Co Ty Kałużyński jesteś, żeby stare gazety w domu trzymać?!!

– sąsiadka do męża

Leżałam sobie wczoraj z Łuczą (element przekonywania, że jej łóżeczko jest lepsze) i myślałam o różnych rzeczach. Patrzyłam na różowe ściany (Zgiełk to kiedyś dobrze napisała, że pomimo naszej niechęci do różu, jest to kolor potrzebny dziewczynkom do rozwoju – one w ten sposób kwitną!) i przypomniały mi się początki. Z Łucją pamiętam je wyraźnie. Pierwsze kąpiele, wycieranie, ubieranie, wkładanie do łóżeczka i podglądanie czy już śpi. Jedyne wyraźne wspomnienie z kąpieli Lili to kiedy wanienka stała w wannie, ja kucałam w wannie i myłam Lilę, a Łucja z zewnątrz mi pomagała. I tak pomagała, że wpadła do środka a ja nie wiedziałam którą ratować 🙂
I tak jej zaczęłam o tym wczoraj opowiadać:

  • Tak dokładnie pamiętam wszystko z okresu kiedy byłaś malutka…
  • Podoba mi się ta literka w paski u Lili.
  • Jaka literka w paski… i? Ale w Twoim imieniu nie ma i.
  • Ja chcę ją mieć.
  • Musiałabyś się inaczej nazywać… Łuczynka nie, Łuczka też nie…
  • Uszi.

🙂 Proszę, jaka spryciara! 🙂

Dziś korzystając z tego, że pozbyłam się na weekend męża zabrałam się za coś czego nie robiłam od dwóch lat. Porządek w papierach, który polega na utworzeniu dziesiątków kupek, posegregowaniu i przełożeniu. Cel czynności pominę, bo jest to coś co może zrozumieć tylko mój ojciec.
I powiem wiem, że to niesamowite, ale dziewczyny mi nie przeszkadzały.  Ruina papierzysk i wycinków w domu była przez dwa dni i zrobione! 🙂

Prawo pierwszej nocy

Szczerze mówiąc trochę już mam dość tej zimy. Ubiegłej chodziliśmy na sanki i spacery, a w tym roku przez te mrozy nie wybraliśmy się ani razu. W dodatku Lila ma znowu zapalenie ucha. I znowu bezobjawowo. Widział to kto, żeby bezobjawo zapalenie uszu przechodzić?!!? Wydało się gdy wylądowałyśmy u lekarza, bo postanowiłam sprawdzić czy płuca suche, bo po 10 dniach smarków to różnie może być. Do kompletu atrakcji przecieka nam dach… W kuchni leje się przez lampę ciurkiem. Dwa wiadra dziennie. Coś trzeba zrobić bo do wiosny, to nam się ten karton gips na głowę zwali. A dach oblodzony i wyjść nie ma jak… Ale idzie wiosna! Od tygodnia kupujemy młode (polskie!) ogórki i są naprawdę pyszne. Drogie jak złoto, ale dziewuchy rąbią nawet bez śmietany :))

Za to zmontowaliśmy łóżeczko Lili. Była awantura bo pierwszą noc chciała w nim spędzić Łucja :)) Pod łóżkiem leży materacyk z małego łóżeczka, który na noc wysuwam. Jakoś tak mam obsesję – przy Łucji też ją miałam – żeby nie wypadła. Za 2 tygodnie zlikwiduję. I drewniany domek od dziadka został zagospodarowany (w końcu) misiami!

lili bed

girls room

domik

Oglądamy teraz Housa. Pierwszy sezon, bo nie widzieliśmy. Lepiej jak seriale mają ciągłość, a nie stanowią "odcinkowe całości", ale w sumie może być. Diabli:

  • Podoba Ci się Chase, co?
  • Chase akurat tak średnio. Już czarnuch jest lepszy. Nie mówiąć o Housie.
  • Czemu wszystkim babom podoba się House?!? Przecież on ma końską twarz!
  • Ale jest niezły… Wilson w sumie też może być.
  • Bo jest podobny do mnie.
  • Mhm…

