I przychodzi mi w związku z tym do głowy jedna piosenka :)) Tak refleksyjnie pod koniec zimy.
Bo chyba nadchodzi. Tych przemykających się marcowych kotów coraz więcej.
I przychodzi mi w związku z tym do głowy jedna piosenka :)) Tak refleksyjnie pod koniec zimy.
Bo chyba nadchodzi. Tych przemykających się marcowych kotów coraz więcej.
– treść sms-a od sąsiada do Diabla.
Sąsiad to taka dusza człowiek. Wraca z pracy wkłada w śnieg dwa piwka, żeby się chłodziły, a potem próbuje wywabić Diabla 🙂
A śniegu przybywa.
Pod oknem w kuchni zaspa zaczyna zasłaniać okna… 🙂
Koty sąsiadów (mały grzbiet koło auta) przemykają się w śnieżnych tunelach.
Gorące Walentynki jak widać nie rozpuściły lodów…

Fototapety mają więcej opozycjonistów niż zwolenników. Że obciachowe, tandeciarskie, że pachną PRL-em i widoczkiem z wodospadem na ścianie. Ale równocześnie to najprostszy sposób na przerobienie pokoju. Kupiłam już 2 tygodnie temu, ale zagorzały wróg fototapet dopiero dziś (Walentynki?) dał się namówić na przyklejanie. Płachty były spore, więc sama bym nie dała rady. Zresztą Diabli jest dokładniejszy niż ja.
Jak wymyśliłam fototapetę zastanawiałam się nad wzorem. Plan A było coś w stylu Barbie a’la Andy Warhol i nawet znalazłam kogoś kto to zrobi. Ale potem doszłam do wniosku, że one są jeszcze malutkie i taki wzór to za dwa lata. A teraz niech mają zwierzątka! 🙂

No bo dalej robimy bawialnię. CD oczywiście nastąpi :)) Na foto niżej Łucza ma pomalowane usta 🙂 Samodzielnie oczywiście :)) Chwilę wcześniej szykowała się na nieśmiertelny bal 😉



Luźną taką miałam refleksję potem, że mąż mechanik to skarb. Podobnie jak mąż informatyk. Baa, nawet mąż lekarz może się przydać, choć nie wiem czy bym chciała mieć biały fartuch z tym jego zapachem w domu. Ale mąż spec od ubezpieczeń? On może mnie co najwyżej poinformować, że zwrot kosztów auta ubezpieczonego U NIEGO w fabryce zajmie nam około miesiąca…
Poza tym pierwszy dzień weekendu komercyjnie: Ronald mac Donald, kręgle i centrum zabaw dla dzieci. Po kręglach tradycyjnie zamarzyłam o własnej kuli. I spotkaliśmy Monikę Richardson, która nie odrywała oczu od Diabla. Btw. otoczona była grupką dzieci całkiem do niej podobnych. Ja wiem, że ona ma męża anglika, ale nie chce mi się wierzyć, że to wszystko jej było.
Tata mojej koleżanki nie może patrzeć na trzy aktorki. Nie kojarzę aktorów po nazwiskach, więc nie powiem Wam o które chodzi. Ale wiem jak wyglądają. W sumie to w polskim filmie lat ’70 -’80 któraś z nich zawsze się przewijała… Jak je widzi to mówi: Przełącz ten kanał, bo nie mogę na tę babę patrzeć. 🙂
Mnie kobiety tak nie irytują. Ale mam trzech męskich aktorów, którzy działają na mnie niemalże wymiotnie. I ich obecność w obsadzie to dla mnie antyreklama i pewnik, że filmu raczej nie zdołam obejrzeć.
I oto przed nami kolejny weekend i aż się boję zajrzeć do programu tiwi Diabli przygotował IV sezon Lostów, ale o Lostach uważam podobnie jak Kominek, że to pierwszy serial, który stał się parodią samego siebie. Chociaż nie chciałabym mówić o sobie tak jak on: Czy tylko ja czuję się zerem intelektualnym, że to oglądam? Oj, chyba zacznę się kłaść razem z dziewczynami 😦



Podobno 3 pierwsze miesiące roku są najtrudniejsze. Żywność jest droga, różne opłaty, zimno, choróbska, itd. Styczeń jest kiepski, ale ma jeszcze rozpęd noworoczno-świąteczny. Luty jest gorszy, ale jest krótki. Pensje przychodzą czasem po trzech tygodniach od 1-szego. Najgorszy jest marzec. Nie dość, że dłuższy od lutego o 4 dni (na ogół) to zdecydowanie najdroższy. Dlatego też ekonomiści radzą robić rodzinne budżety właśnie wtedy.
Trudno mi w to teraz uwierzyć, ale przed dziewczynami zdarzało mi się przegapić Tłusty Czwartek. Dzwoniła wieczorem Lutka i pytała czy zjadłam dziś pączka. Albo byłam gdzieś gdzie mnie częstowano a ja zadawałam pytanie kosmity, czy ktoś ma urodziny… Teraz to niemożliwe. Łucza od kilku dni opowiada, że chce Duuuużo pączków. I torty 🙂
Kupiłam 10. A potem zajrzałam do Ikei, którą mijam wracając w czwartki z fabryki i kupiłam torciki, które są przepyszne (wiem, bo czasem w czwartki je kupuję). Jeden pączek zjadłam w aucie. Nie róbcie tego, bo potem się klei kierownica! A potem zadzwonił Diabli i powiedział, że ma też 10 pączków.
Pamiętajcie by w kryzysie sobie dogadzać! Podwójnie! :))
Wtorek. Zabieramy się z dziewczynami za robienie deseru. Deser to pokruszone ciastko w pucharku, potem mus czekoladowy, a na górę śnieżka. Zaletą jest to, że ten deser w całości wykonuje Łucja, a potem nam go rozdaje.
🙂 I oboje na własne życzenie jedzenia nie dostali. Za to później jak zaczęłam szykować kąpiel Łucja zabrała się za pieczenie ciasta. Przepis wzięła ze Świnki Peppy :)) Do mixu (jajko i czekoladka) miała być właśnie dodawana mąka, a potem całość zamierzała wstawić do piekarnika… 🙂

I fotka mojej przedszkolanki jak dzielnie pomaga mamie wystawiać na Allegro :))


Ot taki poniedziałkowy Armagedon :))
A jako, że ruch wymiany przeczytanej prasy jest u nas w domu silnie rozwinięty wszystkie te gazety trafiają w którymś momencie do mnie. Kartkuję strony z modą sprzed kilku sezonów, czytam zaległe WO i patrzę na słynne śluby w Gali. Przeglądam to sobie, trafiam na różne linki, dodaję do zakładek i może kiedyś będę ich potrzebować.
Znalazłam właśnie super lisy :)) Świetny taki np.szafirowy 🙂 Nie będę sobie w lutym szalika kupować… ale muszę pamiętać, żeby tam zajrzeć w październiku! Łańcuch też się zresztą przyda 🙂