W kulturze kartofla

Na onecie od którego zaczynam dzień wisiał dziś niezły artykuł o azjatyckich przysmakach (obowiązkowo z galerią). Słusznie autor zauważył, że Azjaci też wiele naszych dań nie ruszą – np. francuskich serów. Dla mnie jednak naprawdę niesamowite jest chociaż jesteśmy kontynentem to tam zaczęli (tysiące lat temu podejrzewam) jeść rzeczy nie uprawialne.

Miałam kiedyś koleżankę ze Szczecina. Jako tłumacz z języka
hiszpańskiego znalazła się pośrodku negocjacji Hiszpanów i
Polaków. Ci pierwsi chcieli u nas kupować głowy dorsza, które my
wywalamy, a tam to przysmak. Jej przygoda, chociaż ja sama uważam się za osobę która może zjeść chyba wszystko, pokazała mi, że żywieniowo jeśli chodzi
o Europę też mamy dewiantów. Bo basen morza  Śródziemnego, to przecież jedzeniowi barbarzyńcy: Włosi z podrobami, Francuzi z małymi ptaszkami i Hiszpanie z jądrami.

U nas wszystko było bardziej logiczne. Mięso i kartofle. I ziemniaki i jeszcze raz kartofle. Potrawy do których nie musisz dorastać i się przełamywać. Lecz właśnie z ziemniakami mam ostatnio problem. Tam gdzie kupuję warzywa i owoce wszystko mają pyszne. Aż do końca listopada kupowałam tam ogórki z takim żółtym ogonkiem. Ale ziemniaków nie mają dobrych. Bo są białe. A u nas cała rodzina lubi żółte!

<><>

Łucja "dzwoni" do swojego "męża":

  • Cześć, kochanie. Co na obiad? Będą kotleciki, ziemniaczki i ogórki. I fasolka.

Ja nie wiem gdzie ona to podchwyciła, ale ja nie dzwonię do Diabla, żeby mu powiedzieć co ugotowałam! Naprawdę!!! :))

Sople za naszym oknem

sople

Sople pamiętam dwa. Pierwsze to z domu babci. Jeździliśmy do niej na całe ferie i pamiętam gigantyczne sople, które wisiały z boku domu. Z zimowych wspomnień pamiętam też jak ściągała zamarznięte pranie ze sznurka.

Drugie sople to sople Moskiewskie. Gdy ekipy oczyszania miasta zamykały chodniki by strącać z dachów parometrowe sople.

No a teraz za onem sypialni mamy własne 🙂 Ciekawe jaką długość osiągną pod koniec zimy! :)) Bo zima w tym roku, że hej. Jechaliśmy wczoraj z Diablim i dwóch dziadków opartych o szufle o czymś rozmawiało. Śmieliśmy się potem, że pewnie o tym, że ostatnio tak sypnęło w ’46 ;)) U Freyów możecie poczytać jak się robi pieniądze na "śniegu" :)) a u Zielonej Erin obojrzałam super przezabawny, choć w gruncie rzeczy tragiczny filmik o tym jak wyspiarzy zima przerasta 🙂

A u nas sypie. Nasypało i ciągle sypie. Każda wyprawa samochodowa z Diablim (nawet do sklepu) się wydłuża, bo jedziemy od razu gdzieś "kręcić bączki". 🙂 Życie towarzyskie kwitnie bo  każdy parę razy dziennie odśnieża. Sąsiadka psycholog wozi wnuczkę na szufli. Sąsiad kombinuje czy by tu nie urządzić kuligu za samochodem. Dzieciaki na osiedlu wydrążyły w zaspach jamy i tunele

jama

A na tej focie troszkę widać, że zaspy na ulicy prowadzącej do nas są mojej wielkości, a nawet wyższe :)) Czy mówiłam już, że moje drugie imię to Zakopana? Bez zakopania nie ma już dnia :))

ulica

i jeszcze ogródek. Bo wszyscy sąsiedzi masowo fotografują swoje zimowe ogródki :))

ogorod

Po urodzinach teścia :)

Pamiętacie jak latem robiłyśmy sobie zdjęcia w fabryce u dziadka? Zdjęcia posłużyły do kalendarza: Bezpieczeństwo i higiena pracy w zakładzie przemysłowym :)) Były tam zdjęcia o noszeniu kasków, odpowiedniego obuwia, wprowadzaniu zwierząt, kontroli jakości i wkładania rąk tam gdzie nie wolno :))

Dziadki miały to dostać na urodziny. Grudzień – wykonane (dziadek Krzycho) i styczeń – już też!… Bo dziś na spóźnione urodziny kalendarz dostał dziadek Samuraj.