O zazdrości

W filmie "Москва не верит слезам", dokładnie w II-giej części jest scena jak główna bohaterka – mama prawie dorosłej córki, kierownik w dużym przedsiębiorstwie – jedzie na wieś do swojej przyjaciółki ze studiów. Przyjaciółka ma zupełnie zwyczajnego męża, dwóch synów, którzy popalają po kontach papierosy, jedną przyszłą synową i chorą mamę na głowie. Czyli dom pełen ludzi. Nasza główna bohaterka mówi do niej: Я не завидчивая.Но Тебе завидую…
Staram się o sobie myśleć tak samo. Nie jestem zazdrośnikiem. Bo rzeczywiście nie jestem. Zazdrość to uczucie niszczące, przez które trudno zauważyć ile dobrego sami mamy. Ani nie budzi moich emocji to co można kupić, ani to można przeżyć. Nie zazdroszczę też innym ich dzieci, chociaż być może w okresie szkolnym, nie uda mi się ominąć porównań. Ale zdarza mi się zazdrościć osiągnięć. Tych zawodowych. Super Basia ma nową robotę 🙂 Trzymam kciuki, ale też strasznie zazdroszczę 🙂

<><>
  • Łuczku, w przyszłym tygodniu są Walentynki.
  • Tak?
  • Tak. To takie święto, kiedy dajemy innym serduszka i mówimy im, że ich lubimy.
  • Ja nie chcę.
  • Ale może w przedszkolu będziesz robiła serduszka i będziesz je komuś dawać.
  • Komu?
  • Możesz dać Tośce i Amelce. Bo je lubisz.
  • Tak.
  • Ale może być tak, że Tobie też ktoś da. Np. Maciek, albo Franek.
  • Albo Oliwier.
  • Kto to jest Oliwier?!
  • Mój kolega. On mnie ciągle przytula. Tak mooocno!

Nie nadążam. :/ Byłam na etapie Maćka i może Franka. A tu jest jeszcze trzeci?!! 🙂

List do listonosza

To ten po lewej (Przesyłkę proszę położyć na drewnie. Dziękuję). Ten po prawej jest do kuriera (Będę o 14-stej Przepraszam)

listy

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak beznadziejnie było by bez zakupów w necie. Jest i szybko, i tanio, no i przede wszystkim super wygodnie. Nie mówiąc o tym, że są już produkty, które nie wiedziałabym nawet:

  • gdzie kupić (baterię do komórki albo materac z gryką)
  • albo jak kupić (bielizna). 

Ponadto uświadomiłam sobie w Rzymie że nie jestem fanką wyprzedaży. Nie muszę mieć pękającej w szwach szafy. Tak rzadko mi się coś podoba, że jak już jest coś takiego i w moim rozmiarze… to mogę za to zapłacić więcej. A jeszcze z tą dzieciową asystą to na relax w sklepie nie ma mowy.

Z cyklu przedszkolne historie:

Maciek zrobił dziś qpę. Tak, tak. Ten adorator Łucji. Nie, nie w majty 🙂 Normalnie na sedes. Ale wszystkie dzieci to przeżywały 🙂 Łucja to nawet siku przynosi czasem do domu :)Podejrzewam, że nikt się z Maćkiem za bardzo potem (po TYM) nie bawił… Łucja np. wybrała na dziś towarzystwo Franka. Bo Amelki i Tośki nie było :))

Brytyjska wymowa

  • Miałaś dziś angielski Łuczku?
  • Tak.
  • A jakich słów się uczyliście?
  • Yyyy… Pomarańcza.
  • I jak jest pomarańcza po anielsku?
  • Nie wiem [wym: nie mam].
  • Orange?
  • Tak. Orincz.
  • I mieliście jeszcze jakieś słowa?
  • Tak. Pomidor.
  • I jak jest pomidor po angielsku?
  • PĄMIDĄR 🙂

Mały bagaż

Jako, że z gogla trafiają to poszukujący różnych odpowiedzi kolejny temat, może nie odkrywczy, ale systematyzujący.

Jak się zapakować?

Naczelna zasada, głoszona między innymi przez Cejrowskiego, jest prosta: Weź 2x mniej rzeczy i 2x więcej pieniędzy! I  ja się pod tym podpisuję 🙂 A teraz moich przemyśleń szczegóły:

  • Jedna para butów. Druga tylko jeżeli zamierzasz je tam zostawić.
  • Mixy odzieżowe. Żadnych swetrów, bo dużo miejsca zajmują, za to bluzy i koszulki tak połączone, że można je dowolnie mieszać. Jakby nie było na wakacjach robisz dużo zdjęć i nie możesz na każdym wyglądać tak samo.
  • Bieliznę weź idealnie wyliczoną. Nie wierzę w przepierki.

