Włoskie historie

Jechałam kiedyś autem przez Włochy. Chwilę po wprowadzeniu euro. Było tak drogo, że na obcasie doszliśmy do wniosku, że taniej będzie przepłynąć promem z Bari do Chorwacji i tak kontynuować urlop niż wracać do góry przez cały półwysep.

Poszliśmy z uroczym kolegą o ksywce Pingwin do kas by się dowiedzieć czy są bilety na prom. Przystanie promowe są wszędzie takie same. Dużo nagrzanego betonu, auta stojące w kolejce, nogi wystające przez okna i klimatyzowane pomieszczenie z biletami.
Wybraliśmy kasę z egzotyczną pięknością :)) Nie wiem czemu nie próbowaliśmy po włosku, chociaż oboje mówiliśmy. A może spróbowaliśmy, ale ona mówiła w tym apulskim dialekcie, którego nie sposób zrozumieć? Szturchnęłam kolegę, bo on z tych co kobiety do niego mają słabość. Więc zaczął:

  • Do you speak english?
  • No. (olśniewający uśmiech)
  • Hables espanol?
  • No. (olśniewający uśmiech)
  • Вы говорите по руски?
  • No. (olśniewający uśmiech)
  • Sprechen Sie Deutsh? (chociaż żadne z nas nie znało to postanowiliśmy tak kontrolnie sprawdzić :))
  • No. (olśniewający uśmiech) But I speak Albanian. :))

I położyła nas tym na łopatki :)) Tyle na dziś. Wracam do roboty, bo dzieci już grzecznie śpią, mąż się gdzieś tam koszykuje, a Świeradów-Zdrój na mnie czeka 🙂

italy

Która to zrobiła!??!!

Diabli.
Parę razy dziennie to słychać :)) Odpowiedzi są dwie. Równoległe.
  • Łucja: To nie ja.
  • Lila: To nie Lila.
:)) Znaczy się winny się nie przyznał.
Przy sobotnim poranku zajęliśmy się planowaniem weekendu. Diabli obudził się za późno na siłownię, więc kombinuje dalej:
  • Może jakieś centrum zabaw dla dzieci z kręgielnią?
  • Może być.
  • A jutro kinko.
  • Ok. A na co?
  • (sprawdza) Hmmm…  Nic nie ma.
  • A ten 2012 już wszedł?
  • Może i wszedł, ale jeśli tak to już wyszedł.
  • Czyli kino odpada.
  • A może chcesz iść do teatru? Na Twojego Boryska?
  • Ooo, bardzo chętnie.
  • Widziałaś go gołego na okładce sukcesu?
  • Nie…
  • No to popatrz jakie ciasteczko. Sesja była bez retuszu.
  • No, no, no…Jakie sterczące cycuszki… Słuchaj, a może dziś Ikea?
  • Po co?
  • We wtorek będzie materac dla Lili i można by jej kupić łóżko.
Więc było zakupowo. A w międzyczasie mąż mi się rozżalił, że nie mógł by zostać prezydentem, ani nawet ambasadorem, bo ja mówię wziąść :))) Ano mówię. Nawet mozilla mi to właśnie podkreśliła :))

szyc

Ju-Li-Łu

Jako przedszkolak miałam problem z moim imieniem. Wszystkie dzieci (od pewnego momentu pewnie) umiały podpisać swoje prace, a ja nie. Mieszały mi się te znaczki i nie umiałam. Długie to Justyna było po prostu. I Krzycho wymyślił, że mogę się podpisywać Tina. Bo to tak krócej będzie. Nie wiem skąd to wziął. Tina Turner czy ros JusTINA? Oba warianty wydają mi się prawdopodobne… Jakby nie było nareszcie mogłam podpisywać moje malunki. Inna sprawa, że mieszały mi się kierunki i wzorem arabskim zdarzało mi się pisać od prawej do lewej. Lecz i tak byłam z siebie dumna! 🙂

W kwestii przeróbek mojego imienia ważne było też okolice lat ośmiu, kiedy Krzycho wymyślił, że będę Ju. Bo była piosenka: Hey You ;)) I mawiał do mnie, że oni wołają mnie 🙂 Co bardzo mi się podobało. Pamiętam, że moja ówczesna koleżanka Bogna, mawiała: To bez sensu. To tak jakby do mnie ktoś mówił: Bo. 🙂 Ale tu akurat nie miała racji, bo przecież Bo było w Hollywodzie więcej niż Ju. 😉 Taka np. Bo Derek. 🙂 Chociaż wtedy tego nie wiedziałam.

