Dzisiaj jest dzień wszystkich dziewczyn. Chłopaki w przedszkolu mogą Ci składać życzenia!

 – ja do Łucji 🙂
Ucieszyła się. I wymieniła wszystkich, którzy mogą to zrobić. "Oliwier, Maciek, Franek i Bartosz" 🙂 Luda kupiła dziewczynkom czekoladki. A ja zaraz kupię sobie żelazko 🙂
Tym razem nie philipsa, bo żywotność poniżej roku to pełna dyskwalifikacja :/
Szykując się do czwartkowych zajęć przejrzałam jakie w tym roku trendy w Rosji. Modne mają być bukiety z balonów i zabawki z kwiatów (?). Wiecznie dobrym prezentem jest wyprawa do knajpy (my z dziadkami byliśmy wczoraj) lub biżuteria. Odradzają natomiast sprzęt AGD :))) Gdzieś po Polsce przetoczyły się manify, a my popołudnie i wieczór spędziliśmy w domu. Ja walczyłam z dogorywającym żelazkiem.
  • Justku możesz coś normalnego do oglądania włączyć?
  • Nic nie ma… Masz pilota – popstrykaj sobie.
  • Nie, nie… To też nie…. Oooo.
  • O, nie! Tylko nie o wojnie. To jakiś Pluton?
  • To najlepszy  film o Wietnamie. Lepszy był tylko tekst w Czasie Apokalipsy. Grali  golfa i jeden powiedział: Uwielbiam zapach napalmu o poranku.
  • Już słyszałam.
  • Zobacz jakie to wojsko super rozrywka dla mężczyzn.
  • No… Też uważam, że to taka zabawa dla chłopców.
  • Kobiety nie powinny wstępować do armii. Tylko mężczyźni.
  • W sumie się zgadzam.
  • Kobiety powinny w tym czasie przechodzić obowiązkowe szkolenia dla sanitariuszek.
  • Wiesz, nie wszystkie lubią się babrać w krwi i bandażach.
  • Ktoś musi też czyścić szalety.

🙂 I po tym humorystycznym akcencie update z poranka dnia kolejnego:

dzien kobiet

Dziewczyny dostały kremowe róże… A ja goździki! Mąż, a gdzie rajstopy???? :)) Łucja dostała jeszcze papierowy kwiatek w przedszkolu i Oliwier złożył jej (i TYLKO JEJ) życzenia z okazji dnia kobiet! :))

papierowa zdobycz zasadzimy

Mam pięć lat!

Dokładnie 5 lat temu zaczęłam pisać bloga. Pierwszy wpis zrobiłam bo potrzebowałam gdzieś wkleić fotkę naszej kotki Tiny. Aby zrobić kocicy zdjęcie wyrzuciłam ją na śnieg i szybko sfotografowałam! Btw. fotoforum chyba jeszcze wtedy nie było. Zdjęcie chciałam podlinkować na jednym kambodżańskim forum. Bo planowaliśmy wtedy z Diablim, że ślub  weźmiemy w kambodżańskiej dżungli…
Z planów nic nie wyszło, ślub był w Polsce, ba do Kambodży jeszcze nie dotarliśmy w naszym wojażach.
Za to w tzw. międzyczasie zmieniła się nasza rodzinka. Stiker przyuważyłam na Rybim blogu – pierwotnie chciałam go wstawić w szpaltę, ale ponieważ nie można go zmniejszyć, ani ustawić w pionie – rozwala mi szablon :/

Before&After :))

stiker

2010
 
Przez te pięć lat z mini-notatnika blog urósł do rozmiarów sporego archiwum wspomnień i pamiętnika, a codzienny wpis stał się ważnym elementem dnia. Pojawili się czytelnicy, większości których nie znam, ale jest mi bardzo miło, że tu zaglądacie! 😀

Kąpiel lingwistyczna

Od zarania dziejów dzieci lubiły podsłuchiwać o czym mówią dorośli… Tyle tylko, że jeszcze 100 lat temu wyproszone do innego pokoju wychodziły. Za czasów mojego dzieciństwa patent podejrzewam Krzycha był taki, że zmieniali język. Gadają i gadają (o hucie) i nagle zmiana. Na rosyjski,albo na niemiecki. Lutka nigdy z ojcem nie prowadziła takiej dyskusji, ale niemożność podsłuchiwania błyskawicznie czyniła rozmowę rodziców nieatrakcyjną, więc wychodziliśmy.