Kosmetyki (pierwsze duże zagadnienie)

  • Jeżeli jedziesz sama, weź próbki kosmetyków. Nic nie zajmuje mniej miejsca. Wyjątek: nie bierz próbek perfum – wściec się można otwierając to. Plus nie wiesz, czy Ci zapach spasuje.
  • Jeżeli jedziesz rodziną weź kosmetyki wielofunkcyjne. Np. żel do mycia ciała i włosów dzieci może też umyć Twoje ciało i włosy (4 w jednym!). Krem nawilżający wysmaruje i Ciebie i męża i dzieci.
  • Nie bierz pełnych opakowań, tylko takie zużyte do połowy, to pustą butelkę zostawisz na miejscu. I w ogóle jeżeli musisz brać ręczniki albo nocnik to też załóż, że nie będziesz tego ciągnąć spowrotem.
  • Moim patentem na odżywkę jest zabieranie tej tubki z opakowania po farbie do włosów. Akurat na tydzień tego starcza.

Lekarstwa.
Hmm… Niby dużo miejsca to nie zajmuje, ale jakbyśmy chcieli wziąć wszystko to wyjdzie sporo. Z całą pewnością należy być otwartym na miejscowe specyfiki. Dzięki temu można odkryć wyjątkowo skuteczne krople do nosa we Włoszech, środek na oparzenia o zapachu rozpuszczonej kredy w Chinach czy rewelacyjny syrop na gardło w Grecji. Ale… są rzeczy, które warto mieć. Przychodzą mi do głowy dwie:

  • Np. nasz polski wynalazek: węgiel. Szczególnie jak jedzie się na wakacje egzotyczne.
  • Czopki przeciwgorączkowe jeśli się podróżuje z dziećmi. We Włoszech odkryłam,że to wcale nie jest powszechne, bo z ibufenem nie ma wogóle, a z paracetamolem są, ale z talkiem :/

Walizki plastikowe są lepsze, bo co pokazała nasza ostatnia bagażowa przygoda, zagubione przebywają w dużej wilgoci (rzeczy tam gdzie był suwak były mokre). Więc gdyby była materiałowa całość by przemokła.
I to co ważne wkładamy do podręcznego. Jak to Lutka mawia jadąc gdzieś w interesach, papiery zawsze pod ręką, bo co jej po dokumentach dzień po rozmowach.
No i do zabrania (do walizy) ładowarki wszelakie 🙂

I tyle tego podsumowania :))

Włoskie historie

Jechałam kiedyś autem przez Włochy. Chwilę po wprowadzeniu euro. Było tak drogo, że na obcasie doszliśmy do wniosku, że taniej będzie przepłynąć promem z Bari do Chorwacji i tak kontynuować urlop niż wracać do góry przez cały półwysep.

Poszliśmy z uroczym kolegą o ksywce Pingwin do kas by się dowiedzieć czy są bilety na prom. Przystanie promowe są wszędzie takie same. Dużo nagrzanego betonu, auta stojące w kolejce, nogi wystające przez okna i klimatyzowane pomieszczenie z biletami.
Wybraliśmy kasę z egzotyczną pięknością :)) Nie wiem czemu nie próbowaliśmy po włosku, chociaż oboje mówiliśmy. A może spróbowaliśmy, ale ona mówiła w tym apulskim dialekcie, którego nie sposób zrozumieć? Szturchnęłam kolegę, bo on z tych co kobiety do niego mają słabość. Więc zaczął:

  • Do you speak english?
  • No. (olśniewający uśmiech)
  • Hables espanol?
  • No. (olśniewający uśmiech)
  • Вы говорите по руски?
  • No. (olśniewający uśmiech)
  • Sprechen Sie Deutsh? (chociaż żadne z nas nie znało to postanowiliśmy tak kontrolnie sprawdzić :))
  • No. (olśniewający uśmiech) But I speak Albanian. :))

I położyła nas tym na łopatki :)) Tyle na dziś. Wracam do roboty, bo dzieci już grzecznie śpią, mąż się gdzieś tam koszykuje, a Świeradów-Zdrój na mnie czeka 🙂

italy

Która to zrobiła!??!!

Diabli.
Parę razy dziennie to słychać :)) Odpowiedzi są dwie. Równoległe.
  • Łucja: To nie ja.
  • Lila: To nie Lila.
:)) Znaczy się winny się nie przyznał.
Przy sobotnim poranku zajęliśmy się planowaniem weekendu. Diabli obudził się za późno na siłownię, więc kombinuje dalej:
  • Może jakieś centrum zabaw dla dzieci z kręgielnią?
  • Może być.
  • A jutro kinko.
  • Ok. A na co?
  • (sprawdza) Hmmm…  Nic nie ma.
  • A ten 2012 już wszedł?
  • Może i wszedł, ale jeśli tak to już wyszedł.
  • Czyli kino odpada.
  • A może chcesz iść do teatru? Na Twojego Boryska?
  • Ooo, bardzo chętnie.
  • Widziałaś go gołego na okładce sukcesu?
  • Nie…
  • No to popatrz jakie ciasteczko. Sesja była bez retuszu.
  • No, no, no…Jakie sterczące cycuszki… Słuchaj, a może dziś Ikea?
  • Po co?
  • We wtorek będzie materac dla Lili i można by jej kupić łóżko.
Więc było zakupowo. A w międzyczasie mąż mi się rozżalił, że nie mógł by zostać prezydentem, ani nawet ambasadorem, bo ja mówię wziąść :))) Ano mówię. Nawet mozilla mi to właśnie podkreśliła :))