"…Wciagneli go do lozeczek i zrobili z niego jesien europy… Przy kolejnych blizniakach (Buhahaha, lol, LOL, ROTFL!!!), bede juz wiedziala, ze tapetowegp borderu nie przykleja sie zaraz nad lozeczkami, zeby bylo ladnie, tylko POD-SU-FI-TEM, zeby nie siegneli… " :))

Gdy bliźniaki zerwały zielonej Erin tapetę przerobiła pokój  dziecięcy. Wkleiła na swojego bloga fotki i zaczarowały mnie litery na ścianie (pozwolę sobie podlinkować dwa ujęcia, tym bardziej, że ma naprawdę piękny dom 1, 2). Takich literek u nas nie znalazłam, ale zawiesiłam inne.  Litery się dziewczynom podobają 🙂 Śmieszne, bo Łucja co chwila przewiesza i z Lili imienia zamiast swojego j ;))

Ale co by nie było mam nadzieję, że szybko nauczą się rozpoznawać i pisać swoje imiona! 🙂

ŁuczaLila name

łucza-zoom

Co zrobić jak zginie bagaż?

Zasadniczo to nic. Zachować spokój i dobry humor. Statystycznie to zdarza się tak często, że aż dziwne, że dopiero teraz nas to spotkało. Bo zgubiliśmy walizkę. Właściwie nie my, a Wizzair. A właściwie nie Wizzair, a Fiumcino – zdobywca światowego numeru 1 w bagażowym burdello 😉

Samolot wylądował i na płytę lotniska zaczął się wysypywać tłum. Przerażeni chłodem Włosi w futrach i szubo-czapach wdychali mroźne powietrze, które schładza bardziej niż super-strong-mentol-chewing-gum. No a potem leniwie ruszyła taśma z bagażami. Jak sala opustoszała, a metalowa roleta na końcu taśmy zaczęła opadać zawołałam do wyładowujących z drugiej strony:

  • Jeszcze jednej walizki nie ma!
  • Ale my tu już nic nie mamy! Musiała zostać w Rzymie!

Zgadzało się. Waliza wogóle nie wyleciała. Specjalnie się nie przejęłam bo co mi po walizce pełnej brudów? Oprócz całego dnia prania… Za to Diabli się zdenerwował. Jak się zresztą później okazało głównie z powodu mojego olewactwa problemu.

A naprawdę nie było się czym przejmować. No chyba, że tym, że bryła wyśmienitego parmezanu skazi zapachem pięć nowych koszul Diabla (szóstą miał na sobie ;))
Procedura bowiem jest taka, że wypełnia się druczek i kolejnego dnia bagaż przywozi kurier. I przywiózł. Wyładowałam i pram dalej… 🙂

Whats hot and whats not (in Rome)

łucza przed panteonem

Czarny, szary i biały kolor 🙂 Zdarza się granat. Fiolet tylko w dodatkach (paski). Bordo nie widziałam ani razu. Długie swetry z szerokim golfem. No i nieśmiertelne futra, bo przecież to środek zimy z tymi 12 stopniami! :))

di Trevi

Z pogodą mieliśmy farta. Cały pobyt ciepło i słonecznie. Dopiero w poniedziałek wieczorem zaczęło mżyć, by we wtorek rano lunąć. Akurat w sam raz na wyjazd! 🙂 Termin wycieczki był tym bardziej dobry, gdyż trafiliśmy w sam środek karnawału! Jest taka "tradycja", że w karnawale dzieci na ulicach chodzą poprzebierane. Byli supermeni i czerwone kapturki. Królewny i piraci. No i wszędzie sypali konfetti. To naprawdę bardzo pozytywne. Nikt na nikogo się nie denerwował, że śmieci – po prostu całe miasto równo było zasypywane kolorowymi papierkami! Obsypywane dzieci wywoływały radość i śmiech u przechodniów. (wyżej special dla chustomaniaczek, niżej Łucza w deszczu konfetti).

konfetti

konfetti dwa

Fontanny działały i ręce były w nich moczone…

fontanna koników morskich

di Tevi

zoom

Największymi gwiazdami wyjazdu były oczywiście dziewczyny. A najlepszy numer był przy Boca de la Verita, kiedy Lila przywarła do nogi młodego Japończyka. Zapytali się czy mogą jej zrobić zdjęcię (to grzeczna nacja są –  pytali o to zawsze), więc się zgodziłam. I wtedy wyjęli największy aparat fotograficzny jaki  w życiu widziałam :)) I zrobili jej zdjęcie. :))

