Aż powietrze zapachniało od rac.

Lila

Świętowanie Nowego Roku zaczęło się o 19-stej. Dzieczyny się bawiły, a ja zahipnotyzowana oglądałam Hellboya :)) Były serpentyny, orzeszki i smażony makaron (symbolizuje długowieczność).

serpentyny

szampanskoje

Potem weszły akcenty ogniowe A potem już była północ (dziewczyny prawie cały dzień wczorajszy przespały) i poszliśmy na pole oglądać wystrzały. A strzelali wszędzie! Baa, nawet może za rok w konkursie najlepszych rac staniemy my?

my

my

A dziś dzień zaczął się o 11-stej. Diabli zapedził do oglądania koncertu noworocznego a potem otrzymawszy napęd z herbaty z cytryną pociągnął sanie, bo w końcu całą noc sypało!

sanie

Prospero Ano!

Za trzy godziny obchody Nowego Roku zaczynają się w Australii. W tym roku pod hasłem Blue Moon. Potem godzina z godziną wystartują kolejne kraje… aż do nas! 🙂
Odpalanie rac ćwiczone jest po okolicy conajmniej od tygodnia. Nie przez nas, bo Diabli nie uznaje, ale zato obiecuje "specjalne fajerwerki" po północy w sypialni…

Za nami pierwsze dziesięciolecie XXI wieku. Co przyniesie kolejne nie wiadomo, ale na pewno początek 2010 to dla nas remont. A właściwie nie remont, bo ten planujemy na lato, a tworzenie bawialni. Zadanie będzie nie łatwe, ale przecież jakby było łatwo to by było nudno… 🙂

tigr

The best of gold (2009)


Jako, że mamy koniec roku czas na podsumowania. Miałam Wam zrobić zestawienie linkowe do najważniejszych wydarzeń minionego, ale po prostu ordynarnie dekadencko mi się nie chce. W dwóch słowach mogę o 2009 powiedzieć, że był to rok dobry, chociaż nie rewolucyjny. Pochłonęła nas konsumpcja i sprawy bieżące. Nie miałabym nic przeciwko, by kolejny był taki sam 🙂

Najważniejszym tegorocznym:

SUKCESEM
było przedszkole Łucji. Żadne z nas się nie spodziewało, że będzie tak świetnie. Bezproblemowo i pozytywnie. 🙂
WYDARZENIEM filmowym, były seriale. Na Święta zapadła nawet decyzja, że kupujemy konto Premium i jedziemy dalej z tym koksem. O wielkim ekranie za wiele powiedzieć nie mogę, bo nie chadzam, ale Slumdog mną potrząsnął.
ODKRYCIEM medycznym była sól fizjologiczna w sprayu. Nie wiem jak ja się uchowałam, że odkryłam to dopiero teraz, ale uważam za wynalazek cudowny. Masz zapchany nos, lejący się katar – psikasz i można oddychać!
CUDEM, na skalę lokalną, to mój powrót w poniedziałek, a na skalę ogólnopolską wydarzenie ze Szczecina. Kobieta (trójka dzieci i sytuacja ogólna kiepska) znalazła 30 tys PLN i oddała policji, media nagłośniły nie podając miejsca znalezienia, nominałów, a nawet lekko wprowadzając w błąd. I właściciel się znalazł (z Lubelskiego, sprzedawał na pomorzu auto). Kobieta dostała znaleźne (10%). Czas akcji: w przededniu Wigilii – co stworzyło świetną bazę na zrobienie z tego przypowieści świątecznej, zgrabnie i wzruszająco wykorzystanej przez media.
HITEM muzycznym było wg mnie ;)) Break Your Heart, a wg Diabla Evacuate the dancefloor. Oczywiście w kategorii samochodowego Łup-łup.
ZASKOCZENIEM był stan mojego konta 🙂 Cztery lata temu mój bank przyznał mi srebrną visę, która dość szybko się zdebetowała :/ i 24-grudnia 2009 po raz pierwszy odkąd ją mam wyszłam na zero. Ba, osiągnęłam saldo dodatnie :)))Potem musiałam niestety zapłacić rachunek za komórkę (biling z Egiptu :/), ale i tak tak chwila chwały była niezapomniana i dobrze rokująca :)))

Nie znoszę żywności modyfikowanej, ale te mandarynki bez pestek są pyszne.