Problem jak boomerang powrócił. Są tematy o których nie można przy dziewczynach mówić. Np. o urodzinach Lili, których Łucja nie akceptuje albo o lekarstwach, które mamy podać. Od razu się wtrącają i rozmowa przestaje się toczyć.
Leżymy na łóżkach z dziewczynami i rozmawiamy. Diabli wyjątkowo koło Łucji, ja z Lilą (na ogół jest na odwrót):

  • Łuka, ten nienazywalny event związany z Lilą. Łucja is still not agree.
  • I think we must give two presents.
  • Presents are not the problem. What about cake??
  • Musi się dostosować. Tak samo jak Lila będzie musiała.
  • Weź ją pocałuj w czoło. Cały czas ma gorączkę?
  • Ma. Zmierzyłbym jej termometrem gdybyś wszystkich nie zgubiła.
  • Gdzieś powinien jakiś być… Przedostatni zjadła Lila, ale były dwa. Poszukam. […] Nie znalazłam termometru, ale znalazłam coś innego! Przejdę na ros, bo nie wiem jak po angielsku będzie. Я нашла свечи! По 125 г.
  • Cвечи?
  • В попу. В задницу.
  • Aaaa… wiem. A jak dałaś wczoraj?
  • Вчера я дала два по 60. Naraz.
  • To dziś dostanie 125 na noc.
  • A z tym wiesz jeszcze czym nadchodzącym… Pytałam się Łucji, czy będą paper plates for kids i też się nie zgodziła.

Mowa o urodzinach i czopkach :)) Po prostu nie mogę dać dwóch dawek syropku przeciwgorączkowego pod rząd, jeśli po drodze nic nie zjadła przez kilka godzin. Więc czopki. Diabli kupował w aptece przedwczoraj, ale kupił za małe. Niezależnie od rozmiaru Łucja je szczerze nienawidzi. 🙂 Zresztą już chyba w magiczny sposób ozdrowiała  gdy się okazało, że wujek Marcin nie pójdzie z nią do kina jeśli  będzie chora :))

Kominiarz świeżo co upolowany na sąsiednim dachu

komiarz

Robimy to marcowe budżetowanie.Właściwie to na razie nie robimy tylko notujemy. Staram się zapisywać każdy dzień na innej stronie notesu, żeby się nawzajem nie piętnować 😉 Na to będzie czas na początku kwietnia…

  • Justku, chciałem Ci się pochwalić, że zjadłem dzisiaj tylko jeden lunch.
  • Przecież miałeś sałatki?
  • Mam chodzić głodny?
  • No to po co my kupujemy tyle składników skoro Ty i tak chodzisz na lancze?
  • Bo aby schudnąć trzeba jeść kilka posiłków dziennie!
  • Myślę, że najtaniej nas wyniesie zaszycie Twojego żołądka :))
<><>
Bibione się wysłało.  Pora więc zająć się organizacją najważniejszej marcowej atrakcji… Urodzinami Lili! :)) Czasu jeszcze trochę jest, ale powoli można scenariusz układać. 😀

Dni otwarte na zajęciach z angielskiego w przedszkolu

Właśnie wróciłyśmy 🙂 Przesiedziałam całą lekcję patrząc czego Łucja się od września nauczyła 🙂 I powiem Wam, że umie nie mało. Rozumie polecenia, umie odpowiedzieć jak ma na imię i ma naprawdę świetną wymowę. Dziś uczyli się słów pogodowych: wiatr, słońce, śnieg i deszcz. Śpiewała i tańczyła.