Btw. Rękę włożyłam, ale pod warunkiem, że Diabli też włoży i powie: Nie było żadnej przed Tobą… Włożył, ale nic nie powiedział! Chyba się bał, że coś mu ją wtedy zje… ;)))

boca

Atrakcją typowo dla dziewczyn było zoo. Słoń chciał nas dotknąć trąbą, krokodyla się przestraszyliśmy, a foki pokazywały sztuczki.

zoo

zoozoo

Dziadki nam się "przydały" bardzo i mam nadzieję, że zapału do wyjazdów z nami nie stracili 🙂 Mieliśmy romantyczne spacery wieczorami z garścią pieczonych kasztanów w ręku i jak powinno to być na rocznicę ślubu – przypomnieliśmy sobie jak to było gdy byliśmy tylko we dwoje. Lubię chodzić, a przy dzieciach to albo dźwigasz, albo pchasz, albo czekasz aż toto się nachodzi. A teraz jak za dawnych czasów budziłam się i bolały mnie łydki. 🙂

Spacer

tort

A ponieważ przypomniało mi się, że mój mąż jest nie tylko szarmancki i romantyczny, ale też zabawny i fascynujący :)) zadałam TO pytanie…

  • Łuki, gdzie mam JA zabrać Ciebie na Twoje 35-te urodziny?
  • Dlaczego na 35-te? Zabierz mnie za rok. Na 33-cie.
  • Może być na 33-cie :)) Też okrągłe. To gdzie chcesz?
  • Do Barcelony.

Diabli

I jak tu się zmieścić całą rodzinę w 15 kg?

– wymogi „walizkowe” Wizzaira

Być może pamiętacie moje urodzinowe dylematy… Koniec końców zażyczyłam sobie bilet do Rzymu. Właściwie bilety, bo przecież dla nas wszystkich. Chciałam jak najbliżej początku stycznia, a Diabli chciał jak najbliżej Walentynek (tak jak ostatnio). Krakowskim targiem padło na naszą rocznicę ślubu – czyli jutro wyjazd! 🙂
Jednej rzeczy nie przewidzieliśmy. 21-szy to dzień babci i dziadka i w przedszkolu jest przedstawienie :/ Łucja miała nawet przewidzianą rolę dla siebie:

Kocham moją Babcię, kocham mego Dziadka.
Ale jak im to powiedzieć?
Może im zaśpiewać? Wtedy będą wiedzieć!

 

Lutka jak się o tym dowiedziała, chciała przekładać wyjazd! No ale było za późno. Żalu nie ukoiło nawet to, że dziadki (Lutka z Krzychem) jadą z nami. Pomogą z logistyką przy dzieciach, a może nawet uda mi się razem  z mężem (tylko we dwoje?!) wyrwać na jakiś nocny spacer? :))

<>

 

Był wczoraj inkasent. To taki mój „przyjaciel” 😉 Lokalny aktywista, prowadzi drużynę piłki nożnej w gminie, jest też kościelnym i ma dwójkę prawie już dorosłych dzieci, z którymi ma masę problemów. Pomagał załatwić chrzciny i przedszkole Łuczy (w obu przypadkach pomoc nie była konieczna).

  • Wpuści mnie pani?
  • Pan wchodzi… Znowu za wodę płacimy?
  • No niestety.
  • Już sczytuję…
  • Jak tam przedszkolak?
  • Super. Właśnie szykujemy się do przedstawienia na dzień babci.
  • Ooooo. I występuje?
  • No właśnie nie, bo akurat wyjeżdżamy. Zapomnieliśmy, że taka data jest.
  • A gdzie?
  • Do Rzymu.
  • No to się jeździ!
  • Jeździ, jeździ ;)) To tak tylko na weekend… Już we wtorek powrót.
  • Do papieża czy tak po prostu?
  • Tak po prostu. Na rocznicę ślubu.
  • Którą?
  • Piątą. (przecież nie powiem, że czwartą,skoro dziecko czteroletnie prawie 🙂. Co pan mi tu za cyfrę wydrukował?!
  • Tyle wyszło. To za 4 miesiące.
  • No, nie… Czy pan wie, że to jest mój nowy płaszcz kupiony w Rzymie?!
  • Ale to płatne za dwa tygodnie.
  • Co mi dwa tygodnie…
  • To ja mogę napisać, że nikogo nie zastałem.
  • Wtedy w lecie ten rachunek mnie zabije. Niech już będzie.
  • Pozdrawiam w takim razie. Udanych wakacji!
  • Do widzenia! A kiedy ksiądz będzie chodził?
  • Nie wiem, bo sobie w piątek na meczu skręciłem nogę i nie byłem w kościele. 🙂 