szyc

Ju-Li-Łu

Jako przedszkolak miałam problem z moim imieniem. Wszystkie dzieci (od pewnego momentu pewnie) umiały podpisać swoje prace, a ja nie. Mieszały mi się te znaczki i nie umiałam. Długie to Justyna było po prostu. I Krzycho wymyślił, że mogę się podpisywać Tina. Bo to tak krócej będzie. Nie wiem skąd to wziął. Tina Turner czy ros JusTINA? Oba warianty wydają mi się prawdopodobne… Jakby nie było nareszcie mogłam podpisywać moje malunki. Inna sprawa, że mieszały mi się kierunki i wzorem arabskim zdarzało mi się pisać od prawej do lewej. Lecz i tak byłam z siebie dumna! 🙂

W kwestii przeróbek mojego imienia ważne było też okolice lat ośmiu, kiedy Krzycho wymyślił, że będę Ju. Bo była piosenka: Hey You ;)) I mawiał do mnie, że oni wołają mnie 🙂 Co bardzo mi się podobało. Pamiętam, że moja ówczesna koleżanka Bogna, mawiała: To bez sensu. To tak jakby do mnie ktoś mówił: Bo. 🙂 Ale tu akurat nie miała racji, bo przecież Bo było w Hollywodzie więcej niż Ju. 😉 Taka np. Bo Derek. 🙂 Chociaż wtedy tego nie wiedziałam.

"…Wciagneli go do lozeczek i zrobili z niego jesien europy… Przy kolejnych blizniakach (Buhahaha, lol, LOL, ROTFL!!!), bede juz wiedziala, ze tapetowegp borderu nie przykleja sie zaraz nad lozeczkami, zeby bylo ladnie, tylko POD-SU-FI-TEM, zeby nie siegneli… " :))

Gdy bliźniaki zerwały zielonej Erin tapetę przerobiła pokój  dziecięcy. Wkleiła na swojego bloga fotki i zaczarowały mnie litery na ścianie (pozwolę sobie podlinkować dwa ujęcia, tym bardziej, że ma naprawdę piękny dom 1, 2). Takich literek u nas nie znalazłam, ale zawiesiłam inne.  Litery się dziewczynom podobają 🙂 Śmieszne, bo Łucja co chwila przewiesza i z Lili imienia zamiast swojego j ;))

Ale co by nie było mam nadzieję, że szybko nauczą się rozpoznawać i pisać swoje imiona! 🙂

ŁuczaLila name

łucza-zoom

Co zrobić jak zginie bagaż?

Zasadniczo to nic. Zachować spokój i dobry humor. Statystycznie to zdarza się tak często, że aż dziwne, że dopiero teraz nas to spotkało. Bo zgubiliśmy walizkę. Właściwie nie my, a Wizzair. A właściwie nie Wizzair, a Fiumcino – zdobywca światowego numeru 1 w bagażowym burdello 😉

Samolot wylądował i na płytę lotniska zaczął się wysypywać tłum. Przerażeni chłodem Włosi w futrach i szubo-czapach wdychali mroźne powietrze, które schładza bardziej niż super-strong-mentol-chewing-gum. No a potem leniwie ruszyła taśma z bagażami. Jak sala opustoszała, a metalowa roleta na końcu taśmy zaczęła opadać zawołałam do wyładowujących z drugiej strony:

  • Jeszcze jednej walizki nie ma!
  • Ale my tu już nic nie mamy! Musiała zostać w Rzymie!

Zgadzało się. Waliza wogóle nie wyleciała. Specjalnie się nie przejęłam bo co mi po walizce pełnej brudów? Oprócz całego dnia prania… Za to Diabli się zdenerwował. Jak się zresztą później okazało głównie z powodu mojego olewactwa problemu.

A naprawdę nie było się czym przejmować. No chyba, że tym, że bryła wyśmienitego parmezanu skazi zapachem pięć nowych koszul Diabla (szóstą miał na sobie ;))
Procedura bowiem jest taka, że wypełnia się druczek i kolejnego dnia bagaż przywozi kurier. I przywiózł. Wyładowałam i pram dalej… 🙂