<><>

Przybyły kalosze. Zamówienie złożyłam wczoraj o godzinie 11-stej i o 10 dziś rano był kurier. ?????????????????. Wysyłka z Finchampstead wczoraj po południu. Takiego expresu to w życiu nie miałam!
Dwie pary, bo jedne dla Lutki. Ma sobie wybrać: kratka czy kwiatki. Ciut ciemniejsze niż na foto poniżej :))

 kalo-szous

Ghost-writer na premierze książki, to jak kochanka na ślubie

– Ewan McGregor w "Autorze-widmo"
  • Łuki, jak ja mam napisać o Bibione?!!?
  • A przedstawiłaś swój punkt widzenia?
  • Tak. Cały czas chcą Bibione.
  • To napisz, że to najpiękniejsze miejsce na ziemi i raj wakacyjny.
  • A co z etyką? Przecież tam jest beznadziejnie!

Niezły był by ze mnie ghostwriter... Nie mam problemów ze zbywaniem praw autorskich i pisaniem na zadany temat 🙂 I miło, że nareszcie znalazłam grupę zawodową, z którą mogę się utożsamiać! :))

<><>

Kupiłam w końcu kalosze. Po trzech tygodniach zadręczania wszystkich wokół coś nareszcie wybrałam. Zakupy zrobione na wyspach. Angielski przemysł wellingtonów jest imponujący. Ilość gadżetów do-kaloszniczych jest niewyobrażalna. Właśnie oglądam i oglądamstojaki na kalosze. Aż żal, że nie mamy bardziej deszczowego klimatu!

stojak

Z hodowli roślin wyszła mi tylko hodowla pleśni na biologię

Znalazłam w szufladzie nasionka na kiełki. Kilka opakowań. Więc pomyślałam, że tak wiosennie zasadzę. Diabli rozpoczął milion pińćsetną dietę, no a zresztą kiełki to takie typowo wiosenne jedzenie.
Na pierwszy ogień poszła pszenica. Dziesięć dni podlewałam to w miseczce i suche jak wiór wczoraj wyrzuciłam. Dwa dni temu równolegle uruchomiłam rzodkiewkę i cały czas nic się nie wydarzyło więc pewnie skończy tak samo. Ale nie poddam się, choć chyba powinnam się pogodzić, że z upraw to wyszła mi do tej pory tylko hodowla pleśni na biologię. Zresztą i tak najsłabiej w klasie.
Natomiast bardzo mnie cieszy, że dobrą botaniczną aurę rozsiewają dziewczyny. Mają po kim, bo obu babciom kwiatki rosną jak na drożdżach. Ozdobą okna w bawialni jest wielki i pachnący hiacynt! 🙂

hiacynt

  • Łuczku, a mówił ktoś, że masz ładnego ptaszka na bluzce?
  • Tak. Powiedziałam, że babcia mi kupiła tą bluzkę. W Afryce.
  • W Afryce czy w Ameryce?
  • W Afryce.

🙂 Się mieszają te na A rzeczy :)) I mądrala zaśpiewała mi dzisiaj piosenkę. Po angielsku! Też na A :)))

Nasz człowiek na NBA

Miałam kiedyś koleżankę, która czasami użalała się nad sobą, że jest kobietą fatum. Że wystarczy wpuścić ją do swojego uporządkowanego życia i wszystko się rozsypuje. Problem oczywiście dotyczył mężczyzn. Potem na drugich studiach miałam promotora, który raczył mnie refleksjami o ptakach za oknem. Jak to jest, że one nie zderzają się w locie?

Oba przypadki: składania życia do qpy i walki z nudą doskonale leczą dzieci. Masz tyle atrakcji, że puste interwały właściwie nie występują. Taka np. Lila. Niby dziecko doskonałe, ale ciągle coś się dzieje. Pediatra poradził laryngologa i właśnie rozpoczęłyśmy tour objazdowy po lekarzach. Chodzi o to chrapanie. Oddychanie w nocy przez usta, problemy z oddychaniem przez sen, przedłużający się katar i nawracające zapalenie uszu. Wszystko to są objawy zbyt dużego trzeciego migdała. W którymś momencie powinien się wchłonąć, ale jeśli będzie tak dalej utrudniał małej pindzie życie to trzeba będzie go wyciąć. Dziś dostałyśmy długą receptę i narazie spróbujem działać zachowawczo. Za miesiąc kontrola i ustalimy co robimy dalej…