Dni popowrotowe są zawsze takie same. Pranie się pierze, Łucza się odwozi do przedszkola, zakupy się robią (mięs ci u nas poświątecznie dostatek, więc tylko nabiał i owoce), zabawki się rozkładają po pokojach, brudne obrusy się przenoszą do pralni, makulatura do wywiezienia zalega w aucie, a nie wiadomo kiedy przysłana nowa robota leży w poczcie meilowej i patrzy.
Tym razem dodatkową napinkę dorzuca też Diabli, któremu się marzy tour de wyprzedaże.
Ruszam więc do biegu z Lilą u boku! 🙂

Lil i ja

Veni, vidi, vici

Jesteśmy. Wypoczęte i zrelaksowane. Podróż powrotna oczywiście nie obyła się bez przygód…
Jedziemy, jedziemy i przed Lipskiem (tak, tak to jedna z tych miejscowości, które w atlasach szkolnych miały przerabiane L na C) koras. Uchylam okno i podsłuchuję jak gość z auta z przodu rozmawia z chłopem na poboczu:
  • Co tam się stało?
  • Wypadek był.
  • Chyba jakiś poważny, skoro oba pasy zamknięte?
  • Policja powiedziała, że ruch puści najwcześniej za trzy godziny.
  • Co???? A jest jakiś objazd?
  • Nie ma… Chyba, żeby przez pole.
  • Którędy?
  • O tam za znakiem.

I gość widząc, że ja podsłuchuję do mnie:

  • Mogę prowadzić, ale jak się zgubimy to nie moja wina.
  • Nie ma sprawy. Bylebyśmy się razem wykopywali.
I ruszyliśmy. On (ojciec dzieciom – bo tylnie siedzenie z małą głową), ja i za mną jeszcze 10 aut.
Jedziemy przez to pole, a śnieg sypie i sypie. Dopóki jechałam to jechałam, ale jak się zatrzymałam to już nie ruszyłam. Zakopałam się tak, że nie mogłam drzwi otworzyć :))) Prowadzący pojechał, ale ci co za mna rzucili się do pomocy. :)) Lila wyje. Łucja ją uspokaja: Pokój, pokój Lila. Wszystko będzie dobrze! A koła kręcą się w miejscu…

Chłopaki rozbujały moje auto i wyjechałam. Ale łatwo nie było i już nawet kombinowałam skąd tu jakby co ciągnik brać :)) Potem jeszcze parę razy zatańczyłam na drodze, ale w końcu na czarną wyjechałam. Na czarnej nie było lepiej. Śnieg sypał coraz bardziej i nawet jazda za pługiem nic nie dawała, bo drogę momentalnie zasypywało. Ale dotarłyśmy.
Więcej szczęścia niż rozumu. Moją dzisiejszą przygodę mianuję na największy tegoroczny cud z symboliką 2010. 2-ga droga, 0-szans i 10 mężczyzn. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! :))

<><>

Po kolędzie:
  • Ładnie śpiewały chłopaki Łuczku, nie?
  • U mnie w przedszkolu też są chłopaki. :))

Samotne kury na jedną noc

Tatin pojechał. Poszedł z nami na spacer, popchał ukochany podwójny wózek i pojechał. My wracamy jutro. A przed nami noc bez niego. Ostatnio jak usypiałam Łucję to położyła między nami dwie kauczukowe piłeczki i powiedziała:

  • To są nasze jaja.

Ok. Czyli jesteśmy kurami 🙂

<><>

I bonus:
Новый оттенок от Schwarzkopf:

Feliz Navidad!

Szybkie i fragmentaryczne foto-story 🙂

Podobnie jak Lutka uważam, że karp to taka ryba, która raz w roku jest naprawdę wyjątkowo pyszna. Zresztą na święta wszystko jest pyszne… Diabli namawia byśmy się zważyli, ale zaczekajmy do końca Świąt…

Na parapecie robiła się śliwowica, a nad piecem suszyły się kiełbasy 🙂

 

Łucza schowała się za choinką. Scena już po "prezentach", bo tak by się przecież nie zmieściła! Btw.okazało się, że dziewczyna mojego ciotecznego (właściwie wujecznego) brata niesamowicie pakuje prezenty. A ja myślałam, że my ładnie pakujemy :/ Dużo do zrobienia za rok! :))

Widok z "naszej" sypialni. Na pierwszym planie Lila w świątecznej etoli 😉

I jeszcze matka w spacerowej scenerii lessowego Roztocza! :))

I idę do kuchni po bigos… 🙂

Najcieplejsze miejsce jest na parapecie

Gadałyśmy z Lutką przy robieniu pasztetu, o tym że Łucja jest mistrzem wazeliniarstwa :)) "Jaki pyszny obiad zrobiłaś babciu" – po czym zjada dwie łyżki pomidorowej.
"Ale masz piękne włosy mamusiu", albo "Tak bardzo się cieszę, że mamy Święta!". Nie wiadomo gdzie i kiedy to opanowała, ale winne jest pewnie mini-mini bo tam panuje atmosfera egzaltacji i zachwytów :))

Lila natomiast objawiła się z nowym talentem. Zawsze uważałam, że fale snu jakie wysyła jej starsza siostra nie mają sobie równych. Jak Łucza zasypia, to nie sposób ustać na nogach. Ale oto i Lila pokonała dziadka :))

Secret places

Każdy dom ma swoje zakamarki. Z dzieciństwa pamiętam, że w domu babci najfajniejszy był strych. Ze zbożem, skrzyniami i masą zagadkowych przedmiotów. Dziewczyny u dziadków odkrywają piwnicę. Dziś zafascynowała pralnia, gdzie w małej wannie pływają… karpie! 🙂