Wszystkiego najlepszego! 🙂

1

2

3

Avatar to plagiat

avatar

Wujek Marcin złożył nam propozycję, żebyśmy sobie poszli do kina, a oni zaopiekują się dziećmi. Każdy kto je posiada wie, że takiej oferty się nie odrzuca, ba należy skorzystać szybko by składający się nie rozmyślił. Na co wybór był prosty. Wszyscy o nim mówią i wszyscy są zachwyceni. Ja wiedziałam jeszcze, że Rosjanie uważają Avatar za plagiat gdyż planetę Pandora dokładnie opisali w ’60 bracia Strugaccy.

Film mi się podobał. Bardzo. To właściwie nie film, a opera. Piękne widowisko bez wielkiej fabuły. Wierzę, że po takim spektaklu będzie mi się w nocy śnił rajski świat z latającymi górami i smokami… Jednak najbardziej urzekły mnie… postacie. Nie dziwię się, że dla takiego życia i dających takie możliwości ciał można odrzucić ludzką powłokę. 🙂

  • Łuczku jak było u wujka Marcina?
  • Super było, nie?

My po wyjściu z sali zastanawialiśmy się czy nie uciec i po te dzieci już nie wracać… 😉 Ale wróciliśmy bo czekał na nas pyszny obiad :))

Dziękujemy! 🙂

Wolałbym żeby mówiono o niej, że ma włosy jak Chopin, a nie jak Einstein… No ale w Twojej rodzinie jest kult matematyki.

 
– Diabli o Lili. Do mnie. Dziewczynom znowu włosy urosły i czas na wyprawę do fryzjera 🙂

Toczę z córkami nieustanne boje o moją biżuterię. I o moje kosmetyki. Dostały kuferek na biżuty i staff do zapełnienia go. Mało. Regularnie z mojej toaletki jest podprowadzane jakieś puzderko. Wczoraj Łucja chodziła w moich koralach z bladoróżowego koralu. Bardzo je lubię nosić latem.
  • Łucja, a to chyba moje korale.
  • Nie. Moje.
  • A ja myślę, że moje.
  • Nie mama. Moje.
  • A skąd je masz?
  • Mąż mi kupił 🙂

Diabli się włączył:

  • A to Ty masz męża?
  • Tak.
  • A kto jest Twoim mężem?
  • Lila.

🙂 Poza tym zrobiłam porządek w szufladzie z majtami, by przygotować się na new arrival ("parcel left our warehouse"). I ogólnie dzień mija porządkowo. Może wieczorem gdzieś sobie zato z mężem wyjdziemy? :))

W moim nosie jest Adibu!

Łucja. Adibu to bohater kreskówki. Podróżuje w specjalnym pojeździe po ludzkim ciele i wyjaśnia skąd się biorą łzy, gile i gęsia skórka.

Czy pamiętacie jak Diabli został misterem hotelu w Egipcie? Został nim dzięki mnie. A jak? Mianowicie w ostatniej konkurencji wygrywał ten kto zbierze więcej fantów od kobiet. I fanty miały różną ilość punktów. Najwięcej oczywiście bielizna. I jak na ofiarną żonę przystało zdjęłam błyskawicznie mojego simon perele z biustu i razem ze sweterkiem oddałam mężowi. Chciałam też dać majty, ale wzgardził. No i nikt nie zczaił, że to ja tego stacha dałam!!! Bo wszyscy zauważyli tylko ten sweterek. Prowadzący utknął z nosem w miseczce i nie chciał mu go potem oddać, a Rosjanie w 1-szym rzędzie komentowali, że: хороший – фетишистический... Ba… Następnego dnia huczało jak w ulu, któraż to jemu mogła dać ten stanik! A to przecież mój BRA był!!! W tych okolicznościach, kiedy tak wyraźnie było widać, że MA znaczenie CO się nosi ;)) zaczekałam do wyprzedaży na figleavesie i właśnie dokupiłam nowe cud-miód egzemplarze :DD

Tym bardziej, że… w sklepach nic mi się nie podoba. Ot kupiłam sobie kremów w body shopie, bo akurat wyprzedają zapachy świąteczne. 50% wszystko w dół poleciało. Przy okazji poprosiłam by mi naładowali do reklamowych pojemniczków kremów z konopii indyjskich bo są świetne. Ten do rąk rewelacja! I nałożyli. :))

Z rozmów z babcia L.