<>>><<<>

Babcia wróciła z Hameryki. Była na Bullsach. Podobało się jej 🙂 Powiem szczerze, że nudzą mnie mecze, ale na Bullsów bym też poszła 🙂 Lutka mówi, że widowisko było mega. Ze spadochronami spadały na widzów koszulki, wielki byczek latający nad trybunami raz po raz zrzucał jakiś gadżet, na każdym poziomie grał inny zespół (muzyczny), chirlsy przebierały się co trzy minuty a całość trwała 3h! 🙂 Pomiędzy rzędami krążyli sprzedawcy piwa i kukurydzy. Babcię najbardziej interesowało czy są starsze od niej na widowni. Były. 🙂 Razem z biletem dostała kupony (foto). Jeden zużyła. Jak wygrali (podobno niesłusznie) każdy dostał big-maca 🙂 A wygrali dwoma punktami. Z Portland Blazers. I chyba nie założyła czapeczki, które im szef kazał założyć :))

bulls

Dzieci w ferworze „zabawy”, a rodzice w ferworze „dyskusji” [bawialnia vs sypialnia]

  • Co dzisiaj robimy Justku?
  • Nie wiem. Mnie jakoś głowa boli…
  • Na ból głowy najlepszy jest stosunek płciowy.
  • Mhmm…

A dłuższą chwile później gdy nad laptopem oddaliśmy się rozpaczy dlaczego Ryinair nie lata skądś bliżej usłyszeliśmy chrapanie. Zaczęliśmy szukać Lilę i znaleźliśmy… :)) Czy to usnęła zapatrzona we własne odbicie, czy to podczas zabawy w doktora (zielone pudełko na którym śpi), czy podczas malowania – nie wiadomo. Ale zasnęła mocno :))) 

Lila

Byliśmy na Autor-Widmo. Sala pełna, no bo wiadomo Polański teraz jest modny. Film ok. Nie powalił, chociaż to naprawdę solidnie i klimatyczne zrobione cyt. "kino suspensu". Ja niezmiennie zazdroszczę Amerykanom rynku wydawniczego. Warto pisać, skoro bestseller utrzymuje pisarza przez kilka lat. No i dom gdzie rozgrywa sie większość akcji jest przepiękny. Ukryty między wydmami wprost "stworzony do tworzenia".

Odkrycie na dziś: domy w dolinach kręcą mnie bardziej niż domy na wzgórzach.

ghost

Jak przystało na parę która się poznała na kręglach, czasem na nich bywamy

  • Jaki rozmiar butów?
  • (hmm… noszę i 38 i 37, ale wezmę mniejsze, żeby Diablemu nie było głupio)… Może być 37.
  • A pan?
  • 39.
  • 49?
  • Nie 39.

Koleś za ladą zatrzymał się w miejscu i zawrócił z drogi do męskich spowrotem do "młodzieżowych  rozmiarów". Diabli mruknął do mnie:

  • Co za poniżenie… :)))

Lila sleepy

Lila kulturalnie przybiła gwoździa, za to Łucza pokładała się na kanapach z nieustannym pytaniem, kiedy skończymy i pójdziemy na trzypiętrowy jungle park z tunelami i wąskimi przejściami po chybotliwych kładkach z piankowych rurek…

Łucza

  • Justku, czy mam prawidłową postawę przy rzucie?
  • Wybitnie prawidłową!

postawa

A ja po raz kolejny zapragnęłam posiadać własnę kulę… Taką nie wyślizganą, nie porysowaną. 9-kilogramową i chętnie przezroczystą… 🙂

ball

I przeleciało na obu atrakcjach pół dnia nie wiadomo kiedy! :)) W drodze do domu Łucja kupiła sobie tylko jeszcze szminkę 🙂 A teraz siadam do roboty. Tym razem o królestwie Casanovy ;))

sephora