Deprawacja rośnie z wiekiem

Luda huczy odkurzaczem, Diabli w sprawach rodzinnych wybył do Zakopanego, a ja zabrałam się za obiad. Kupiłam dużo makaranów, więc robię pieczeń, zrobię pycha sos i makaron. A jutro pastę ze szpinakiem… I tak skoro się wprowadziłam w te włoskie klimaty to dziś jedna włoska historia.

Latem 1998 byłam na kursie językowym w Pizzie. Mieszkałam u Pronto. Pronto to była samotna Włoszka, w wieku który ówczesnej mi wydawał się beznadziejny (czyli była przed 40-stą). Kswykę nadali jej mój brat z rodzicami, bo gdy do mnie się dzwoniło odbierała i mówiła: pronto :)) I nie miało znaczenia w jakim języku się mnie prosiło (bo było to przed epoką komórek), gdyż od razu jak słyszała obcy głos wołała: Dżiustina!
To była dość pozytywna osoba. Ciągle sprzątała swój (notabene piękny) dom, a na obiad zawsze robiła michę pasty. Wcześniej dawała do spróbowania makaron, czy już jest gotowy, czy trochę zbyt al dente. A jak mnie pogryzły komary (które całkowicie zignorowały kupiony w Polsce off) smarowała mnie w nocy przekrojoną cytryną. Próbowałam tej metody i później u nas, ale czy to nie ten klimat czy to cytryny nie te, ale nie działało.

Razem ze mną pokoje u niej wynajmowali młoda Francuzka i dwóch Szwajcarów. Młodszy był w moim wieku i irytował mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie z nim rozmawiać w drodze do szkoły, a starszy był po ’40 i chyba był pracownikiem naukowym.

Razu pewnego wróciłam ze szkoły szybciej. Zawsze siedziałam pod wieżą i patrzyłam na wycieczki Rosjan i Japończyków, a tym razem po coś przyszłam. Weszłam i ona zawoła (z takim zapytaniem) ze swojego pokoju. Tylko zawołała imię tego starszego Szwajcara. (nie pamiętam jak się nazywał :/) Ruszyłam więc do jej pokoju by powiedzieć: No, sono io. Dzióstina. Weszłam, a ona leżała w łóżku i czekała na niego…
Ale shame pomyślałam. Jak ona może myśleć, że coś tam może się z wydarzyć? Scenka jak z taniego filmu XXX :)))

Tak mi się to dziś przypomniało i wcale nie była bym taka pewna, czy to to takie zupełnie było nierealne. 🙂 Dwudziestoparolatek to widzi świat bez odcieni… Na szczęście z wiekiem dostrzegasz że to wszystko nie jest biało-czarne :))) I bardzo dobrze!

Jestem profesjonalistą! Klucz do mojej wolności jest pod poduszką.

Sherlock Holmes

holmes

Byliśmy i widzieliśmy. Bardzo fajny film. Może trochę za dużo efektów a za mało fabuły, ale całość udana.
Nie wiem dlaczego miałam zakodowane, że Holmes to wysoki blondas, a Watson ładny acz średniego rostu brunet… więc pierwsze 15 minut się przestawiałam.
Poza tym podobało mi się wyliczanie jak uderzyć (niestety tylko na początku filmu) i dedukowanie (to w kryminałach obowiązkowe). No i tego też mi było mało. Za dużo wybuchów i latania.

Ale część kolejna będzie i chcę ją zobaczyć! 🙂

walka

[‚]

Zmarła ciocia Diabla. Siostra babci Rurki.

Właściwie to jej nie znałam. Widziałam ją raz i to nie za długo. Zresztą chyba, żeśmy nawet razem nie rozmawiały.
Nie wiadomo jak zmarła (na co?) i kiedy.

Ważne to co mi przyszło do głowy. Że samotność to najgorszy zabójca.