  • Przyznał Ci się Krzycho, że założył bloga?
  • No mówił mi, że pierwszy wpis poczynił…
  • Bardzo fajnie się ten blog zapowiada.
  • Czy już napisał, że był z Lucią na Sylwestra w Krynicy?
  • Nie, no mamuś…Jak możesz myśleć, że ojciec, który nie uznaje beletrystyki i czyta tylko literaturę faktu, będzie pisał pamiętnik osobisty? To blog o Bukowinie.
  • Aaaaa… A jak tam moje wnuczki?
  • Dobrze. Kupiłam dziś w aptece tran, bo podobno nie dość, że wzmacnia to uspokaja i dzieci przestają się budzić w nocy.
  • I Ty myślisz, że będą to piły?
  • Chce podawać tylko Lili. Kupiłam smak owocowy. Przeczytam Ci skład: olej z dorsza, tutti frutti…
  • To jest w jakichś kapsułkach pewnie?
  • Nie w butelce. Spróbuję jej dziś podać.
  • Jaki by nie miał smak na pewno jest taki mocno oleisty. Pamiętam jak nam dziadek podawał. Stał na oknie w brązowej butelce i dziadek zawsze wypijał pierwszą łyżkę. Na zachętę.
  • A nie uważasz, że z tym blogiem to super? Ciekawe czy będzie miał tak jak wszyscy blogerzy i pamiętnikarze, że najchętniej będzie czytał to co sam napisał. 🙂

No i takie buty :)) Pozazdrościł mi Krzycho własnego kąta w cyberprzestrzeni i oto efekt: Blog o Wałeckiej Bukowinie… 🙂

gif oklaski

A w tym tranie to wielkie nadzieje pokładam.

tran

Nowe super panaceum na grypę

Sąsiad się rozchorował. Podczas Sylwestra, kiedy z Diablim po polu chodzili za tymi racami. Tyle, że Diabli nie był w kapciach. Jako posiadacz sklepu monopolowego sąsiad jest w branży na bieżąco. Leczył się cytrynówką lubuską 🙂 Dziś z rana, widziałam przez okno, odśnieżył auto sobie i żonie. A potem szuflą podjazd. Znaczy się pomogło! :))

<><>
Na Discovery oglądaliśmy o śnieżnym hotelu w Fińskiej Laponii. Finowie są genialni. Stworzyć z nic taką super atrakcję. Ja tam bym chciała kiedyś noc spędzić w takim lodowym pałacu!!! 🙂

Bawialnia

Idea bawialni pojawiła się gdy postanowiliśmy wyprowadzić zabawki z dużego pokoju i okazało się, że w pokoju dziewczyn się one nie zmieszczą. Potem doszło pianino i trzeba było przenieść namiot, no a potem doszła kuchenka…

Bawialnia ma powstać w pokoju nazywanym teraz roboczo: archiwum. Zgromadzone są tam różne papierzyska i knigi potrzebne mi w pracy. No i musimy wymyśleć jak te "klocki" poprzesuwać w obrębie domu, żeby zrobić tam miejsce.

Odbyliśmy wczoraj kłótnię stylistyczną z Diablim, w której zostałam pokonana. Co nie zmienia faktu, że narazie mamy bałagan i w dużym i w nowo powstającej bawialni…

bawialnia

Staram sie myśleć o tym co pisze Frugal, że rozwiązaniem nie są systemy przechowywania,  lecz zmniejszenie ilości przedmiotów. No ale od samego myślenia się nie przejaśnia :/ Baa, ciągle coś niestety dokupujemy…

ikeja

C.D. miejmy nadzieję N. 🙂

5 Porad dla chcących pracować w domu

  1. Kup sobie własnego lapa. Nie ma, że już w domu jest, albo że druga połowa ma służbowy. Musisz mieć TYLKO swój.
  2. Pracuj na tygodniu i do 16-stej. W weekendy nie zrobisz nic.
  3. Przygotuj się na to, że wszyscy wraz z rodzoną matką 😉 będą uważać, że nie pracujesz.
  4. Czy mąż pomoże i zajmie się dziećmi czy poprosi o setną herbatkę? Retoryczne.
  5. Kończ wszystko jeden dzień przed deadlinem. Nie możesz przewidzieć atrakcji jakie przyniesie Ci dzień i noc w domu.