowadzących i widzę Dorota Gardias… Ona też taka Rihanna jest 😉
  • No właśnie nie podoba mi się, że taki show z tego zrobili. Ja chciałem na rowerze jechać.
  • To może też nogi ogolisz? ;))
  • Nie. Ale muszę kupić sobie batony energetyczne, żebym nie stracił sił jak cała Polska będzie patrzeć. :))

No a potem jeszcze mi wyjaśnił, że goli się nogi bo to sport bardzo kontuzjogenny a rany bez włosów jednak sie lepiej goją. 🙂 Ja myślę, że na siłowni to rzeczywiście można spaść z rowerka na żwir :))) Trzymamy kciuki, królewiczu! :)))

Wzory na dyni

dynia 0

Dynia jest fajna. Duża, pozytywna i pomarańczowa. Oglądałam gazetową galerię dyń i jedna babka z US miała fajne zdjęcie. Na wielkim wysypanym słomą placu były porozrzucane dynie. Między nimi biegały dzieciaki. W rogu dostojnie stały chryzantemy w doniczkach. A przez środek placu szły amerykańscy rodzice ciągnąc wózki na takim drewnianym patyku. I ładowali do tych wózków dynie. Tak żeby każdy miał w domu swoją, albo nawet kilka. :))

Z dyni można wyciąć postacie Disneya, albo faceta z dredami. Jak chcecie znaleźć więcej szablonów polecam wrzucić do googla: pumpkin carving. Co my wytniemy (co wytnie Diabli :)) jeszcze nie wiemy… :))

Poranek rozpoczęliśmy jakby nie było od wizyty na polu dyniowym… Tak żeby zobaczyć jak to te dynie rosną?

dynia

dynia 2

No a potem pojechaliśmy kupować… Może wieczorem będzie cięcie… :)))

my

A buzi tatusiowi?!!

Diabli za biegnącą do sali Łucją

Mam dużo dylematów jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe dla Łucji. Pierwszoplanowo zapisaliśmy ją na rytmikę i korektywę. Rytmikę w przedszkolu miałam również ja, a korektywa mam nadzieję ją uchroni przed garbieniem się. Zapisaliśmy też na angielski, z uwagą, że jeżeli grupa się nie utworzy to nie ma problemu. Bo chodzi nam tylko o to, żeby sama nie siedziała z boku. Od lutego chcemy ją zapisać na balet w pobliskim DK. Sama się o to upomina. Ale czy tego nie będzie za dużo? A co ze zwykłą zabawą? Tym bardziej, że dziś spojrzałam na zajęcia grupy elfów, czyli czterolatków i oni mają zajęcia z matematyki… :/ Jak można dziecko taką obrzydliwością od maleńkości katować? A może powinno się, bo teraz to będzie tylko fajną zabawą?

Zainteresowana natomiast czuje się w przedszkolu świetnie. Wczoraj jak po nią przyszłam, akurat była po obiedzie (zjedzonym!) i dostawała zieloną koronę z papieru (wracałyśmy  niej do domu!) od pani. Założono ją jej… i wróciła na miejsce… A ja stałam i czekałam na nią! Była tak przejęta, że wogóle nie pomyślała, że czas do domu!

<><>

Spece od ekonomii twierdzą, że budżet rodzinny powinno się robić w marcu. Bo to niby najdroższy miesiąc w roku… Ale wg mnie oni robią te wyliczenia dla bezdzietnych. Najgorsza jest jesień. W tych okolicznościach biorę koszyk i ruszam w obchód po domu co by tu znaleźć coś do opchnięcia na allegro ;))

Na 20-stym kilometrze

Jedna z moich grup zażyczyła sobie, że nie chce podręcznika. Zajęcia mają przebiegać na bazie prasówki. No więc tak wynajduję dla nich różne artykuły. Najlepsza z najlepszych jest gazeta-magazyn z Aerofłotu. Cała reszta się nie nadaje. Vivo-Gale z wywiadami gwiazd oper mydlanych, czasopisma specjalityczne i handlowe, które są trudne do zrozumienia nawet w języku polskim i przepojone naukowym bełkotem magazyny dla fotografów/botaników czy wróżek. Jedyny problem z gazetką Aerofłotu jest to, że jest całkowicie nieosiągalna na… ziemi. Na szczęście dwa kolejne egzemplarze przywiózł mi z Nowosybirska,  razem z czapką uszanką,  Krzycho.

Wczoraj przejrzałam i wybrałam artykuł o państwach-wyspach na wodach exteretorialnych budowanych na platformach wiertniczych oraz wielką mapę Rosji z pozaznaczymi niezwykłymi pomnikami. Np.pomnikiem komara na Syberii, jako symbolu trudów życia tam (bo gorsze niż mróz zimą są wielkie jak jaskółki komary i meszki latem) lub pomnikiem оздоровительной клизмы. Qrcze co to takiego ta klizma? Ale zrobił się rejwach przy budowaniu wieży z Lego i nie sprawdziłam…

Dziś jadę do fabryki i jakoś na 20-stym kilometrze od domu kiedy przestałam myśleć o tym czy Diabli będzie pamiętał wziąć worek z kapciami Łucji i "czy wyłączyłam żelazko" ta klizma mi się przypomniała. Więc zadzwoniłam do Krzycha:

  • Zapomniałam sprawdzić słowo w tekście. A już jadę na zajęcia.
  • Jakie słowo?
  • Przed sanatorium jest pomnik, który wygląda jak duża gruszka. Monumient symbolizuje coś co się nazywa оздоровительнaя клизмa.
  • Klizna?
  • M jak Marcin, A – jak Agata. KLIZMA.
  • Nie wiem. Sprawdzę i Ci odzwonię…

Kwadrans później:

  • Już wiem.
  • I co to znaczy?
  • Klizma to lewatywa.
  • Mam im tak powiedzieć?
  • Nie byłem pewien więc dzwoniłem do chłopaków do Mińska.
  • To ja im powiem, że to gruszka.
  • Powinnaś im powiedzieć, że to lewatywa.
  • Myślisz, że może im się przydać?

Ale koniec końców powiedziałam :))